Instytut Pamięci Narodowej - wersja tekstowa
KRÓTKO:
- Profesor Jerzy Eisler, dyrektor warszawskiego oddziału IPN o wydarzeniach marcowych w Radomiu: „Mija 40 lat od protestów radomskiej młodzieży, solidaryzującej się z warszawskimi studentami, stłumionych brutalnie przez »władzę ludową«. W szyfrogramie przesłanym 16 marca do Centralnego Stanowiska Kierowania »Kraj« zastępca komendanta wojewódzkiego Milicji Obywatelskiej do spraw SB w Kielcach płk Julian Wojtusik oceniał, że w województwie sytuacja »najbardziej niekorzystna jest na terenie Radomia«. Wiele »wypowiedzi i komentarzy« miało świadczyć o tym, że tego dnia o godz. 17.30 albo w niedzielę (17 marca o godz. 9) w Radomiu »młodzież szkolna miała uczestniczyć w wiecu solidarnościowym ze studentami warszawskimi«. Przeczucia czy może raczej »źródła informacji« nie zawiodły kierownictwa Komendy Wojewódzkiej MO. W kolejnym szyfrogramie już z godziny 1 z 17 marca poinformowało ono przełożonych, że istotnie poprzedniego dnia o godz. 18 w okolicy kościoła Mariackiego w Radomiu przy ul. Sienkiewicza zaczęła gromadzić się młodzież szkół średnich. Grupa licząca około 200 osób »wznosiła prowokacyjne okrzyki« pod adresem funkcjonariuszy MO i Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej patrolujących teren miasta. Gazeta.pl – Radom, 16.03.2008 r.
- „Pion śledczy krakowskiego Instytutu Pamięci Narodowej chce wyjaśnić, kto lokalnie organizował i uczestniczył w antysemickiej nagonce po »wydarzeniach marcowych« 1968 roku. Śledztwo wszczęto kilka miesięcy temu. Dotyczy »publicznego nawoływania przez funkcjonariuszy PRL-u do nienawiści na tle narodowościowym w celu skierowania represji wobec obywateli polskich narodowości żydowskiej«. Podobne postępowania toczą się w kilku innych miastach, gdzie w marcu 1968 roku doszło do najpoważniejszych protestów studenckich. Nagonka antysemicka była odpowiedzią komunistycznych władz na żądania demokratyzacji kraju. Po wystąpieniu I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki podchwycił ją lokalny aktyw partyjny, organizując m.in. w krakowskich zakładach masówki przeciw »syjonistom«, jak oficjalnie określano osoby z żydowskim pochodzeniem. Efektem były zwolnienia z pracy i emigracja około 20 tys. polskich Żydów. - Kampania antysemicka to była zbrodnia komunistyczna, która przedawni się dopiero w 2020 roku. Za kierowanie, podżeganie i uczestniczenie w tej akcji grozi do dwóch lat pozbawienia wolności - informuje prokurator Piotr Piątek, nowy szef pionu śledczego w krakowskim IPN-ie. Postępowanie obejmuje lata 1968-1969. Instytut nie wyklucza jednak poszerzenia badanego okresu. Wkrótce rozpocznie kwerendę dokumentów we własnych zbiorach i innych archiwach państwowych. Pod kątem ewentualnej odpowiedzialności karnej sprawdzi też artykuły prasy krakowskiej z tamtych lat. - Spróbujemy dotrzeć do wszystkich pokrzywdzonych, którzy musieli opuścić kraj i mieszkają za granicą - zapowiada prokurator Piątek. Gazeta.pl – Kraków, 14.03.2008 r.
- „Pion śledczy IPN bada, kto odpowiada za zbrodnie UB wobec bp. Czesława Kaczmarka - skazanego w 1953 r. po wymuszonych torturami zeznaniach na 12 lat więzienia za rzekomą kolaborację z Niemcami i szpiegostwo. Dzięki analizie obszernych archiwów sprawy, warszawski IPN zamierza wytypować sprawców; być może niektórzy jeszcze żyją - dowiedziała się nieoficjalnie PAP w IPN. Śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznych wobec biskupa toczy się od listopada 2007 r. Jego przedmiotem jest fizyczne i psychiczne znęcanie się od stycznia 1951 r. do września 1953 r. nad uwięzionym hierarchą przez funkcjonariuszy b. Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie. Drugim wątkiem sprawy jest niedopełnienie nadzoru przez prokuratorów i sędziów ze sprawy bp. Kaczmarka i innych oskarżonych - co doprowadziło do bezprawnego pozbawienia jego wolności. Jak ustalił IPN, w celu wymuszenia przyznania się biskupa do sfingowanych zarzutów, śledczy bili go, głodzili, używali przemocy i gróźb karalnych, prowadzili wielokrotnie długotrwałe nocne przesłuchania, osadzali zimą w celach z otwartymi oknami. PAP, gazeta.pl – Kielce, 16.03.2008 r., Nasz Dziennik, 17.03.2008 r.
- Bogdan Musiał, historyk Biura Edukacji Publicznej IPN: „W Niemczech, tak jak na całym Zachodzie, panuje mianowicie powszechne przekonanie, że wysiedlenia (wypędzenia) Niemców z terenów Polski i Czechosłowacji po roku 1945 były dziełem polskiego i czeskiego nacjonalizmu. Podobne argumenty słyszy się i w Polsce, szczególnie w kręgach postkomunistycznych i lewicujących. Jeżeli w czeskim przypadku odpowiada to faktom, to w przypadku Polski jest to całkowicie fałszywa interpretacja, będąca produktem propagandy komunistycznej. Co ciekawe, propaganda ta pokrywa się z niemieckimi powojennymi uprzedzeniami w stosunku do Polski. (…) Polacy powinni żądać, aby wydarzenia historyczne zostały na wystawie »Widoczny Znak« przedstawione zgodnie z faktami, które w Niemczech nie są znane lub też świadomie ignorowane i zniekształcane. Do nich należy decydująca rola Stalina w kształtowaniu granic Polski, w tym granicy polsko-niemieckiej. Również rola rodzimych komunistów, którzy rządzili w imieniu Kremla i popełnili niezliczone zbrodnie w Polsce, musi być odpowiednio naświetlona. Podkreślone powinny być również różnice między wysiedleniem (wypędzeniem) Niemców sudeckich przez Czechów a ucieczką i wysiedleniami Niemców z terenów Polski. Niewątpliwie problemem polskich i niemieckich historyków zajmujących się tymi tematami jest ich całkowita nieznajomość oraz wręcz pomijanie rosyjskich archiwów, bez których nie jest w ogóle możliwa rekonstrukcja wydarzeń w Polsce po roku 1944. Co gorsza, niektórzy z nich nadal rozpowszechniają tezy komunistycznej propagandy, zarówno w Niemczech, jak i na Zachodzie, podając je jako wiedzę zweryfikowaną badaniami naukowymi. W toczącej się od lat walce o pamięć, w której Niemcy przeszli do ofensywy, a której głównym celem jest Polska, daje to pełną gwarancję następnej przegranej”. Rzeczpospolita, 15-16.03.2008 r.
- „Osoby, które mogłyby korzystać z przywilejów należnych kombatantom proponują, aby na wsparcie nie trzeba było czekać aż do emerytury. Chcą także sprecyzowania, komu będą się należały przywileje. Rząd przedstawił projekt ustawy o uprawnieniach kombatantów, uczestników walki cywilnej lat 1914 – 1945, działaczy opozycji wobec dyktatury komunistycznej oraz niektórych ofiar systemów totalitarnych (ma wejść w życie w przyszłym roku). Z dotychczasowych uprawnień kombatanckich będą mogły korzystać osoby, które w latach 1956 – 1989 walczyły o suwerenność Polski (zob. »Rz« z 20 lutego). Chodzi o działalność w owym czasie karalną. – Czujemy się zaszczyceni, że możemy się znaleźć w gronie kombatantów. Nasze potrzeby zostały wreszcie zauważone – mówiła Maria Dmochowska, reprezentująca środowisko kobiet internowanych w Gołdapi, podczas sobotniego spotkania Roboczej Grupy Środowisk Opozycji Antykomunistycznej. Działacze jeszcze w tym tygodniu przekażą rządowi swoje wnioski. (…) Projekt ustawy przewiduje świadczenie specjalne dla najbiedniejszych opozycjonistów i ofiar represji zwalnianych z pracy (400 zł miesięcznie wypłacane przez gminę, gdy dochód na osobę w rodzinie wynosi poniżej 526 zł). – Powinno ono być przyznawane w wysokości wyrównującej dochód danej osoby do najniższej emerytury, renty lub wynagrodzenia. Pomoc ta powinna być przyznawana bez upokarzającego udowadniania swoich dochodów – postulował Wojciech Borowik ze Stowarzyszenia Wolnego Słowa. (…) Osoba zainteresowana będzie składała wniosek do odpowiedniego stowarzyszenia, które go zaopiniuje. Urząd ds. Kombatantów oraz IPN sprawdzą, czy dana osoba spełnia ustawowe warunki. Rzeczpospolita, 17.03.2008 r.
- Prof. Andrzej Romanowski: Czy polityce historycznej można postawić zarzut fałszowania historii? Nie mam jasnej odpowiedzi na to pytanie, choć tacy publicyści jak profesorowie Bronisław Łagowski czy Ludwik Stomma pisali o »fałszerzach historii z IPN-u«. Co do jednego wszakże nie może być sporu - wyznawcy polityki historycznej wykazują brak obiektywizmu. Widzimy to nie tylko wtedy, gdy Machcewicz deklamuje o »aksjologicznej pustce« rządów Kwaśniewskiego lub gdy Krasnodębski krytykuje politykę orderową byłego prezydenta, przemilczając woluntaryzm jego następcy - w kwestii odznaczeń czy nominacji sędziowskich bądź profesorskich. Widzimy to przede wszystkim w stosunku opinii publicznej do Wojciecha Jaruzelskiego. Czy trzeba bowiem przypominać, co w celnym skrócie napisał o nim Łagowski: »Żaden inny człowiek nie odegrał tak wielkiej roli w przełomie ustrojowym jak on. Realny socjalizm, pospolicie dziś nazywany komunizmem, skończył się w momencie zalegalizowania opozycji politycznej. Decyzję w tej sprawie powziął nie Jan Nowak-Jeziorański, nie Tadeusz Mazowiecki, ani Geremek, lecz gen. Wojciech Jaruzelski. Inni mogli sobie chcieć tego lub owego, ale zdecydować mógł tylko on - i on zdecydował«. Tymczasem o tym aspekcie działań Jaruzelskiego wyznawcy polityki historycznej nie mówią ani słowa. Wręcz przeciwnie: ich refleksja ogranicza się do stanu wojennego, a prokuratorzy IPN wręczyli 84-letniemu generałowi akt oskarżenia. Jest to hańba naszych czasów - i to nie tylko ze względów humanitarnych. Przecież postępując w ten sposób, dewastujemy wartość, która dla polityki historycznej jest podobno tak ważna - polską pamięć zbiorową. (…) Janusz Kurtyka twierdzi (powtarzając za Andrzejem Nowakiem), że tym, co najbardziej łączy Polaków, jest tradycja Rzeczypospolitej przedrozbiorowej. Naprawdę? A więc także rokosze szlacheckie - razem z 3 tys. poległych w bitwie pod Mątwami (1666 r.)? A więc i powstanie Chmielnickiego, z rzezią dokonaną przez Polaków na kilkunastu tysiącach Ukraińców w taborze kozackim pod Beresteczkiem? Wszak nawet »krzepiący serca« Henryk Sienkiewicz opisywał ten fakt ze zgrozą! »Jest tutaj coś ważnego do opowiedzenia - wzrusza się Ujazdowski - Rzeczpospolita Obojga Narodów - jej powstanie, walka o utrzymanie i odrodzenie, zabiegi o naprawę państwa w XVIII wieku czy doświadczenie powstańcze XIX wieku«. A więc i katastrofalne polskie zacofanie? Albo opinia Zachodu o Polakach - europejskich Irokezach?”. Gazeta Wyborcza, 15-16.03.2008 r.
- „Rzecznik praw obywatelskich domaga się od Trybunału Konstytucyjnego sprawdzenia konstytucyjności przepisów o pomawianiu Narodu Polskiego o zbrodnie komunistyczne lub nazistowskie, który wprowadziła nowa ustawa lustracyjna. Jej twórcy uważają, że jest on potrzebny ze względu na to, iż umożliwia obronę państwa polskiego przed stwierdzeniami fałszującymi prawdę historyczną. Rzecznik praw obywatelskich, który uważa, że przepis ten jest sprzeczny z Konstytucją, aż dwukrotnie przynaglał ostatnio Trybunał Konstytucyjny do zbadania jego skargi, uznając, że jest to »niezwykle pożądane«. Rzecznik podkreśla, że skierował tę skargę rok temu, chociaż wie, iż takich oczekujących spraw jest ok. 200. Trybunał, odnosząc się do tych apelów, stwierdzał, iż skoro dotychczas sprawa nie trafiła na wokandę, to dokonuje się jeszcze gromadzenie materiałów i trwa analiza zaskarżonych przepisów. Gdy sprawa »dojrzeje«, wówczas Trybunał się nią zajmie. O tym, iż kwestia jest skomplikowana, może świadczyć fakt, że rozpatrując w zeszłym roku skargę SLD na ustawę lustracyjną, która dotyczyła także tego przepisu, TK nie odniósł się do niego”. Nasz Dziennik, 15-16.03.2008 r.
- „W piątek minął termin, w którym radni wszystkich szczebli oraz wójtowie, burmistrzowie, prezydenci miast musieli złożyć swoje oświadczenia lustracyjne. Oświadczenia lustracyjne musiały złożyć osoby urodzone przed 1 sierpnia 1972 r., które w rozumieniu ustawy lustracyjnej pełnią funkcje publiczne jako organ lub członek: organu jednostki samorządu terytorialnego (wójt, radny), organu związku jednostek samorządu terytorialnego (osoby wchodzące w skład zgromadzenia lub zarządu związku międzygminnego), organu jednostki pomocniczej jednostki samorządu terytorialnego, której obowiązek utworzenia wynika z ustawy, czyli np. członkowie zarządu lub rady dzielnicy miasta. Obowiązek ten dotyczył również samorządowych skarbników i sekretarzy. Obowiązujące przepisy nie przewidują jednak dla osób wybranych w bezpośrednich wyborach utraty funkcji w przypadku niedotrzymania terminów złożenia oświadczenia. - Samorządowcy powinni złożyć oświadczenia lustracyjne. Jest to ich obowiązek prawny. Niewywiązanie się z niego powinni ocenić wyborcy - przekonuje Andrzej Arseniuk, rzecznik prasowy Instytutu Pamięci Narodowej”. Gazeta Prawna, 17.03.2008 r.
- „Kilku członkom komisji weryfikacyjnej WSI odebrano dostęp do tajnych dokumentów. To oznacza, że mogą być podejrzani o ich nielegalne kopiowanie lub wynoszenie. Szef komisji Jan Olszewski oddał się do dyspozycji prezydenta. Według źródeł »Gazety« ABW i Służba Kontrwywiadu Wojskowego sprawdza kilku członków 24-osobowej komisji weryfikacyjnej. Do służb trafiły doniesienia, że w komisji doszło do poważnych nadużyć: * wycieku informacji z materiałów b. WSI (chodzi o ujawnienie współpracy z WSI posła PiS Pawła Kowala, b. wiceszefa MSZ), * sprzedaży lub prób sprzedaży materiałów z aneksu do raportu z weryfikacji WSI, * proponowania b. żołnierzom WSI pozytywnej weryfikacji w zamian za korzyść majątkową, * proponowania osobom (głównie biznesmenom), których nazwiska znalazły się w aneksie, wykreślenia tych nazwisk - również w zamian za korzyść majątkową”. Gazeta Wyborcza, 15-16.03.2008 r.
- Puzzle Stasi – czytamy w Newsweeku. „Najnowsza technologia może pomóc w wyjaśnieniu największych tajemnic enerdowskiej bezpieki. (…) Gdy w listopadzie 1989 r. upadł mur berliński, wschodnioniemiecka bezpieka w pośpiechu zacierała ślady zbrodniczej działalności. Przegrzane niszczarki odmówiły posłuszeństwa. Wiele tajnych dokumentów zostało więc podartych ręcznie. Poskładanie tych puzzli przez archiwistów byłoby zadaniem na kilka stuleci. Specjalnie opracowany program komputerowy ma jednak pomóc posklejać materiału w ciągu paru lat”. Newsweek, 12/08, 17.03.2008 r.
17 marca 2008
Zawartość działu
|
|
|
|
ostatnia aktualizacja serwisu: 04.12.2008
liczba osób, które odwiedziły nasz serwis: 15.165.719
Adres:
Instytut Pamięci Narodowej - wersja tekstowa
ul. Towarowa 28, 00-839 Warszawa
e-mail: |sekretariat.ipn@ipn.gov.pl|
© 2000-2008 Instytut Pamięci Narodowej - wersja tekstowa.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Przy wykorzystywaniu materiałów wymagane jest podanie źródła.