Instytut Pamięci Narodowej - wersja tekstowa
KRÓTKO:
- Dokument SB, z którego wynika, że w latach 70. uważano Lecha Wałęsę za wroga, przytacza najnowszy numer tygodnika "Focus". Z Wałęsą wielokrotnie były przeprowadzane rozmowy w związku z jego nieodpowiedzialnym zachowaniem się i wypowiedziami. Nie przyniosły one jednak jak dotychczas żadnego skutku"- czytamy w tajnym raporcie, który powstał w gdańskiej bezpiece 15 lipca 1974 r. Raport jest spisaną informacją tajnego współpracownika SB o pseudonimie "Kolega". Był nim robotnik pracujący na tym samym co Wałęsa wydziale Stoczni Gdańskiej. Ostrzegał również przed agentami bezpieki, którzy szpiegują stoczniowców. Przez oficera SB, który spisał raport agenta, Wałęsa określany jest jako "przechodzący w naszym zainteresowaniu". Znaczy to, że był obiektem inwigilacji bezpieki. Gazeta Wyborcza, Gazeta pl, dziennik pl, 3/4.06.2008 r.
- Nie minęły dwa lata, a sprawa dziadka z SB i jego rzekomej lustracji przez wnuka wróciła. Sławomir Cenckiewicz jest odsądzany od czci i wiary za to, że postanowił zmierzyć się z historią swej rodziny – pisze w „Rz” Piotr Semka. Wizja Cenckiewicza jako lustratora własnej rodziny ma same zalety. Informuje o „dziadku z SB”, a jednocześnie buduje wizerunek historyka jako oszalałego inkwizytora. Dziś w kontekście zapowiadanej książki o Wałęsie zainteresowanie jej autorami wróciło. W gdańskim IPN się mówi, że o dziadka z SB pytają Cenckiewicza kolejni reporterzy, nawet z tej gazety, która zwykle oburza się na jakiekolwiek wzmianki o ubeckich genealogiach. „Nie kijem Cenckiewicza, to pałką” Rzeczpospolita 4.06.2008 r.
- O książce lustrującej Lecha Wałęsę słychać już od kilku miesięcy, ale nie zauważyłem, by w prasie czy w telewizji odbywała się przeciwko niemu kampania nienawiści. Tymczasem z listu otwartego wymierzonego w nieznaną jeszcze publicznie książkę, a podpisanego przez licznych polityków, kilku intelektualistów i pisarzy, dowiaduję się, że kampania insynuacji oraz zniesławienia trwa. Nie wiadomo dlaczego sygnatariusze listu z góry uznali, że pisanie o Wałęsie jest niszczeniem kapitału moralnego „Solidarności”, „gwałci prawdę”, „narusza fundamentalne zasady etyczne”. Jak na moje ucho, całkiem tu sporo bardzo poważnych oskarżeń wobec bliżej nienazwanych osób oraz wobec Instytutu Pamięci Narodowej - - pisze Paweł Śpiewak w „Tygodniku Powszechnym”. Nie wiadomo dlaczego uznano, że pisanie o przeszłości komunistycznej w oparciu o krytyczną ocenę archiwów tajnej policji politycznej jest z góry naganne, gdy skądinąd wiemy, że procesy lustracyjne we wszystkich krajach postkomunistycznych oraz postautorytarnych (np. Chile czy Argentyna) muszą, choćby w poważnej części, opierać się na dokumentach wytworzonych przez służby bezpieczeństwa. Wie to każdy, również premier Jerzy Buzek, który jako jeden z liderów AWS popierał lustrację oraz tworzenie IPN. Wie to świetnie Władysław Bartoszewski, który zapoznał się ze swoimi aktami i może ich wagę krytycznie, a profesjonalnie jako historyk docenić. Wie to z pewnością Adam Michnik, który miał okazję (zapewne fragmentarycznie) zapoznać się z aktami tajnej policji i – jak rozumiem – na tej podstawie orzec w roku 1992, że lepiej te archiwa na wiele dziesięcioleci zamknąć w imię społecznego pokoju oraz ochrony autorytetów narodowych. Co miał wtedy na myśli, nie wiem, ale uwaga jego brzmiała nader poważnie i, śmiem twierdzić, złowieszczo – pisze Śpiewak. Tygodnik Powszechny 23/2008 r.
- - Nie wiem, czy szybko, gdyż to jednak wytrawny gracz. Dokumenty pokazują, że starał "wybić się na niepodległość" i nie wykluczam, że w latach 80., a może również w 90. były okresy, kiedy Prezydentowi się to udawało. Dlaczego jednak nigdy nie powiedział prawdy? Czy gdyby jego związki ze służbami sprowadzały się tylko do lat 70., nie byłoby naturalne, by po objęciu urzędu prezydenta oświadczył: "Dziękuję narodowi za zaufanie, będę starał się jak najlepiej kierować sprawami kraju, ale muszę powiedzieć pewną rzecz, by niektórzy, pragnący mną manipulować, stracili te nadzieje". Dlaczego nie postąpił tak w czerwcu 1992 r. lub później? Czy gdyby zależność od tajnych służb sprowadzała się tylko do współpracy z lat 70., to czy - w świetle osiągnięć Wałęsy z lat 80. - tak trudno byłoby mu powiedzieć prawdę? Tymczasem Wałęsa nadal jest nieprzekonujący w tym, co mówi. Co wywiad, to inna opowieść. To może specyfika jego nietuzinkowej osobowości, bo na pewno nie był zwykłą marionetką służb – mówi w rozmowie z tygodnikiem „Nasza Polska” prof. Andrzej Zybertowicz. Nr 23/2008 r.
- Około 400 szkół z całej Polski wzięło udział w programie "Opowiem Ci o wolnej Polsce." Młodzi ludzie przez rok poszukiwali świadków historii, swoich lokalnych bohaterów, których działaność potem dokładnie opisali. Plonem pracy uczniów są wywiady, prezentacje multimedialne i ciekawe, nieraz archiwalne dokumenty do tej pory nieznane historykom. Konkurs zainicjowało Biuro Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej. Zdaniem historyków IPN wiele z opracowań wykonanych przez dzieci jest doskonałym materiałem do dalszej pracy naukowej. Wśród nich zdarzają się wielogodzinne relacje, które są warte archiwizacji i dalszej obróbki przez profesjonalnych naukowców. Większość szkół przygotowała materiały zarejestrowane za pomocą kamer wideo, wśród nich wywiady. Paweł Ukielski z Muzeum Powstania Warszawskiego zaznacza, że w ten sposób można poznać losy wielu do tej pory bezimiennych bohaterów. To szerzej nieznane postacie, ludzie których można w ten sposób "wyciągnąć z cienia". IAR 3.06.2008 r
- Czy wyrok skazujący 17 zomowców, którzy pacyfikowali kopalnię Wujek, zostanie uchylony? Z akt zniknęła mapa pokazująca, gdzie stali strzelający do górników członkowie plutonu – pisze „Gazeta Wyborcza. jak dowiedziała się „Gazeta”, kilka tygodni temu jeden ze skazanych zomowców - Maciej Szulc (2,5 roku więzienia) - złożył w sądzie apelacyjnym dokument potwierdzający, że z akt zniknęła mapka z rozmieszczeniem członków plutonu. Szulc twierdzi, że trzech zomowców - w tym on - stało w innym miejscu, niż uznał sąd w skazującym wyroku. Z protokołów ich zeznań w prokuraturze wynika, że w chwili ataku znajdowali się za kotłownią, która zasłaniała górników. Dlatego ta trójka nie strzelała. Te same pozycje zomowców były rzekomo zaznaczone na mapce. Na podstawie relacji b. zomowców przygotowali ją w 1991 r. prokuratorzy z Katowic. Zniknięcie mapki to dla Szulca argument, by uchylić wyrok i skierować sprawę do ponownego rozpatrzenia. Apelację złożyli także pozostali oskarżeni. Gazeta Wyborcza 4.06.2008 r.
- Czy Władysław Kordan, prorektor elekt UWM w Olsztynie, napisał prawdę w oświadczeniu lustracyjnym, podając, że nie był agentem SB? To właśnie chce zbadać białostocki oddział Instytutu Pamięci Narodowej.– Wszczęliśmy postępowanie, które ma wykazać, czy profesor Władysław Kordan podał prawdę w swoim oświadczeniu lustracyjnym – potwierdza „Rz” Tomasz Danielecki, rzecznik IPN w Białymstoku. Profesor napisał, że nie był tajnym współpracownikiem SB. Tymczasem historycy IPN z Olsztyna twierdzą, że został zarejestrowany przez SB jako agent o pseudonimie Paweł. W zasobach IPN nie zachowała się jednak teczka TW „Pawła”. Została zniszczona w 1990 roku. Jedyny ślad, jaki został po agencie „Pawle”, to wypis z ewidencji tajnych współpracowników. Brakuje jednak takich dokumentów jak własnoręcznie napisane przez profesora zobowiązanie do współpracy czy donosy. Donosy historycy wprawdzie znaleźli, ale pisane ręką esbeka. Mimo to olsztyński IPN twierdzi, że TW „Paweł” to profesor Kordan. Rzeczpospolita 3.06.2008 r.
- Tomasz Głażewski, wiceprezydent Olsztyna w przyszłym tygodniu złoży do sądu wniosek o autolustrację. W cyklicznej audycji Radia Olsztyn "Z archiwum IPN" historycy ujawnili przypadki współpracy znanych osób z aparatem bezpieczeństwa. Miały się tam znaleźć m.in. informacje dotyczące domniemanych kontaktów Głażewskiego z peerelowskimi służbami. Wiceprezydent wystąpił do sądu o wstrzymanie emisji audycji. Sąd wniosek ten odrzucił. Głażewski zamierza więc w przyszłym tygodniu złożyć do sądu wniosek o autolustrację. - To najlepszy sposób na zakończenie całej sprawy i ucięcie dywagacji - mówi wiceprezydent. Gazeta Wyborcza Olsztyn 2.06.2008 r.
- Na pl. Biegańskiego katowicki oddział Instytutu Pamięci Narodowej otworzył wystawę "Twarz częstochowskiej bezpieki 1945-1989". To kilkadziesiąt portretów członków aparatu bezpieczeństwa. - "Mojego" i tak tutaj nie ma - skarżył się harcerz Szarych Szeregów Jerzy Modliński. - Zwiał do Izraela. Rozpracowywał nie tylko mnie, ale i Juliana Kielara "Prokocimskiego", który w czasie wojny prowadził Bojowe Szkoły Szarych Szeregów. A swoją drogą: z dat urodzenia wynika, że część tych ubeków żyje i pewnie pobiera wysokie emerytury... - Już dawno należało ich osądzić i ukarać - dodała Agata Grzybowska, działaczka częstochowskiego podziemia lat 80. Gazeta Wyborcza Częstochowa 4.06.2008 r.
- „Rada Miasta Gdyni, nie czekając na oficjalne wezwanie z Instytutu Pamięci Narodowej, w najbliższych miesiącach chce ostatecznie rozprawić się z niechlubnymi, komunistycznymi patronami ulic w mieście. Prawdopodobnie już na najbliższej sesji radni zdejmą z patronackiego piedestału Stanisława Nowickiego, Stanisława Kurlanda, Edwarda Lanotę i Anastazego Matywieckiego. W dalszej kolejności swoje ulice stracą także generał Zygmunt Berling i Wincenty Rzymowski (…) Odnośnie Berlina i Rzymowskiego, którzy mają swoje ulice na Obłożu, wysłaliśmy do IPN zapytanie o te postaci, jednak także jesteśmy zdecydowani na zmianę tych patronów” – Polska. Dziennik Bałtycki, 04.06.08.
- Uczniowie z warszawskiego ogólniaka im. Reja napisali książkę o Emilu Barchańskim, który w stanie wojennym działał w opozycji. 26 lat temu zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach. - Wyszedł się pouczyć nad Wisłę, na świeże powietrze, żeby się odstresować - opowiada Agnieszka, drugoklasistka z XI LO im. Mikołaja Reja. - Już nie wrócił. Ciało wyłowiono z Wisły trzy dni później. Był z nim kolega, który wiedział, co się tam stało, ale plątał się w zeznaniach. Najpierw mówił, że Emil chciał przepłynąć na drugą stronę rzeki, potem, że rzucił się do wody, by ratować psa. - A my dowiedzieliśmy się od koleżanki z jego klasy, że nie umiał pływać, nawet nie chodził z kolegami na basen - wtrąca Marcelina z I klasy. - A do tego miał astmę. Nie mógł wejść do rzeki z własnej woli. Metro, Gazeta Stołeczna 3.06.2008 r.
- Fotografie kilkudziesięciu funkcjonariuszy UB i SB z Bielska-Białej, Cieszyna i Żywca można oglądać na plenerowej wystawie "Twarze bezpieki", która została wczoraj otwarta w centrum Bielska-Białej. Przy każdym zdjęciu znajduje się data urodzenia funkcjonariusza, przebieg jego służby oraz krótka charakterystyka. - Myślę, że dobrze się stało, że wystawa powstała, ale to jest tylko sama wierchuszka, ci, którzy byli na stanowiskach. Nie ma tych, którzy działali, robili rewizje w domach - powiedział były działacz podziemnej "Solidarności" Henryk Juszczyk. Szef podbeskidzkiej "Solidarności" Marcin Tyrna podkreślił, że ludzie wciąż żądają ujawnienia twarzy sierżantów, poruczników, którzy bezpośrednio przesłuchiwali. - W imię sprawiedliwości trzeba tę sprawę doprowadzić do końca - mówił. Przewidziana jest natomiast publikacja obejmująca około 700 nazwisk funkcjonariuszy z terenu obecnego województwa śląskiego. Nasz Dziennik 4.06.2008 r.
- Zesłańcy - Sybiracy - Deportowani" To tytuł wystawy, jaką do 20 bm. można zwiedzać w siedzibie rzeszowskiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Ekspozycja przygotowana przez historyków IPN w Rzeszowie przedstawia losy Polaków zesłanych w głąb Rosji i Związku Sowieckiego. Jak informuje Małgorzata Waksmundzka-Szarek z IPN w Rzeszowie, wystawa ma charakter sygnalizacyjny. - Poza ogólną informacją o zsyłanych w głąb Rosji w latach 1768-1956 zawiera materiały przekazane przez osoby mieszkające obecnie na Podkarpaciu, które były deportowane lub internowane w ZSRS - wyjaśnia Małgorzata Waksmundzka-Szarek. Nasz Dziennik 4.06.2008 r.
- Polskich oficerów w Katyniu zamordowali „naziści”, a film Wajdy to goebbelsowska propaganda – tezy takie postawiła białoruska gazeta rządowa. Obszerny artykuł pod tytułem „Według wzorców Goebbelsa, czyli sól na rany” został opublikowany w oficjalnym organie mińskiego Ministerstwa Obrony „Ku Chwale Ojczyzny”. Jego autor Władimir Kożewnikow – postać nieznana w kręgach białoruskich dziennikarzy niezależnych – przekonuje czytelników, że polskich oficerów zamordowali w Katyniu nie funkcjonariusze NKWD, ale „naziści”.„Gdyby czekiści rzeczywiście chcieli ich rozstrzelać, to wysłaliby ich transportem na Wschód. Tam po trzech dniach drogi zaczynają się takie miejsca, że świadkami egzekucji byłyby tylko niedźwiedzie, a mogił by nie odnaleziono nawet w XXI wieku. NKWD robiło wszystko, by zatrzeć ślady” – twierdzi „Ku Chwale Ojczyzny”. „Kłamstwo katyńskie na Białorusi” Rzeczpospolita 4.06.2008 r.
- Senat chce odznaczyć trzech Czechów, którzy, uciekając w 1953 roku do Berlina Zachodniego, zamordowali sześć osób. – Morderca ma być osądzony; morderca jest mordercą i mordercą pozostanie. Nie zgadzam się, by byli odznaczani ludzie, którzy nie mogą się pojawić w Niemczech, bo zostaną tam natychmiast aresztowani i postawieni przed sądem – mówi „Rzeczpospolitej” przewodniczący Komunistycznej Partii Czech i Moraw (KSCM) Vojtech Filip. To jeden z najostrzejszych krytyków decyzji premiera Mirka Topolanka, który podczas wizyty w USA w lutym tego roku odznaczył braci Citrada i Josefa Maszinów za walkę z komunizmem. Medal otrzymał także ich kolega Milan Paumer, który mieszka w Czechach. Z badań opinii publicznej wynika, że ponad połowa obywateli uważa ich za przestępców. Teraz debata na temat stosunku do historii odżyła ze zdwojoną siłą, bo czeski Senat kilka dni temu zgłosił trzech mężczyzn do odznaczeń państwowych przyznawanych przez prezydenta Czech. Rzeczpospolita 4.06.2008 r.
- Wrocławski Instytut Pamięci Narodowej oskarżył w kwietniu Janinę K. o niedopełnienie obowiązków i przekroczenie uprawnień. Z zeznań złożonych w IPN przez Henryka S. wynika, że Janina K. w 1962 roku była przewodniczącą składu orzekającego w sprawie jego i żony. Małżeństwo stanęło przed sądem oskarżone o to, że pisząc listy do Radia Wolna Europa oraz instytucji charytatywnych na Zachodzie, przemycali w nich "fałszywe wiadomości o stosunkach ekonomiczno-społecznych panujących w kraju, które mogły wyrządzić istotną szkodę interesom Państwa Polskiego". Janina K. skazała małżeństwo na trzy lata wiezienia. Henryk S. odsiedział cały wyrok, jego żona - siedziała rok. W tym czasie ich czteroletnia córka była w domu dziecka. Sędzia K. nie przyznaje się do winy i twierdzi, że wydala wyrok najniższy z możliwych. Ma jedynie wyrzuty sumienia w stosunku do dziecka państwa S. Akt oskarżenia trafił z IPN do sądu rejonowego w Jeleniej Górze, gdzie Henryk S. mieszka do dziś. Jednak jeleniogórski sąd zwrócił się do Sądu najwyższego o przekazanie sprawy do innego sądu. Motywował to tym, że sędzia K. przez prawie 40 lat sądziła w Jeleniej Górze, więc ktoś mógłby nabrać podejrzeń, że ten sąd w jej sprawie nie będzie bezstronny i obiektywny. Sąd Najwyższy pod koniec maja zgodził się, aby sprawę rozstrzygnął sąd w Koszalinie - niedaleko dzisiejszego miejsca zamieszkania sędzi K. Grozi jej do trzech lat więzienia. Gazeta Wyborcza Wrocław 4.06.2008.
- Oddział IPN w Poznaniu wydał przewodnik po swoich zasobach archiwalnych - Książka będąca plonem pracy archiwistów z poznańskiego Oddziału IPN jest bardzo interesująca publikacją, która pokazuje, jakim zasobem archiwalnym dysponujemy i jaka jest specyfika tych materiałów. (...) Czytelnik, dowie się jak kształtował się zasób archiwalny, w jaki sposób dokumenty były tworzone i zbierane przez służby specjalne PRL. Książka objaśnia też, jak te materiały należy dziś przeglądać i rozpoznawać. (...) Mówimy o zawartości archiwum, które zawiera prawie pięć kilometrów akt. - Wielu ludzi chce się dowiedzieć, kto w PRL na nich donosił. Czy wydobędą z archiwum IPN takie dane? - Wskazówka jest tutaj Ustawa o IPN. Po jej znowelizowaniu z dniem 15 marca 2007 r. zniesiony został status osoby pokrzywdzonej. Obecnie każdy ma prawo wystąpić o udostępnienie do wglądu kopii dokumentów na swój temat, o ile takie akta istnieją. Odmowa następuje, gdy materiały dotyczą pracy, służby lub współpracy wnioskującej osoby z organami bezpieczeństwa PRL. (...) Po 15 marca ubiegłego roku przyjęliśmy około 350 wniosków od osób prywatnych. Rośnie natomiast stale liczba wniosków badawczych od naukowców, studentów i dziennikarzy. (Zajrzeć do teczek z przewodnikiem. Z dr. Rafałem Reczkiem z OBiAD IPN w Poznaniu rozmawia SA. Kmiecik, Polska Głos Wielkopolski, 4.06.2008 r.
- Jan Paweł II w Szczecinie” to kolejna już książka z cyklu „Dokumenty” wydana przez szczeciński oddział IPN. Dziś odbyła się promocja wydawnictwa. Publikacja zawiera meldunki operacyjne i raporty SB przekazywane ze szczecińskich Urzędów Spraw Wewnętrznych do Warszawy przed i w trakcie wizyty papieża w Szczecinie. - Społecznego zrywu w Szczecinie i Gdańsku obawiały się najbardziej służby bezpieczeństwa, co można znaleźć w raportach - mówi recenzent książki ks. prof. Andrzej Offmański. - Panowie z urzędu starali się zdyskontować wizytę jako marginalną. - Podczas lektury powracają wspomnienia - mówi arcybiskup szczecińsko - kamieński Zygmunt Kamiński. - To wszystko działo się na moich oczach. Książka "Jan Paweł II w Szczecinie" jest dostępna w szczecińskim oddziale IPN. Można ją też zamówić na stronach internetowych Instytutu.” Polskie Radio Szczecin, www.radio.szczecin.pl, Radio VOX FM, 03.06.2008 r.
- Z cyklu „Z badań IPN” wykład „Służba Bezpieczeństwa wobec nauczania religii” wygłosi Zbigniew Stanuch. Klub 13 Muz, pl. Żołnierza, godz. 18. Wstęp wolny. „Gazeta Wyborcza” 04.06.2008
4 czerwca 2008
Zawartość działu
|
|
|
|
ostatnia aktualizacja serwisu: 01.12.2008
liczba osób, które odwiedziły nasz serwis: 15.070.442
Adres:
Instytut Pamięci Narodowej - wersja tekstowa
ul. Towarowa 28, 00-839 Warszawa
e-mail: |sekretariat.ipn@ipn.gov.pl|
© 2000-2008 Instytut Pamięci Narodowej - wersja tekstowa.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przy wykorzystywaniu materiałów wymagane jest podanie źródła.