Konwersatoria
ZREALIZOWANE: Wybrane aspekty kontroli państwowej w latach 1956–1970
Krzysztof Madej
Biuro Edukacji Publicznej IPN
Kontrola Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego przez NIK w 1958 r.- przyczynek do działalności kontroli państwowej w l. 1956--1970
Opisana poniżej kontrola Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego przez Najwyższą Izbę Kontroli stanowi przyczynek do poznania popaździernikowej działalności obu instytucji. W przypadku KUL obrazuje to sposób organizowania represji administracyjnych władz PRL wobec tej placówki i ich skutki. Analiza kontroli NIK jest cenna dla zbadania, jak restytuowany w grudniu 1957 r. organ kontroli państwowej (nominalnie podległy Sejmowi PRL [1] ) , realizował w swojej działalności cele ideologiczne i polityczne.
Przyczyny i uwarunkowania kontroli NIK
Stosunek władz do Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego był w dużej mierze pochodną stosunków Państwo – Kościół po Październiku 56’. Po chwilowym odprężeniu i apelu Prymasa w styczniu 1957 r. o udział w wyborach, w następnych miesiącach 1957 r. doszło pogorszenia wzajemnych relacji. Do napięć w Komisji Mieszanej złożonej z przedstawicieli władz PRL i Kościoła doszło w związku z mieniem „Caritasu”, odebranego Kościołowi w 1950 r. i przekazanego tzw. księżom-patriotom, ponieważ władze konsekwentnie odmawiały zwrotu tego majątku. Równolegle pojawiły się również inne konflikty, m.in. Kościół protestował przeciwko zabiegom władz ograniczających faktycznie nauczanie religii w szkołach oraz protestował przeciwko ingerencji władz państwowych przy dystrybucji darów przekazywanych Kościołowi z zagranicy
Największemu zaostrzeniu sytuacja uległa jednak w lipcu 1958 r., kiedy do siedziby Instytutu Prymasowskiego 21 lipca 1958 r.wdarła się grupa funkcjonariuszy MSW i dokonała tam rewizji. Fakt ten spowodował protesty wiernych i brutalną kontrakcję sił porządkowych.
Z tego więc powodu rozpoczęcie kontroli NIK na KUL-u 31 lipca 1958 r. zdaje się wskazywać na jakąś skoordynowaną akcję władz, aczkolwiek przy analizie działań władz wobec KUL należy uwzględnić także lokalne uwarunkowania.
Jak podaje Henryk Dominiczak, w 1957 r. lubelska SB określała KUL jako „reakcyjny ośrodek antysocjalistyczny i antykomunistyczny”. Z kolei w maju 1958 r. na odprawie krajowej SB uznano, że należy ograniczyć działalność Towarzystwa Przyjaciół KUL, głównie poprzez nakładanie wysokich kar na uczestników i organizatorów zbiórek. Nie od rzeczy będzie tutaj wspomnieć, że pierwotnie NIK planował właśnie tylko kontrolę Towarzystwa Przyjaciół KUL. Tego typu działanie spowodowane być mogło dynamicznym rozwojem tej instytucji po Październiku ‘ 56. Według notatki służbowej sporządzonej na początku kontroli przez inspektorów NIK, liczba członków należących do Towarzystwa przekroczyła w 1958 r. ponad 100 tys”.
Istotnym przyczynkiem do wyjaśnienia okoliczności kontroli KUL przez NIK w lipcu 1958 r. mogą być relacje między tą uczelnią a Komitetem Wojewódzkim PZPR. Już w 1957 r. zależny od KW PZPR w Lublinie, choćby przez instytucję nomenklatury, Wydział Finansowy Prezydium WRN w Lublinie wymierzył KUL podatek dochodowy za lata 1950-1953 w kwocie ponad 3 mln zł. Stosunek KW PZPR w Lublinie do KUL dobrze ilustruje materiał przesłany w lutym 1959 r. przez egzekutywę KW PZPR w Lublinie, w kilka miesięcy po zakończeniu kontroli przez NIK, do I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki. W dokumencie tym władze KW PZPR w Lublinie przytaczają szereg argumentów świadczących o dużym niebezpieczeństwie, jakie miało płynąć ze strony KUL dla ich działalności i całego systemu. Jak wynika bowiem z treści tego dokumentu: „Zasadniczym kierunkiem działalności KUL-u stało się potęgowanie ofensywy katolicyzmu, nie liczącego się z polską racją stanu, niedwuznaczne działanie przeciwko podstawowym zasadom ustrojowym naszego państwa”. Aktywistów partyjnych niepokoiło również oddziaływanie KUL na inne środowiska akademickie, głównie poprzez pracę duszpasterską: „Ma [duszpasterstwo] na przykład swój „wywiad”, który zbiera informacje w uczelniach o działalności partii i organizacji młodzieżowych oraz udziela opinii o poszczególnych studentach, którym z punktu interesów kleru zamierza się przyjść z pomocą materialną”. Z perspektywy władz bardzo niepokojący mógł być również znaczący wzrost studiujących na KUL w 1956 r. – z 1008 studentów do 1784.
O ścisłej współpracy, jeśli nie o inicjującej roli KW PZPR w Lublinie, odnośnie kontroli NIK świadczyć mogą również następujące okoliczności:-w przesłanym do centrali NIK w Warszawie w sierpniu 1958r. piśmie kontrolerzy NIK informowali, że: „W czasie czynności kontrolnych pozostajemy w stały kontakcie z Komitetem Wojewódzkim Partii, z Oddziałem III Wojewódzkiej Komendy MO oraz z kierownikiem Wydziału Społeczno-Administracyjnego Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej”.
Przebieg kontroli
Kontrola NIK rozpoczęła się 31 lipca 1958 r. Przeprowadzało ją trzech kontrolerów. Pierwotnie kontrola ograniczyć się miała do Towarzystwa Przyjaciół KUL. Jak wynika ze „ściągawki”, w jaką zostali wyposażeni kontrolerzy, w trakcie kontroli miano się skupić m.in. na: ustaleniu stanu organizacyjnego Towarzystwa, ilości i liczebności oddziałów terenowych, przeanalizowaniu wydawnictw finansowanych przez Towarzystwo pod względem ich zgodności z porozumieniem między Rządem PRL a Episkopatem oraz skontrolować ewidencję finansową Towarzystwa.
W trakcie kontroli TP KUL zwrócono przede wszystkim uwagę na „źle” prowadzoną sprawozdawczość i zatajanie przed Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie, który sprawował z mocy prawa kontrolę nad tym stowarzyszeniem, szeregu faktów z działalności Towarzystwa. Szczególnie duże oburzenie budził fakt, że w przekazanym WRN stenogramie z zebrania Walnego Zgromadzenia TP KUL z 11 maja 1958 r. usunięto szereg „antypaństwowych” wypowiedzi- m.in. przewodniczący miał zamknąć zebranie zdaniem, że „Polska będzie katolicka- albo jej wcale nie będzie”. W stenogramie przekazanym władzom nie było również wypowiedzi jednego z obecnych księży, że: „Obok ślubowań jasno-górskich Towarzystwo Przyjaciół KUL jest w terenie trybuną, która pomoże oprzeć się fali dechrystianizacji młodzieży i rodziny, szerzonej przez sprytnie redagowane pisma”.
Po pięciu dniach przeprowadzający kontrolę zdecydowali się rozszerzyć zakres podmiotowy i przedmiotowy swoich czynności. W notatce służbowej z sierpnia 1958 r. przesłanym do centrali NIK w Warszawie wyjaśniono to następująco: „Wobec faktu, że TP KUL nie prowadzi szerszej działalności, ani w zakresie finansowej ani w innych sprawach będących przedmiotem kontroli, a stanowi jedynie pewnego rodzaju ekspozyturę inkasencką KUL, zaszła konieczność skontrolowania całości KUL”. Trudno powiedzieć, na ile była to suwerenna decyzja kontrolerów chcących wykonać postawione przed nimi zadanie.
Według ustawy z 13 grudnia 1957 NIK miał bardzo szerokie uprawnienia kontrolne. Kontrole NIK (wg art.2 ust.2 ustawy) mogły być dokonywane pod względem legalności, gospodarności, celowości i rzetelności. Praktyce oznaczało to, iż NIK mógł kontrolować każdy aspekt działalności KUL. Fakt ten czynił kontrolę w dwójnasób dolegliwą. Po pierwsze poszerzało to pole ewentualnych po kontrolnych represji, po wtóre władze państwowe i partyjne miały dostęp, poprzez kontrolę NIK, do całej dokumentacji znajdującej się posiadaniu KUL.
Analizując protokół pokontrolny NIK i zebrane w trakcie kontroli przez inspektorów NIK odpisy dokumentów, można przyjąć, iż podstawowym celem kontroli było po pierwsze wykrycie nieprawidłowego pozyskiwania i wydatkowania pieniędzy [2] , po wtóre szczegółowej kontroli zostały poddane kontakty zagraniczne KUL, po trzecie wreszcie kontrola miała na celu zebranie jak więcej informacji na temat bazy i kadry dydaktycznej.
W trakcie kontroli gospodarki finansowej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego najwięcej emocji wzbudził sposób ewidencji i rozliczania darów zagranicznych. Ówczesna polityka kursowa państwa zmuszała potencjalnych beneficjentów do skomplikowanych operacji finansowych, aby nie stracić na wymianie dewiz na złotówki. Oficjalny kurs dolara wynosił ok. 25 złotych i był czterokrotnie niższy od czarnorynkowego (a więc realnego). Chcąc jednak pozyskać dewizy władze PRL zgadzały się sprzedawać towary w ramach tzw. eksportu wewnętrznego po wyższym kursie dolara aniżeli oficjalny. W praktyce wyglądało to tak, że jeśli władze KUL otrzymały zagranicą darowiznę- np. 11 tys. dolarów od Komitetu Pomocy Polonii Kanadyjskiej, to mogły albo zgodnie z obowiązującym prawem pobrać je według kursu 24 złote za dolara, lub też za te pieniądze mógł być nabyty jakiś towar, np. samochód marki „Warszawa”, który sprzedany na rynku wtórnym pozwalał uzyskać na tej transakcji czterokrotność oficjalnego kursu dolara.
Oczywiście, tego typu działalność gospodarcza mogła natychmiast ściągnąć przy złej woli administracji zarzuty o spekulacje, nadużycia czy przestępstwa podatkowe. Nawet jeśli władze nie potrafiły w takiej sytuacji znaleźć konkretnych naruszeń prawa, zawsze można było sformułować jakieś ogólne zarzuty. Z tego też powodu NIK zarzucił władzom Uniwersytetu, że KUL nie może prowadzić takich transakcji, gdyż „utrzymuje się z darów społecznych ,z których musi być dokładne rozliczenie”.
Inną metodą, która pozwalała uchronić wolę darczyńcy i przekazywane przez niego środki przed zaborczością peerelowskich władz było ich nieewidencjonowanie. Brak ewidencji pozwalał również na częściowe uniknięcie kontroli państwowej przy ich wydatkowaniu. Dlatego też kontrolerzy NIK z wielką skrupulatnością przeliczyli znajdujące się w kasie KUL kosztowności i zarzucili kierownictwu KUL brak ich ewidencji i zatajenie części uzyskanych w ten sposób wpływów.
Przy okazji analizowania darowizn zagranicznych KUL inspektorzy NIK przejrzeli także korespondencję, zarówno wychodzącą od władz uniwersytetu, jak i doń wpływającą. Badanie to stało się podstawą do sformułowania krytycznej opinii o polityce stypendialnej KUL i prowadzonej przez niego wymianie międzynarodowej w opracowaniu Wydziału Administracyjnego KC PZPR z 1960 r.: „Należy jeszcze dodać, że nie tyle może zagraniczne ośrodki interesują się KUL-em, ile KUL natarczywie zabiega o zainteresowanie ich sobą (Np. stare ośrodki polonijne w USA niechętnie patrzą na żebraninę, popartą niepochlebnymi epitetami i skargami pod adresem państwa polskiego)”.
O tym, jak bardzo inspektorzy NIK chcieli znaleźć jakieś nadużycia, świadczyć może kontrola w Stołówce Akademickiej KUL i stołówki w Konwikcie Księży Studentów KUL przeprowadzona pod koniec listopada 1958 r. Sprawdzając wiarygodność wystawianych przez stołówki rachunków, inspektorzy przesłuchali m.in. kilku lubelskich rolników na okoliczność– czy na pewno sprzedali stołówce kilka kilogramów mięsa. Ostatecznie zarzucono kierownictwu stołówki niedostateczne legitymowanie sprzedawców (brak spisanych numerów dowodów osobistych).
Protokół z kontroli zawierał również szereg opinii, które – choć pozornie nie wiązały się z głównymi kierunkami kontroli – jednak mogły zawierać dla władz PRL wskazówki do walki z tą uczelnią, m.in. zarzucono kierownictwu KUL stosowanie zbyt wysokich siatek płac, zarówno dla wykładowców, jak i pracowników technicznych. Fakt ten miał powodować „odpływ potrzebnych kadr z gospodarki uspołecznionej”. Sprawozdanie z kontroli zawierało również szereg opinii, które w normalnych realiach mogłyby być uznane za komplementy pod adresem uczelni (stwarzanie szans edukacyjnych!), w ówczesnym jednak kontekście były to zarzuty. W piśmie z 28 października 1958 r. do Ministra Szkolnictwa Wyższego prezes NIK pisał m.in.: „Jeżeli chodzi o samą młodzież, to kontrola zainteresowała się zarówno rekrutacją na rok akademicki 1958/59 jak i jej kwalifikacjom.. Dokumenty nowoprzybyłych na Wydział Nauk Humanistycznych oraz pisane przez nich prace egzaminacyjne wykazują [!] na to, że młodzież ta wykazuje się zaledwie dostatecznymi wynikami nauki w szkołach średnich, a ich prace z historii Polski z reguły kwalifikowane były jako niedostateczne, lub ledwo dostateczne. [...]Wydaje się wątpliwe czy przyjmowanie tak słabo przygotowanych osób na studia wyższe jest celowe”.
Odpowiadając na zarzuty NIK, rektor ks. Marian Rechowicz stwierdził, że wpłaty zagraniczne, zgodnie z przepisami Banku PKO, mogły być kierowane jedynie imiennie na rektora Uniwersytetu. Z kolei sumy przesyłane w listach nie były ewidencjonowane w kasie Kul, ponieważ listy przychodziły nazwisko rektora. Komentując powyższe wyjaśnienia NIK stwierdziła (Notatka służbowa dla wiceprezesa NIK Burskiego w sprawie odpowiedzi Rektora KUL ze stycznia 1959 r.) : „W związku z odpowiedzią Rektora KUL nadesłaną do NIK stwierdzamy, że wyjaśnienia nie kwestionują w zasadzie ustaleń kontroli NIK i nie zmieniają ich treści”.
Następstwa kontroli
O reperkusjach kontroli NIK w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim dowiedzieć się można pośrednio z trzech dokumentów. Pierwszym z nich jest wzmiankowany tu skarga KW PZPR w Lublinie do I sekretarza KC PZPRna działalność KUL. Dokument ten miał zapewne przedstawić władzom centralnym ogrom problemów, z jakimi musieli się zmagać funkcjonariusze PZPR w Lubelskiem. Znamienne jest jednak, że oprócz wymienionych już zarzutów natury czysto ideologicznej (czy stwierdzeniu faktów, że „kierownictwo uczelni przeszło w ręce grupy w pełni posłusznej Episkopatowi, a zwłaszcza Wyszyńskiemu”) znaczna ich część pochodziła z właśnie przeprowadzonej kontroli NIK- m.in. informacja o nieksięgowaniu przez władze KUL wszystkich otrzymywanych darowizn czy wyliczenie najnowszych darów rzeczowych otrzymanych z Anglii. Wzmiankowana przez inspektorów NIK ścisła współpraca z KW PZPR w Lublinie nie była więc tylko czczą deklaracją.
Problem, na ile wyniki kontroli NIK przekładały się na decyzje podejmowane przez partyjnych i państwowych decydentów w owym czasie wyjaśnić można w znacznej mierze korzystając z dwóch dokumentów. Jednym z nich jest Notatka Wydziału Nauki i Oświaty w sprawie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (sporządzona w wyniku dyskusji przez tow. tow. Golańskiego, Krassowską, Sztachelskiego, Alstera i Werblana) [3] , drugim jest, wzmiankowane już, opracowanie powstałe w 1960 r. w Wydziale Administracyjnym KC PZPR. Opracowanie to, powstałe zarówno w oparciu o materiały proweniencji partyjnej, protokół kontroli NIK, jak i materiały pochodzące z MSW przedstawia zarówno sytuację KUL w 1960 r., jak i propozycje działań władz.
Z materiałów MSW dowiedzieć się można o ówczesnej sytuacji KUL. Autor informacji pisał m.in.: „Cechą charakterystyczną aktualnej sytuacji na KUL-u jest wzrost nastrojów niepewności, tendencja do ucieczki z KUL-u.[...]Nastroje niepewności pojawiły się na tle pogarszającej się sytuacji KUL”. Głównym powodem takiego pogorszenia się kondycji finansowej Uniwersytetu były przede wszystkim decyzje podatkowe podjęte przez Wydział Finansowy prezydium WRN w Lublinie- w 1957 nałożono na KUL podatek dochodowy za lata 1950-1953 w wysokości ok. 3 mln zł, w 1959 r. uczelni wymierzono podatek za lata 1953 i 1954 w wysokości 3,7 mln zł. W 1959 r. Wydział Finansowy Prezydium WRN w Lublinie przejściowo zablokował również konto uczelni. Pod koniec lat 50. uniwersytetowi wymierzono również prawie 1 mln zł podatku od nieruchomości i tzw. podatku lokalowego.
O ile jednak działalność Prezydium WRN w Lublinie spotkała się z pełną aprobatą autorów opracowania, o tyle kontrola NIK została oceniona dość krytycznie. Co prawda powołano się w kilku miejscach opracowania na ustalenia NIK (i jak wynika z ostatniej części tego dokumentu, odegrały one istotną rolę przy ustaleniu dalszych działań) dotyczące m.in. ewidencjonowania darów zagranicznych, ustalenia rzeczywistej liczby słuchaczy Instytutu Wyższej Kultury Religijnej czy luki w księgowości (np. 9 lutego1959 r. Minister Finansów zwrócił się prezesa NIK z prośbą o udostępnienie wyników kontroli potrzebnych do ustalenia zobowiązań podatkowych KUL). Generalnie jednak zarzucono NIK-owi nadmierną pobłażliwość wobec władz KUL. Omawiając kontrole finansów KUL dokonaną przez NIK, autorzy opracowania stwierdzali m.in.: „sprawy te [rozliczeń finansowych] nie są wyjaśnione i nasuwają przypuszczenie, że finanse KUL nie są w porządku. Nie wiadomo czy należy to tłumaczyć nieudolnością NIK-u, czy jego przychylnością, czy sprytem rektoratu, który umiejętnie być może tuszuje finansowe nadużycia lub bałagan”. Zarzucano również kontroli NIK z 1958 r. brak zainteresowania nieruchomościami NIK, których status miał być - wg autorów opracowania- niedookreślony. W konkluzji opracowania postulowano przeprowadzenie bardziej pogłębionej kontroli. „Materiały powierzchownej kontroli NIK-u wykazały nadużycia, wprawdzie drobne (podrabianie rachunków na art. spożywcze do stołówki, brak rozliczeń z pobieranych pieniędzy, niejasne transakcje walutowe)- ale i te sprawy już dziś można by oddać w ręce prokuratora, czego z niezrozumiałych względów nie uczyniono.[...] W każdym razie dla jakichkolwiek poczynań w tej sprawie niezbędna jest staranna kontrola NIK-u, ułatwiłaby ona wszelkie inne posunięcia odnośnie KUL-u”.
Nie oznacza to jednak, że w oparciu o dotychczasowe ustalenia kontrolne nie podjęto szeregu dotkliwych dla KUL posunięć. Zalecono m.in. ograniczyć wyjazdy pracowników KUL i studentów zagranicę, utrudniać działalność naukową i popularyzatorską Towarzystwa Naukowego KUL (według autorów opracowania dotychczas „władze wojewódzkie szafują źle pojęta demokracją i liberalizmem”). W rekomendacja uznano również, że należy „przypomnieć Ministerstwu Szkół Wyższych o jego obowiązkach i uprawnieniach kontrolowania programów i zatwierdzania kadr wykładowców w wyższych uczelniach. Należałoby zażądać od Ministerstwa odpowiedniego uregulowania sprawy profesorów karanych sądownie, a nie rehabilitowanych” [4] .
Jak więc widać z powyższych rekomendacji, dalsze działania wymierzone przeciwko Uniwersytetowi miały być przede wszystkim prowadzone poprzez administrację terenową w Lublinie i Ministerstwo Szkół Wyższych.
NIK jako instrument w walce z instytucjami kościelnymi- kontynuacja i zmiana Posługiwanie się Najwyższą Izbą Kontroli w celu likwidacji bądź znacznego ograniczenia działalności instytucji kościelnych nie było niczym nowym. W 1949 r. r. pod pozorem kontroli NIK władze zlikwidowały drukarnię zakonną w Niepokalanowie. W styczniu 1950 r. kontrola NIK posłużyła do zagarnięcia przez państwo majątku Caritasu we Wrocławiu, a następnie do sporządzenia sfingowanych oskarżeń przeciwko działaczom tego stowarzyszenia [5] . Po Październiku NIK również był używany w jako instrument w walce z instytucjami kościelnymi, zmieniły się jednak formy jego działania. O ile w czasach stalinowskich władze po prostu stwarzały dogodne dla siebie fakty (często uciekając się do fałszerstw i kradzieży), o tyle po październiku od kontrolerów NIK oczekiwano, że w ramach istniejącego prawa tak opiszą kontrolowaną rzeczywistość, że legitymizuje to działania i represje podejmowane przez władze. Jak widać z przedstawionej wyżej ocenę kontroli przez Wydział Administracyjny KC PZPR, nie zawsze opisywana w protokołach kontrolnych rzeczywistość „odpowiadała” życzeniom partyjnych i państwowych mocodawców. Trzeba jednak pamiętać, że już sam fakt podjęcia i przeprowadzenia kontroli stanowi swego rodzaju represje.
Działania przeciwko instytucjom kościelnym nie ograniczały się tylko do bezpośrednich kontroli tych instytucji. Często na wniosek lokalnych władz partyjnych rozszerzano prowadzoną już kontrolę – przykładem tego może być „nikowska kontrola” kontroli przeprowadzonej w 1959 r. przez Urząd Spraw Wewnętrznych w Rzeszowie w Stowarzyszeniu Miłośników Jarosławia (w ramach kontroli nadzoru nad stowarzyszeniami). Przyczyną tej działalności kontrolnej był wniosek Komitetu Powiatowego PZPR w Jarosławiu, który „wyszedł z propozycją zawieszenia działalności tego stowarzyszenia z uwagi na to, że w skład zarządu wchodzą niepowołane osoby m. in. ksiądz”.
Z kolei kontrolując przydziały materiałów budowlanych dokonywane przez prezydium WRN w Gdańsku w sierpniu i wrześniu 1958r , NIK analizując „Wykaz materiałów wydanych przez Wydział Handlu na budowę i remonty kościołów na terenie m-ta gdańska w latach 1957/58”, zwrócił uwagę na nadmierną „szczodrość” przy przydzielaniu materiałów budowlanych.
Kontrole polityczne NIK miały miejsce w latach sześćdziesiątych nie tylko w instytucjach związanych z Kościołem Katolickim. Przykładowo, w 1962 r. rozpoczęła się kontrola NIK w Stowarzyszeniu PAX i jego agendach gospodarczych:- Zjednoczeniu Zespołów Gospodarczych- spółka z.o.o („Inco”, „Veritas”), Zespole Prasy PAX i Instytucie Wydawniczym PAX. Z instrukcji dla przeprowadzających tę kontrolę inspektorów niedwuznacznie wynika, że chciano w ten sposób zahamować i ograniczyć rozwój Stowarzyszenia. Według władz PRL było ono po prostu zbyt bogate. Z kolei w 1967 r. wychodząc naprzeciw oczekiwaniom władz partyjnych (wyrażonych podczas odprawy sekretarzy POP takich instytucji jak NIK, prokuratura czy MSW w Wydziale Administracyjnym NIK dokonał kontroli Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny. W wyniku tej kontroli miano ustalić, że „szereg wiele prac wykonanych w Instytucie prac naukowych zostało przekazanych zagranicę”.
Powyższe fakty świadczą, iż choć poprawiła się jakość kadr i poziom pracy kontrolerskiej po Październiku ’56, nie uległ jednak zmianie podstawowy mechanizm pracy Najwyższej Izby Kontroli, jaką była ścisła zależność od dyrektyw i potrzeb władz partyjnych.
[1] Jednym z celów likwidacji Ministerstwa Kontroli Państwowej (podległego prezesowi Rady Ministrów) i utworzenia NIK miało być zwiększenie zaufania społecznego do tej instytucji i poprawa pracy kontrolerskiej.
[2] Według opracowania Wydziału Administracyjnego KC PZPR z 1960 r., dochody Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w 1957 roku wyniosły ok. 19,5 mln zł, z czego najwięcej (63 %) przydało na tace, 20% uzyskano ze zbiórek , 12 % wyniosły wpływy Towarzystwa Przyjaciół KUL. Pozostała część pochodziła z opłat studiujących, darów polonijnych i indywidualnych ofiar.
[3] Barbara Fijałkowska, Partia wobec Religii i Kościoła w PRL, t. II, cz.1, Olsztyn 2000, s. 218-222.
[4] Chodziło przede wszystkim o skazanych w tzw. okresie stalinowskim profesorów- ks. Antoniego Słomkowskiego i Ignacego Czumę, którzy w 1957 r. powrócili do pracy dydaktycznej na KUL.
[5] Por. Jan Żaryn, Kościół a władza w Polsce(1945-1950), Warszawa 1997, s. 227 i 256.
Krzysztof Madej
Biuro Edukacji Publicznej IPN
EKSPORTERZY DOLARÓW
Na początku lat 60-tych PRL była krajem relatywnie autarkicznym. Udział Polski w międzynarodowej wymianie handlowej wynosił wtedy około 1 proc., co sytuowało Polskę obok krajów typowo surowcowych, takich jak ówczesne Chile czy Irak. Ówczesne władze zdawały sobie jednak sprawę, że trudno będzie rozwinąć i zmodernizować kraj (zwłaszcza stale hołubiony przemysł ciężki) jeśli będzie brakować dewiz na zakup nowoczesnych technologii i urządzeń. Za wszelką cenę promowano zatem te działania, które pozwalały pozyskać jak najwięcej dewiz. Dlatego też w obrocie handlowym zalegalizowano de facto istnienie kilku kursów dolara. I tak, oficjalnie dolar wart był 24 złote, jednak przy zakupie jakiegoś towaru wartość nabywcza dolara wzrastała do około 100 złotych. Sytuacja ta zmuszała ludzi i instytucje posiadających dewizy do skomplikowanych działań ekonomicznych – na przykład Katolicki Uniwersytet Lubelski utrzymujący się także z darowizn zagranicznych, nie chcąc stracić na wymianie obcych walut, decydował się za uzyskane środki kupować samochody marki „Warszawa” i odsprzedawać je na rynku wtórnym (dzięki czemu wartość dolara wynosiła około 100 zł).
Szczególnie jednak preferowane były działania polegające na uzyskaniu za granicą dewizowych kontraktów. Oprócz cennych dewiz miało to również wzmacniać prestiż władz, które w ten sposób pokazywały światu, że gospodarka socjalistycznego kraju może być konkurencyjna i efektywna. W 1961 r. mogło się wydawać, że zawarty kontrakt na budowę i modernizację portu w Famaguście na Cyprze spełnia wszystkie oczekiwania ówczesnych decydentów.
Inwestycja
W październiku 1961 r. do przetargu na rozbudowę portu w Famaguście stanęło w kilka firm z Izraela, Wielkiej Brytanii, Grecji i polskie Przedsiębiorstwo Handlu Zagranicznego „Polservice”. Dzięki korzystnej ofercie cenowej wybrana została oferta PHZ „Polservice”. Argumentem rozstrzygającym jej niska cena. Podczas gdy inne firmy wyceniały swoją pracę na około 2 mln funtów cypryjskich, PHZ „Polservice” podpisał kontrakt na 906 tys. funtów cypryjskich (równowartość mniej więcej 2.5 mln dolarów według kursu obowiązującego na początku lat sześćdziesiątych)
W grudniu 1961 r. podpisano kontrakt. Całością prac koordynował „Polservice”, zaś głównym wykonawcą zostało Przedsiębiorstwo Budownictwa Inżynieryjno-Morskiego z Gdańska. W ramach kontraktu polskie przedsiębiorstwa miało zbudować 1430 metrów bieżących falochronu, 630 metrów bieżących nadbrzeża i pogłębić baseny portowe. Prace te miały zostać wykonane do marca 1964 r. Mijały miesiące, a z Cypru zaczęły dochodzić niepokojące informacje. Roboty się przedłużały się z powodów technicznych – na przykład potrzebne były, ze względu na podłoże geologiczne, lepsze pogłębiarki, którymi Polserwis nie dysponował. Kontrahenci polscy spóźniali się z dostawami potrzebnego sprzętu, a wykonane roboty nie satysfakcjonowały brytyjskiej firmy odpowiedzialnej za nadzór budowlany, ponieważ charakteryzowały się niską jakością.
W konsekwencji władze zdecydowały się wysłać do Famagusty inspektorów z NIK.
Było to rozwiązanie ze wszech miar trafne, gdyż na tle ówczesnej administracji pracownicy NIK stanowili swoistą elitę finansową i intelektualną (według danych z 1964 r. 62 proc. inspektorów NIK miało wyższe wykształcenie, co na tle ówczesnej administracji stanowiło znaczący wskaźnik). Jak wynika z materiałów Wydziału Administracyjnego KC PZPR, NIK był również instytucja pewną jeśli chodzi o kwestie ideologiczne. Ponad 60 proc. pracowników NIK było członkami PZPR i, jak można wnosić z protokołów zebrań POP przy NIK, była to struktura aktywna i potrafiąca (tak się przynajmniej wydawało jej członkom) walczyć o realizację linii partii.
Kontrola
Podczas przeprowadzonej w I kwartale 1963 r. kontroli inspektorzy NIK ustalili fakty, które stały się podstawą wystąpienia prezesa NIK Konstantego Dąbrowskiego do najwyższych władz partyjnych i państwowych (informacje o kontroli w Famaguście otrzymali m.in. kierownik Wydziału Ekonomicznego KC PZPR Józef Olszewski, Kierownik Wydziału Administracyjnego KC PZPR Kazimierz Witaszewski i Minister Handlu Zagranicznego Witold Trąmpczyński). W wystąpieniu tym przeczytać można m.in., że PHZ „Polservice” świadomie zaniżyło koszty inwestycji, by uzyskać ten kontakt oraz, że przez ponad rok władze w kraju otrzymywały fałszywe informacje o postępie prac- w międzyczasie bowiem został już trzykrotnie zmieniony ich harmonogram i według szacunków z końca 1963 r. inwestycja ta miast spodziewanego zysku w wysokości . 350 tys. funtów cypryjskich (ok. 960 tys. dolarów) zakończy się w najlepszym razie stratą w wysokości 100 tys. funtów cypryjskich (280 tys. dolarów). NIK zarzucała zresztą powyższej kalkulacji nieuwzględnienie części wydatków..
Z kontroli NIK wynikało również, że powyższe problemy nie są wynikiem czynników obiektywnych, lecz raczej zaniedbań konkretnych ludzi, w związku z czym NIK zawarła w swoim wystąpieniu kilka wniosków personalnych. Domagano się między innymi odwołania dyrektora naczelnego PHZ „Polservice” za przyjęcie niewłaściwej kalkulacji kosztów budowy, nieuwzględnienie przy przygotowaniu inwestycji badań geologicznych, fałszowanie w raportach przesyłanych do Ministerstwa Handlu Zagranicznego rzeczywistego postępu prac. NIK wnioskowała także o odwołanie do kraju pełnomocnika PHZ „Polservice” na Cyprze, ponieważ nie poinformował w porę władz w kraju o wynikach ekspertyz finansowych wskazujących na błędy kosztorysowe. Podobnych sankcji domagano się również wobec rzeczoznawcy do spraw inwestycji.
Krytyczna ocena nie dotyczyła tylko ekonomicznej strony przedsięwzięcia. Pełnomocnikowi PHZ „Polservice” zarzucono również, że : „Wbrew poleceniom dyrektora PHZ „Polservice” nie prowadził akcji informacyjnej o postępie prac [!] wśród społeczeństwa miejscowego z obawy, aby władze [cypryjskie] nie uznały tego za przejaw propagandy komunistycznej.”
Kontrola NIK nie wyczerpała zainteresowania władz sytuacją w Famaguście. W 1965 r. analizą inwestycji zajął się Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów. Z przygotowanej wtedy notatki wynika, że pod koniec 1963 r. w realizacja inwestycji Polserwisu pojawiły się kolejne problemy. Konflikty między turecką i grecką ludnością wyspy doprowadziły do tego, że z pracy masowo zwolnili się kierowcy tureccy, z kolei pracownicy narodowości greckiej, ze względu na swoje bezpieczeństwo, bali się pracować po zmroku. Dodatkowo okazało się, że przedsiębiorstwo w kraju, które miało wykonać dla „Polservice” wyposażenie nadbrzeża, nie jest w stanie się wywiązać z zamówienia. Jedyną szansą dotrzymania kolejnego terminu był zakup tego urządzenia w Anglii, co dodatkowo zwiększało już powstałe koszty. Wszystkie te czynniki spowodowały, że w lutym 1964 r. straty oszacowano na około 1.4 mln dolarów i 120 mln złotych.
Wnioski
Sprawa była zbyt poważna, by zostawić ją tylko na poziomie struktur administracyjnych. Na inwestycji tej strona polska straciła, według faktycznego kursu dolara, około 260 milionów złotych (w dokumentach oficjalnych wyliczone straty były mniejsze, gdyż liczono koszty według kursu 24 zł za jednego dolara). Dla porównania, straty poniesione przez skarb państwa w wyniku tak zwanej afery mięsnej [1] [1] szacowano na około 30 milionów złotych. Dlatego ostateczna decyzja w tej sprawie należała do czynników partyjnych..
O podjętych w tej sprawie rozstrzygnięciach i o opiniach partyjnych decydentów można dowiedzieć się z materiału przesłanego w 1964 r. przez dyrektora generalnego Urzędu Rady Ministrów Stanisława Rozmarynowicza do Bolesława Jaszczuka, który w sekretariacie KC PZPR odpowiadał za problematykę ekonomiczną. Szczególnie interesujące są w tym kontekście naniesione przez Bolesława Jaszczuka odręczne uwagi na marginesach dokumentu.
Po przeanalizowaniu sytuacji KERM zarekomendował szereg rozwiązań dotyczących zarówno działań bieżących, jak i wniosków na przyszłość. Zalecano między innymi renegocjowanie kontraktu ze stroną cypryjską i przerzucenie na nią części kosztów, wykonanie poszerzonych badań geologicznych przydatnych w ewentualnym postępowaniu arbitrażowym. Sprawę Famagusty uznano jednak za swoiste frycowe: „Na rynkach zagranicznych istnieje zapotrzebowanie na usługi w dziedzinie budownictwa portowego. Wobec możliwości świadczenia tego rodzaju usług przez krajowe przedsiębiorstwa, można uznać, że podjęcie się realizacji kontraktu na rozbudowę portu w Famaguście zapoczątkuje polski eksport w tej dziedzinie.”
Jeśli do zaleceń bieżących sekretarz KC PZPR miał tylko rzeczowe uwagi i pytania (między innymi co rodzaju koniecznych ekspertyz geologicznych), to znacznie więcej wątpliwości wzbudziła ogólna teza opracowania KERM. Przy cytowanym wyżej zdaniu o wspaniałych perspektywach eksportu polskich usług budowlanych pojawił się dopisek z wykrzyknikiem – eksport dolarów.
Mimo zgłaszanych obiekcji, władzom nie zostało nic innego, jak przyjąć rekomendowane rozwiązania. Znamienne jest, że nie zdecydowano się również ukarać winnych złego przygotowania inwestycji i udzielono im tylko symbolicznych kar dyscyplinarnych.. Władze nie chciały przyznać się publicznie do takiego blamażu, tym bardziej, że sprawa mogła nabrać międzynarodowego rozgłosu. Niektóre z tych osób zresztą wkrótce awansowały – dyrektor „Polservice” został dyrektorem departamentu w Komitecie Nauki i Techniki, a jeden z rzeczoznawców wyjechał na kontrakt do Ghany.
Przykrości spotkały za to osoby, które pomagały kontrolerom NIK. Z pracy został usunięty między innymi sekretarz POP w Famaguście, który według opinii jednego z kontrolerów NIK: „okazał dużą pomoc kontrolującym”
Epilog sprawy Famagusty miał miejsce na zebraniu POP NIK w lutym 1965 r. Jeden z inspektorów uznał sprawę Famagusty za przykład niereagowania przez władze państwowe na wystąpienia pokontrolne NIK i zgłosił wniosek, by zwracać się równolegle z wnioskami personalnymi do Komisji Kontroli Partyjnej. Inny, odnosząc się do sytuacji w Famaguście, stwierdził, że: „ Zbyt wolno reagujemy na tego typu marnotrawstwo ogólnego majątku i o to zgłaszamy pretensje – chyba 2 lata wystarczą na wyciągnięcie rzeczywistych, a nie pozornych konsekwencji w stosunku do winnych”.
Zebranych przywoływał do porządku prezes NIK. Między innymi zarzucił wypowiadającym się w sprawie kontroli na Famaguście inspektorom, że: „wypowiadają się w sposób sensacyjny i anegdotyczny”. Ostatecznie jednak POP przyjęła wniosek o skierowaniu wniosków bezpośrednio do Komisji Kontroli Partyjnej.
Podsumowanie
Brak sankcji karnych wobec odpowiedzialnych podpisania niekorzystnego dla strony polskiej kontraktu może świadczyć o dobrej znajomości przez ówczesnych decydentów realiów kierowanej przez siebie gospodarki. Niedociągnięcia i straty, które wystąpiły podczas realizacji kontraktu w Famaguście, w PRL lat sześćdziesiątych były na porządku dziennym. Omawiając, w Wydziale Ekonomicznym KC PZPR, w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych inwestycje w budownictwie, podkreślano, że ciężko będzie je wykonać, ponieważ reguły gry narzuca „rynek wykonawcy”.
Niegospodarność i brak zdolności kooperacyjnych wychodziły na jaw zwłaszcza przy dużych inwestycjach. Nie ziściły się jednak przewidywania zawarte w notatce KERM-u z 1964 r., że instytucje gospodarcze PRL będą umiały wyciągnąć wnioski ze swoich błędów i w przyszłości lepiej przygotować zagraniczne inwestycje. W 1977 r. raport NIK, w części dotyczącej przygotowaniu kontraktów zagranicznych, stwierdzał: „Kontrole wykazały ponadto, że mimo wieloletnich doświadczeń powstały przypadki niedostatecznego zabezpieczenia interesów strony polskiej w zawieranych kontaktach. Polegało to najczęściej na nieprecyzyjnym formułowaniu warunków dostaw, umożliwiających dowolną interpretację wzajemnych uprawnień i zobowiązań”.
[1] [1] W sprawie tej aresztowano ponad 400 osób ,a na początku 1965 r. zapadły bardzo surowe wyroki w procesie winnych nadużyć dyrektorów Przedsiębiorstwa Miejski Handel Mięsem w Warszawie. Jeden z oskarżonych został skazany na karę śmierci (wyrok wykonano) a pozostali na długoletnie więzienie.



