Instytut Pamięci Narodowej - wersja tekstowa
KRÓTKO:
- Janusz Kurtyka, prezes IPN dla Super Expressu: „Pragnę podkreślić, że epizod współpracy Lecha Wałęsy z SB, bądź też problem, w jaki sposób był wówczas rejestrowany przez bezpiekę, jest częścią projektu badawczego IPN, który dotyczy opozycji przedsierpniowej i działania Wolnych Związków Zawodowych w latach 70. w Trójmieście. Do tej pory nikt nie podjął się próby zebrania wszystkich dokumentów dotyczących sprawy »Bolka« i poddania ich rzetelnej analizie historycznej. Zrobił to dopiero IPN. Książka, o której mówimy, musi się bronić sama. Z jakim skutkiem, zobaczymy za kilka dni, gdy się ukaże. Jeśli zaś chodzi o jej autorów, to osoby, które podważają ich dorobek naukowy, nie mają do tego żadnych podstaw. Obaj swoje doktoraty napisali na bardzo wysokim poziomie. Moim zdaniem należą do najściślejszej czołówki osób znających mechanizmy funkcjonowania archiwów bezpieki w Polsce. Właśnie dlatego byli bardzo dobrze przygotowani do tego zadania. (…) Każda książka, która jest merytorycznie dobra, powinna się ukazywać. Nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby jakikolwiek urzędnik, również ja, nagle zapragnął zablokować publikację dobrej książki, która jest również potrzebna społecznie. Żyjemy w dobie wolności słowa, wolności nauki, wolni ludzie w wolnym kraju mają prawo do prawdy historycznej o swojej najnowszej historii. To są rzetelne podstawy demokracji, o którą walczyła Solidarność. A nie była ona dziełem jednego człowieka, tylko całego narodu”. Super Express, 18.06.2008 r.
- Lech Wałęsa specjalnie dla Super Expressu: „S.E: A gdyby ta książka ukazała się z pańskim komentarzem? Gdyby ci historycy zgłosili się do pana? Lech Wałęsa: Ja nawet chciałem to zrobić. Wtedy pokazałbym im, jacy są mali, jakimi przyziemnymi kategoriami myślą. Ale ci ludzie po prostu bali się spotkania. Bali się dlatego, bo jedynym ich celem jest to, aby za wszelką cenę, na siłę, ten paszkwil przeciwko mnie poszedł w świat. Oni dobrze wiedzą, że tej sprawy ze mną nie wygrają, ale i tak chcą dołożyć, opluć, a do tego przeszkodzić w rocznicy 25-lecia przyznania mi Nobla. O to idzie teraz cała ta gra. Kiedy jest coś dla Polski do załatwienia, kiedy jest jakaś piękna rocznica, to oni zawsze wtedy się budzą”. Super Express, 18.06.2008 r.
- Janusz Kurtyka, prezes IPN we wprowadzeniu do publikacji „SB a Lech Wałęsa”: „Problem wykorzystywany w rozgrywkach politycznych oraz w gwałtownych, chaotycznych i tendencyjnych dyskusjach prasowych, jak dotąd, nie został poddany analizie naukowej uwzględniającej wszelkie kwestie źródłoznawcze i metodologiczne, a obecnie wiemy już sporo na temat funkcjonowania archiwów bezpieki, metod i zasad pracy operacyjnej SB oraz ich kontekstu społecznego. Znaczna część uczestników tych debat odruchowo odrzuca możliwość, iż młody członek komitetu strajkowego Stoczni Gdańskiej w 1970 r. przez kilka następnych lat mógł – samotny w zderzeniu z machiną SB – być tajnym współpracownikiem bezpieki, a następnie zerwać tę współpracę i zaangażować się w działania opozycji demokratycznej i Wolnych Związków Zawodowych, odrzucić próby ponownego werbunku przez SB, a dzięki swej osobowości i momentowi historycznemu mógł zostać symbolicznym liderem wielkiego ruchu »Solidarności« i światową ikoną antykomunistycznego oporu. Wreszcie jako prezydent wolnej już Polski musiał ustosunkować się do tego epizodu własnej przeszłości – i że wszystkie powyższe odsłony dotyczą biografii jednego człowieka, któremu miejsca w historii Polski nikt nie odbiera. W warunkach wolności badań i wolności słowa (a chyba nikt w Polsce tych wartości nie chce kwestionować) problem ten i tak będzie podejmowany, ponieważ postaci historyczne nie mają szans na ucieczkę przed historią. Bogdan Borusewicz, jeden z legendarnych przywódców WZZ, inicjator wielkiego strajku 1980 r., nakłaniany niedawno do wypowiedzi na temat domniemanych związków agenturalnych Lecha Wałęsy z SB na początku lat 70., odparł: „Niech to wyjaśni IPN”. Nie on jeden tak reagował. Instytut Pamięci Narodowej ma obowiązek podejmowania szczególnie ważnych tematów najnowszej historii. Niniejsza książka jest próbą wypełnienia tego obowiązku”. Rzeczpospolita, 18.06.2008 r.
- Piotr Gontarczyk, Sławomir Cenckiewicz, autorzy mającej się ukazać publikacji „SB a Lech Wałęsa”: „W 1996 roku ówczesny minister spraw wewnętrznych w rządzie SLD – PSL Zbigniew Siemiątkowski – za zgodą prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego – zbadał opieczętowane pakiety, w których miały się znajdować dokumenty dotyczące przeszłości Lecha Wałęsy. Stwierdzono braki w dokumentacji wypożyczanej przez Wałęsę w czasach, gdy był prezydentem. W tej sytuacji szef UOP płk Andrzej Kapkowski pisemnie zwrócił się do Lecha Wałęsy o zwrot brakujących akt. Gdy nie dostał odpowiedzi, powiadomił organy ścigania”. Rzeczpospolita, Polska, polskieradio.pl, 18.06.2008 r.
- „Wywiad z Marią Dmochowską, wiceprezes IPN: P: W liście do Wałęsy pisze Pani, że próbowała zapobiec wydaniu książki. W jaki sposób? M.D: A w jaki sposób można temu zapobiec? Rozmową z prezesem Kurtyką, wysłaniem pisma. P: Czytałam, że zanim list do Wałęsy ujrzał światło dzienne, chciała Pani złożyć rezygnację z funkcji... M.D: To plotki. Nie mówiłam dziennikarzowi »Newsweeka«, że mój list to był »gest Rejtana«. Tak jak nie mówiłam nigdy, że zamierzałam podać się do dymisji. P: W ubiegłym tygodniu prezes Kurtyka powołał Franciszka Gryciuka na swojego zastępcę. Nie po to, aby Panią zastąpić? Od dawna mówiliśmy w IPN, że jeden wiceprezes to za mało. Za czasów prezesa Kieresa wiceprezesów było trzech”. Polska, Super Express, 18.06.2008 r.
- „Lech Wałęsa w latach 70. donosił SB, a gdy został prezydentem, niszczył dowody - twierdzą historycy IPN. -To kłamstwo, dowody współpracy to fałszywki -mówią byli szefowie UOP i MSW oraz sam Wałęsa. Media wspierające lustracyjną akcję historyków IPN Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka opublikowały wczoraj fragmenty ich książki na temat rzekomej współpracy Lecha Wałęsy z SB. W »Rzeczpospolitej« oraz internetowych wydaniach »Wprost« i »Gazety Polskiej« ukazały się główne tezy książki, którą wkrótce ma wydać Instytut. Oto tezy historyków IPN: * Wałęsa w latach 1970-76 był zarejestrowany jako agent SB o pseudonimie »Bolek«; * donosił na kolegów ze Stoczni Gdańskiej, niektórym zaszkodził. Wziął za to od SB ponad 13 tys. zł; * gdy był prezydentem RP w latach 1990-95, UOP przekazał mu kompromitujące go akta b. SB; * Wałęsa oddał je niekompletne, część teczki zniszczył; śledztwo w sprawie zniknięcia dokumentów umorzono z powodów politycznych”. Gazeta Wyborcza, Metro, Super Express, Fakt, Polska, Rzeczpospolita, Dziennik, 18.06.008 r.
- „Zasadniczym celem prawie 800-stronnicowej książki było ukazanie historii relacji Lecha Wałęsy z SB i związanych z tym konsekwencji w okresie późniejszym. W latach 1970-1976 L. Wałęsa rejestrowany był w ewidencji operacyjnej gdańskiej SB, jako TW ps. Bolek”. Dziennik Polski zamieszcza obszerny artykuł o książce »SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii« na podstawie relacji PAP. W Dzienniku Polskim ukazało się również streszczenie tej książki, napisane przez jej autorów Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka. Dziennik Polski, 18.06.2008 r.
- „»Esbecką bajeczką« i »paszkwilem« nazywa Lech Wałęsa materiały wskazujące, że to on miał być TW »Bolkiem«. – Po raz pierwszy SB ma szanse wygrać rękoma tych młodych ludzi – mówił Lech Wałęsa w Radiu Gdańsk”– Polska. Dziennik Bałtycki, 18.06.2008 r.
- „Po obaleniu rządu Jana Olszewskiego prezydent Wałęsa otrzymał zgromadzoną na jego temat dokumentację SB. Zwrócił ją po kilku miesiącach, ale zniknęły dokumenty świadczące, że urzędujący prezydent był »Bolkiem« - twierdzą historycy IPN. Miał też wprowadzić do kierownictwa UOP inwigilującego go wcześniej SB-eka, by zniszczył akta obciążające Wałęsę. Fragment książki Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza drukuje »Rzeczpospolita«. Gazeta przyznaje, że przyspieszyła publikację (…) po poniedziałkowych »zawirowaniach wokół książki«, czyli proteście wiceprezes IPN Marii Dmochowskiej przeciwko wydaniu książki”, Gazeta Pomorska, 18.06.2008 r.
- Komentarz Roberta Siewiorka do książki „SB a Lech Wałęsa: Nie chcemy budzić nienawiści, obalać mitów, niszczyć autorytetów – zapewniają ci, dla których książka Cenckiewicza i Gontarczyka o Lechu Wałęsie jest niezbędna dla narodowego oczyszczenia przez prawdę. Chcą tylko wyciąć wrzód zakłamania, na którym wyrosła legenda przywódcy Solidarności. Za parę dni historycy z IPN ogłoszą więc o Wałęsie prawdę, której ochłapami już od dawna obdzielają Polaków niektórzy publicyści i politycy. To będzie prawda z ubeckich teczek spisana przez szuje odpowiedzialne za Czerwiec 56, Grudzień 70 czy Grudzień 81. Tę prawdę uzupełni inna, z lat 90., wyhodowana na teorii spisku elit przeciwko Olszewskiemu i Macierewiczowi. Ta sama prawda, której częścią jest późniejsze o kilkanaście lat kopernikańskie odkrycie Macierewicza: o naszych szefach MSZ po 89 r. zaprzedanych Moskwie. Prawda, którą przy rozmaitych okazjach potwierdzają prezydent i prezes. Jej dysponentom nie chodzi o wiedzę o tym, dlaczego Wałęsa podpisał w latach 70. jakieś kwity. Oni chcą wiedzieć, jak się robi polityczny cep. Tyle, że do mnie jakoś bardziej przemawia np. fakt, że to właśnie Wałęsa za swoje przekonania zbierał najcięższe baty od komunistów. Jak wytłumaczą ten paradoks sędziowie Wałęsy? Nie zdziwię się, gdy usłyszę, że ubecy, prześladując Wałęsę, chcieli mu dać alibi, by jeszcze skutecznie donosił na swoich. Nie zdziwię się, bo tylko paranoją można na nowo napisać historię. Gazeta Krakowska, 18 czerwiec 2008 r.
- „Dziś już chyba nikt nie ma wątpliwości, że »SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii« to najbardziej kontrowersyjna książka dotycząca historii Polski. Odrodziła linie podziałów politycznych i spór o lustrację. Dlatego bano jej się nawet w samym IPN. Bomba eksplodowała przed czasem. Publikacja miała ujrzeć światło dzienne kilka dni później. Ale w poniedziałek wszystko nabrało błyskawicznego tempa. Nadawała je Maria Dmochowska, wiceprezes IPN i dawna polityk Unii Wolności. Dmochowska napisała dwa listy, do Lecha Wałęsy i do szefa IPN Janusza Kurtyki. Odcięła się w nich od książki, jej publikację uznała za błąd i element nagonki na byłego prezydenta. Pod wpływem protestu Dmochowskiej na drugi dzień »Rzeczpospolita« rozpoczęła cykl publikacji, w których Sławomir Cenckiewicz z Piotrem Gontarczykiem opowiadają historię TW Bolka na bazie swojej książki.” – Polska. Dziennik Bałtycki, 18.06.2008 r.
- Ryszard Bugaj: „Słyszałem oczywiście pogłoski o »Bolku« i znając go, nie uważałem, by to było niemożliwe. Bo Wałęsa jest człowiekiem, który uważa, że każdego ogra. I wydawało mi się, że ten jego wczesny incydent wpisuje się w to myślenie. W przekonanie człowieka będącego w bardzo trudnej sytuacji, który myśli sobie, że z nimi, z esbecją, pogra, ale wygra. To, co piszą Cenckiewicz i Gontarczyk, idzie niestety trochę dalej. Pojawiają się tam, niestety, dwie tezy: że brał pieniądze i że byli ludzie ponoszący konsekwencje jego uwikłania (…). Muszę spokojnie przeczytać całą książkę. Choć warto pamiętać, że w wielu sprawach spory historyczne toczą się właściwie bez końca. Dla mnie ważne będą reakcje tych historyków, do których mam zaufanie. Ludzi takich jak Andrzej Paczkowski, Antoni Dudek, Andrzej Friszke. Nie znaczy to, że kwestionuję prawo Cenckiewicza i Gontarczyka do badania tych materiałów. Ale gdyby inni historycy powiedzieli, że są jawnie stronniczy, wtedy trzeba by stosunek do tej książki przemyśleć”. Dziennik, 18.06.2008 r.
- Andrzej Friszke, HISTORYK, BYŁY CZŁONEK KOLEGIUM IPN: „(…) w 1982 r. bezpieka wprowadziła w obieg »Solidarności« pakiet fałszywek, które miały doprowadzić do czegoś, co SB nazywała »sądem nad Wałęsą«. Proszę pamiętać, że Wałęsa był w latach 80. obywatelem numer jeden na liście wrogów PRL. W związku z tym prowadzona była cała operacja fałszowania akt także z pomocą wywiadu PRL za granicą zmierzająca do skompromitowania Wałęsy. Gdyby SB się to udało, cały opór społeczny lat 80. mógłby się załamać”. Dziennik, 18.06.2008 r.
- „Edmund Krasowski, były dyrektor IPN w Gdańsku: - Wałęsa ma oczywiście rację, że »Bolków« było wielu. Ten kryptonim może oznaczać nie tylko tajnych współpracowników SB, ale i figurantów, czyli osoby inwigilowane, rozpracowywane przez esbeków. Jeden z »Bolków« to kryptonim podsłuchu założonego na telefonie Wałęsy jeszcze w pierwszej siedzibie Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w 1980 r. Ale nie na tym przecież problem polega. Pytanie zasadnicze do ustaleń Cenckiewicza i Gontarczyka: Czy Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB. Widziałem w IPN materiały dotyczące »Bolka« i uczciwie mówię, że na podstawie tych dokumentów nie potrafię powiedzieć, czy był agentem. Po prostu nie wiem. Takiego rozstrzygnięcia na sto procent mógłby się podjąć tylko sąd lustracyjny, a jak wiadomo, takich sądów obecnie nie ma. Historycy, którzy napisali tę książkę, stawiają się najwyraźniej w roli takiego sądu lustracyjnego i całą odpowiedzialność biorą na siebie”. Gazeta Wyborcza, 18.06.2008 r.
- „Bogdan Lis, poseł PD, działacz opozycji solidarnościowej. Oskarżenie Wałęsy o współpracę to bardzo poważna sprawa i dziwię się autorom, że mając tak niepewne źródła, to robią. To są tylko spekulacje, a ci młodzi historycy zachowują się jak dzieci we mgle, a nie profesjonaliści. Poza tym publikacja jest obciążona wadą - ich ewidentną niechęcią do Wałęsy, a zarazem fascynacją bezpieką. Nie rozumiem też zdania z tej publikacji o tym, że z UOP »wyprowadzono« też dokumentację dotyczącą mnie, Borusewicza, Jacka Merkela i Lecha Kaczyńskiego. Kto i dlaczego »wyprowadzał«, autorzy nie wyjaśniają, ale to jakaś insynuacja, że wszyscy byliśmy agentami, a dokumenty wyciągano, aby je zniszczyć. Paranoja”! Gazeta Wyborcza, 18.06.2008 r.
- Andrzej Milczanowski, wiceszef UOP (1990-92) i szef MSW (1992-95) w wywiadzie dla Gazety Wyborczej: GW: „Z opublikowanych we wtorek w »Rzeczpospolitej« fragmentów książki historyków IPN wynika, że część dokumentów nie wróciła od Wałęsy. Andrzej Milczanowski - Ze szczegółowym komentarzem do tego poczekam do ukazania się książki. To, co zostało opublikowane, robi wrażenie, jakby ktoś chciał wysondować reakcję Lecha Wałęsy czy moją. Przytoczono np. jedną z moich notatek, ale tylko w części, istotną część pomijając, co wskazuje na manipulację. Żeby zyskać pewność, poczekam do wydania książki. Teraz mogę powiedzieć, że ostatecznie te materiały w całości zostały zwrócone do MSW”. Gazeta Wyborcza, 18.06.2008 r. W Gazecie Wyborczej o sprawie wypowiada się również gen. Gromosław Czempiński.
- Ewa Milewicz, publicystka Gazety Wyborczej: „Historycy IPN Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk w opublikowanym wczoraj przez »Rzeczpospolitą« fragmencie książki cytują kwestionariusz internowanego Lecha Wałęsy z listopada 1980r. Było tam napisane o Wałęsie: »członek komitetu strajkowego 29.12.1970, pozyskany do współpracy z SB. W okresie 1970-1972 przekazał szereg informacji dot. negatywnej działalności pracowników stoczni«. Historycy nie dopuszczają żadnych wątpliwości -te zdania świadczą o tym, że Wałęsa współpracował. Kiedy zaś natykają się na dokument SB z 1971 r. mówiący, że Wałęsa »nie podjął« współpracy z SB, powiadają: to falsyfikat podrzucony za sprawą Wałęsy”. Gazeta Wyborcza, 18.06.2008 r.
- Paweł Machcewicz, w latach 2000-05 kierował pionem badawczo-edukacyjnym Instytutu Pamięci Narodowej: „Typowe dla panujących ostatnio w IPN zwyczajów jest wykorzystywanie dostępu do archiwów tej instytucji dla osobistych porachunków. Bogdan Musiał »zlustrował« akta paszportowe prof. Włodzimierza Borodzieja, żeby sprawdzić, co ponad trzydzieści lat temu napisał on na temat zawodu swojego ojca. Gontarczyk i Cenckiewicz sprawdzają, czy w archiwum znajdują się moje wpisy, które poświadczałyby o korzystaniu przeze mnie z dokumentacji Służby Bezpieczeństwa odnoszącej się do sytuacji na Wybrzeżu. Piszą też, że »Machcewicz dotąd nie dał się poznać jako specjalista od Grudnia '70«. Nieco żenujące jest w ogóle odpowiadanie na ten zarzut, bo tym samym akceptuje się pośrednio założenie, że temat grudnia 1970 r. i jego następstw zastrzeżony jest do wyłącznego użytku Cenckiewicza i Gontarczyka”. Gazeta Wyborcza, 18.06.2008 r.
- „Tegoroczne nagrody Kustosza Pamięci Narodowej przyznane zostały osobom, które w szczególny sposób przyczyniły się do podtrzymywania tożsamości narodowej za wschodnią granicą Polski. Zostały one wręczone wczoraj w Sali Rady Zamku Królewskiego w Warszawie. Honorowy patronat nad uroczystością objął prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński. W tym roku nagrodę otrzymali: Helena Filipionek, Irena i Jadwiga Zappe, Zygmunt Walkowski oraz Związek Polaków na Białorusi kierowany przez Andżelikę Borys. »Przez kilkadziesiąt lat rządzący Polską komuniści tworzyli własną wersję historii - historii opartej na kłamstwie. Miejsce patriotów walczących o niepodległość zajmowali ludzie służący interesom obcego mocarstwa, to oni trafiali do podręczników i na pomniki. Żyli jednak w minionym systemie ludzie, którzy nie godzili się na zakłamywanie historii. Pielęgnowali pamięć o bohaterach narodowych, ważnych dla naszej historii wydarzeniach, dokumentowali trud zwykłych ludzi podejmowany w imię suwerenności Rzeczypospolitej« - uzasadnił wyróżnienie dla tych osób IPN. Nagroda Kustosz Pamięci Narodowej honoruje te wspaniałe życiorysy i dzieła, z których możemy dziś korzystać”. Nasz Dziennik, Rzeczpospolita, 18.06.2008 r.
20 czerwca 2008
Zawartość działu
|
|
|
|
ostatnia aktualizacja serwisu: 01.12.2008
liczba osób, które odwiedziły nasz serwis: 15.070.442
Adres:
Instytut Pamięci Narodowej - wersja tekstowa
ul. Towarowa 28, 00-839 Warszawa
e-mail: |sekretariat.ipn@ipn.gov.pl|
© 2000-2008 Instytut Pamięci Narodowej - wersja tekstowa.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przy wykorzystywaniu materiałów wymagane jest podanie źródła.