Media o IPN
PRZEGLĄD MEDIÓW - 25 kwietnia 2007 r.
KRÓTKO:
- "Dziennik": Zapowiada się głośne wydarzenie w sporze o lustrację. Prof. Bronisław Geremek, były szef dyplomacji, były lider opozycji demokratycznej, nie złożył w terminie oświadczenia lustracyjnego. I - zgodnie z polskim prawem - od 19 kwietnia nie jest już posłem do Parlamentu Europejskiego. Z grona polskich europosłów jako jedyny nie zrobił tego Bronisław Geremek z Partii Demokratycznej. "19 kwietnia minął termin, w którym pan Geremek powinien złożyć oświadczenie" - mówi DZIENNIKOWI Beata Tokaj, dyrektor zespołu prawnego PKW.O obowiązku złożenia oświadczeń zawiadamia Państwowa Komisja Wyborcza. PKW wysłała takie pisma do 51 naszych europosłów - tych, którzy urodzili się przed 1 sierpnia 1972 roku. Pięćdziesięciu z nich w ustawowym terminie, czyli w ciągu miesiąca, wysłało wypełnione oświadczenia. Politycy PiS nie mają wątpliwości: - Geremek nie jest już europosłem, bo nie złożył w terminie oświadczenia. To nie są żarty! - mówi z przekonaniem poseł Tadeusz Cymański. I dodaje: "Z tego, co wiem, to zrobił to, by zademonstrować nienawiść do Kaczyńskich i do PiS". "To demonstracja. Geremek świadomie chce skompromitować lustrację. Europa odbierze to jako walkę polskiego deputowanego z reżimem" - ubolewa europoseł PO Bogusław Sonik. "Geremek zrobi z siebie bohatera, który działa rzekomo w interesie tych wszystkich, którzy są gnębieni przez ustawę lustracyjną" - dodaje. "A to da mu pole do występowania we wszystkich mediach. Polska będzie przedstawiona jako kraj, który gnębi wybitnych ludzi i pozbawia ich ważnych funkcji publicznych" - wtóruje mu Sonik. Zdaniem europosła PO Geremek chce w ten sposób powrócić do pierwszoplanowej polityki krajowej i ostatecznie skompromitować braci Kaczyńskich w Europie. Dziennik 25.04.2007 r.
- W świetle obowiązującego prawa mandat europosła Bronisława Geremka wygasł po tym, jak nie złożył on w terminie oświadczenia lustracyjnego - ocenił w rozmowie z PAP konstytucjonalista dr Ryszard Piotrowski.To niepotrzebna demonstracja - tak odmowę złożenia oświadczenia lustracyjnego przez eurodeputowanego Partii Demokratycznej Bronisława Geremka ocenił w środę sekretarz generalny PO Grzegorz Schetyna. Jak jednak podkreślił, jest to kolejny dowód, że nowa ustawa lustracyjna jest zła. - Protest Geremka w sprawie ustawy lustracyjnej jest niepotrzebnym przenoszeniem polskich spraw na forum europejskie i nie służy obrazowi Polski - powiedział przewodniczący delegacji PO w Parlamencie Europejskim Jacek Saryusz-Wolski. Według Jacka Kurskiego eurodeputowany Partii Demokratycznej Bronisław Geremek, który nie złożył oświadczenia lustracyjnego, stracił swój mandat w Parlamencie Europejskim. Prof. Geremek nie jest świętą krową - powiedział poseł PiS. Oczywiście, że stracił. Nie rozumiem tej egzaltacji, tego "odmawiam". Jesteśmy równi wobec prawa - powiedział Jacek Kurski w radiu RMF FM. Nie rozumiem ludzi, którym nie uwłacza ich godności i nie przeszkadza im składanie na granicy Stanów Zjednoczonych deklaracji, że nie są prostytutkami, nie są złodziejami, nie są talibami czy terrorystami, a przeszkadza im złożenie prostej jednozdaniowej deklaracji, że nie był, nie współpracował z bezpieką Polski Ludowej. To jest po prostu żałosne, co robi. Wstyd mi za profesora Geremka - oświadczył Kurski. To osobista i dość odważna decyzja prof. Bronisława Geremka, choć może niektórzy powiedzą, że ekstrawagancka - tak szef PO Donald Tusk skomentował informację, że Geremek nie złożył w terminie swojego oświadczenia lustracyjnego. "Z całą pewnością prof. Geremek stał się jednym z liderów antylustracyjnych działań" - powiedział Tusk dziennikarzom w środę w Sejmie. Zwrócił uwagę, że "żadne przepisy w Polsce i Europie nie przewidywały takiej sytuacji", więc - jak dodał - "od dziś najpotężniejsze prawnicze głowy będą się zastanawiały, czy Geremek stracił mandat, czy nie". Tusk podkreślił, że rozumie emocje prof. Geremka, choć - jego zdaniem - "lepiej by było wreszcie twardo powiedzieć – zobaczcie, o ile lepsza byłaby pełna jawność archiwów". Wtedy - uważa szef PO - nie trzeba by było robić lustracji, oświadczeń. Wiceszef PO Bronisław Komorowski powiedział, że na miejscu eurodeputowanego prof. Bronisława Geremka złożyłby wymagane prawem oświadczenie lustracyjne, do którego ewentualnie dołączyłby pismo, w którym wyraziłby sprzeciw wobec nowego kształtu ustawy lustracyjnej. Julia Pitera powiedziała, że ta demonstracja jest dowodem jego słabości. Zdaniem posłanki demonstracja to domena organizacji pozarządowych. Polityk, jak tłumaczyła, powinien podejmować działania. W opinii posłanki istota protestu Bronisława Geremka kryje się w niedobrej ustawie lustracyjnej. PAP, Radio Zet, Rmf Fm, Trójka 25.04.2007 r.
- "Gazeta Wyborcza": - Nie złożę ponownie deklaracji lustracyjnej - napisał prof. Bronisław Geremek w liście do wyborców. Państwowa Komisja Wyborcza wezwała go do lustracji i grozi utratą mandatu europosła. - Zostałem wybrany, Państwowa Komisja Wyborcza uznała wybór za ważny, a Parlament na sesji plenarnej w Strasburgu ogłosił, że jestem jego członkiem - pisze prof. Geremek. I tłumaczy: - W ciągu minionych trzech lat nie nastąpiło nic, co mogłoby mieć wpływ na sprawowanie mojego mandatu: nie stwierdzono fałszywości mojej deklaracji lustracyjnej, nie objąłem funkcji publicznych niepołączalnych z mandatem, żaden sąd nie stwierdził naruszenia przeze mnie prawa - cytuje dziennik. Geremek wyjaśnia, dlaczego zwlekał z ogłoszeniem decyzji: - Chciałem, aby była ona aktem tylko indywidualnego protestu. Wyrażam pełne zrozumienie dla tych, którzy myślą podobnie jak ja, ale deklaracje lustracyjne ponownie złożyli - napisał. - Na skierowane do mnie imperatywne żądanie kornego podporządkowania się mam tylko jedną odpowiedź: odmawiam - kończy swój list prof. Geremek. Gazeta Wyborcza 25.04.2007 r. Geremkowi mandat dali wyborcy w powszechnym głosowaniu. Twórcy i promotorzy ustawy lustracyjnej uznali, że mogą tę niepodważalną wolę wyborców zanegować. Tym samym zanegowali fundament demokratycznego państwa. Ta ustawa zasługuje na zapomnienie ze względu na swą horrendalność, ale przejdzie do historii, jeśli pozbawi mandatu jednego z najwybitniejszych Polaków – pisze w komentarzu w „GW” Marek Beylin.
- Jeden z najbardziej znanych polskich gangsterów - "Nikoś", który zagrał nawet rolę w filmie - mógł bezkarnie kraść na Zachodzie auta i napadać na banki, bo chronili go funkcjonariusze PRL-owskiej bezpieki - pisze "Rzeczpospolita". Służby specjalne PRL roztaczały przez lata parasol ochronny nad Nikodemem Skotarczakiem, ps. Nikoś, bossem trójmiejskiej mafii - wynika z dokumentów IPN. Czy sam "Nikoś" był agentem? Na pewno nie był agentem cywilnych służb - pisze "Reczpospolita". Gangster i jego szajka masowo kradli na Zachodzie luksusowe auta, napadali na banki i handlowali antykami. Dostawali paszporty pomimo tego, że w latach PRL uzyskać taki dokument było raczej trudno, a po każdym wyjeździe na Zachód trzeba go było oddać władzom. Pierwszy raz PRL-owskie służby zainteresowały się "Nikosiem" w latach 70. Nie była to SB czy nawet MO, ale... Wojska Ochrony Pogranicza. Latem 1978 r. funkcjonariusze WOP zaczęli rozpracowywać grupę Skotarczaka - wydało im się podejrzane, że ludzie "Nikosia" często wyjeżdżają za granicę. Podczas śledztwa wyszło na jaw, że gangster powiązany jest ze Służbą Bezpieczeństwa. Pułkownik Ryszard Kulicki z WOP wskazał w raporcie, że "działalność gospodarcza" bandyty jest możliwa, bo gangsterzy dostają paszporty, mimo że wywodzą się z półświatka. "Uważamy, że kryją się za tym nadużycia władzy ze strony niektórych pracowników Wydziału Paszportów" - alarmował Kulicki. Wydziały paszportów w PRL były częścią SB. Mimo tego raportu "Nikosiowi" nie spadł włos z głowy. Rzeczpospolita 25.04.2007 r.
- Historię "Nikosia" i jego relacji z milicjantami czyta się jak barwny kryminał z czasów PRL. Jest boss, jego ludzie, agenci komunistycznego państwa, brylanty, waluta, wopiści tropiący esbeków, milicyjny klub sportowy, ucieczka na gumowym pontonie i lądowanie na sowieckim statku. I jeszcze tajny współpracownik Julian donoszący na arcybiskupa... Na pierwszy rzut oka to tylko pouczająca opowieść z historii Polski. Pokazuje, w jakim kraju żyliśmy. Jak bardzo totalitarne państwo było zepsute, jak struktury aparatu komunistycznego i struktury przestępcze przenikały się nawzajem. Jak niezdolny do rzeczywistego działania był wymiar sprawiedliwości... Niestety, ta opowieść nie skończyła się wraz z upadkiem PRL. W wolnej Polsce w strukturach państwowych wszak wciąż pozostali częściowo ci sami ludzie. Nowe państwo nie pozbyło się garbu brudnej przeszłości. Nie potrafiło? Nie chciało? A może zlekceważyło zagrożenie? Pamiętajmy o tym, gdy słuchamy dziś polityków - często tych samych - ostrzegających przed układem oplatającym Polskę. Często ich argumenty są mało konkretne, a oceny wydają się przejaskrawione – pisze w „Rz” Igor Janke. Rzeczpospolita 25.04.2007 r.
- Instytucje czysto kościelne, m.in. katolickie uczelnie, nie podlegają lustracji. O takim stanowisku strony rządowej poinformował przewodniczący kościelnej komisji konkordatowej bp Tadeusz Pieronek. Instytucje czysto kościelne, m.in. uczelnie takie jak Papieska Akademia Teologiczna w Krakowie, Papieska Akademia Teologiczna we Wrocławiu, Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie, Ignacjanum w Krakowie oraz wszystkie seminaria duchowne (diecezjalne i zakonne) są rządzone prawem kościelnym i nie podlegają lustracji - podkreślił biskup. Dodał, że "Kościół, nie będąc zobowiązany do lustracji, podjął się jej we własnym zakresie, co uzgodnił z IPN". Trudno byłoby wprowadzać dwutorowość w tego rodzaju postępowaniu - uważa bp Pieronek. PAP 24.04.2007
- Pojawiła się nadzieja dla naukowców, którzy chcą uniknąć lustracji. Powinni się jak najszybciej zwolnić z obecnych posad na świeckich uniwersytetach i zatrudnić w kościelnych szkołach wyższych lub w seminariach duchownych. Pracownicy tych uczelni nie będą bowiem podlegać lustracji. A wszystko po to, by uniknąć ingerowania przez państwo w obsadę stanowisk kościelnych. Jakież to stanowiska w strukturach Kościoła katolickiego nie mają podlegać lustracji? Wbrew pozorom nie chodzi tylko o prałatów, kanoników, proboszczów, ordynariuszy. Okazało się właśnie, że stanowisko kościelne to także wykładowca (asystent, adiunkt i profesor) katolickiej uczelni. I nie ma znaczenia, czy to profesor duchowny, czy świecki. To nowatorska interpretacja konkordatu, przedstawiona właśnie przez biskupa Tadeusza Pieronka, szefa Kościelnej Komisji Konkordatowej – pisze Tomasz Terlikowski. Idąc dalej wytyczoną przez komisję drogą, należałoby - w imię pełnej autonomii Kościoła - zwolnić pracowników katolickich uczelni z innych zobowiązań wobec państwa. Choćby z płacenia podatków. Absurd? Być może. Ale zadowolone są obie strony. Zarówno Kościół - niechętny lustracji, jak i rządzący - zabiegający wciąż o jego poparcie. Problem polega jednak na tym, że ta decyzja nie służy dobrze ani władzy, ani Kościołowi. Władza bowiem pokazała, że dla interesu politycznego gotowa jest rezygnować z ustalonych przez samą siebie zasad. Kościół hierarchiczny natomiast po raz kolejny pokazał, że nie jest gotowy do lustracji i zrobi wszystko, by się nie oczyścić z grzechów przeszłości – pisze w „Rz” Tomasz P. Terlikowski. Rzeczpospolita 25.04.2007 r.
- Znany historyk i teoretyk literatury prof. Jan Trzynadlowski współpracował z bezpieką - ujawniono we wtorek wieczorem w programie "Misja specjalna" w telewizyjnej Jedynce. Trzynadlowski od 1951 r. był związany z Uniwersytetem Wrocławskim; od 1966 jako profesor. W latach 1956-1960 był dyrektorem i redaktorem naczelnym wydawnictwa Ossolineum. W latach od 1964 do 1985 był sekretarzem generalnym Wrocławskiego Towarzystwa Naukowego. Zajmował się m.in. teorią filmu. Jak poinformowano w programie, Trzynadlowski został zwerbowany w 1959 roku, a wyrejestrowany w 1974 r. W Instytucie Pamięci Narodowej znajdują się trzy tomy jego meldunków. Dzięki nim m.in. zwolniono z pracy w urzędach centralnych kilka osób i udaremniono ucieczkę na Zachód dwóch naukowców. Z dokumentów wynika, że profesor rzadko pobierał pieniądze za donosy, ale otrzymywał zwrot kosztów podróży i upominki od SB. Miał dobre kontakty z funkcjonariuszami SB. Radził się ich np., czy powinien odpisywać na prośbę Jerzego Giedroycia, proszącego o przesłanie jednej z książek wydanych przez Ossolineum. "Z punktu widzenia SB agent »Konrad« (Trzynadlowski-PAP) był agentem bardzo wydajnym, dostarczał wartościowe informacje" - ocenił w programie szef wrocławskiego IPN Włodzimierz Suleja. „Misja specjalna” TVP 1 24.04.2007 r.
- W ocenie szefa klubu SLD Jerzego Szmajdzińskiego postawienie przez IPN gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu zarzutów o kierowanie związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym, w związku z wprowadzeniem w 1981 r. stanu wojennego, to prawny i polityczny skandal. Jak twierdzi Szmajdziński, "praktyki IPN" nie są dla SLD zaskoczeniem, bowiem wpisują się w nurt radykalnych rozliczeń rządzących z najnowszą historią naszego kraju, w cały wachlarz działań, których podłożem jest chęć zemsty i politycznego odwetu. Od przejęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość z nienotowaną dotąd siłą i zawziętością mnożą się bezpardonowe, nacechowane wrogością ataki na generała Wojciecha Jaruzelskiego. Dziś już wiadomo, że miały one na celu przygotowanie opinii publicznej do wniesienia przez Instytut Pamięci Narodowej aktu oskarżenia przeciwko Generałowi - za wprowadzenie stanu wojennego - napisał Szmajdziński. W jego ocenie bolesne wydarzenia z historii Polski wykorzystuje się cynicznie do bieżącej walki politycznej. PAP 24.04.2007
- Po co stawiać przed sądem generała Jaruzelskiego, skoro już mu wybaczyliśmy? - to retoryczne pytanie powtarza się w wywiadach, wstępniakach i komentarzach piewców okrągłostołowego porządku ustrojowego. A właśnie po to, odpowiem, żebyśmy wreszcie się dowiedzieli, co mu wybaczyliśmy. Ja na przykład chciałbym to wiedzieć i myślę, że nie jestem w tym odosobniony. Chciałbym wiedzieć na przykład, czy generał Jaruzelski wiedział, co to były "sekcje D" w Służbie Bezpieczeństwa i czym się zajmowały. Chciałbym wiedzieć, czy generał Jaruzelski był informowany o istnieniu i działaniach "oddziału Y" w wywiadzie wojskowym. Prawdę mówiąc, odpowiedzi na te pytania wydają mi się oczywiste, ale nigdy dotąd mu ich nie zadano pod rygorem przysięgi sądowej. A z jednych pytań wynikają następne. Jeśli Jaruzelski wiedział o nielegalnym finansowaniu działań wywiadu i "organizowaniu" przezeń funduszy operacyjnych przez działalność przestępczą w kraju i za granicą, to czy wie również, co się z tymi funduszami następnie stało? – pisze w felietonie Rafał Ziemkiewicz. Rzeczpospolita 25.04.2007 r.
- Były poseł SLD Tadeusz Matyjek, który współpracował z SB, nie miał rzetelnego procesu lustracyjnego - orzekł Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Strasburski Trybunał wyrok opublikował wczoraj w Internecie. Wynika z niego, że Tadeusz Matyjek, pierwszy poseł, który stracił mandat za kłamstwo lustracyjne, nie miał zagwarantowanych wszystkich praw na procesie lustracyjnym. Nie mógł robić notatek z części akt, którym UOP nadał klauzulę tajności. Dokumenty te były poseł miał szansę tylko przeglądać w tajnej kancelarii. Matyjek musiał więc liczyć na swoją pamięć, bo notatek z zawartości tych dokumentów nie mógł też robić na rozprawie. Zdaniem Trybunału ograniczyło to posłowi możliwość obrony. Tym bardziej, że uzasadnienie wyroku również było tajne i mógł się z nim zapoznać tylko w kancelarii. Trybunał nie zakwestionował prawa do utajniania akt SB, zaznaczył jednak, że powinien to być wyjątek. Gazeta Wyborcza, Rzeczpospolita 25.04.2007 r.
- O pracę w białostockim biurze lustracyjnym ubiegało się ok. 50 osób, w większości młodych, świeżo po studiach. Kandydatów podczas rozmów kwalifikacyjnych (na poziomie białostockiego oddziału) przepytywano z historii najnowszej, zagadnień archiwistyki oraz przede wszystkim z tego, co wiedzą o IPN – po co i na jakich zasadach działa. Musieli też mieć nieposzlakowaną opinię. Pytań o preferencje polityczne nie było. - Gazeta Wyborcza Białystok, 25.04.07.
- „W Białymstoku nazwiska działaczy komunistycznych zniknęły z mapy miasta już w 1989 i 1990 r. Mógł je przetrwać ktoś mniej znany, albo nie kojarzący się jednoznacznie z minionym ustrojem. Np. gen. Berling, który ma swoją ulicę na Dziesięcinach i jest patronem ogródków działkowych na os. Bema. „Przy okazji wizyt w mniejszych miejscowościach sprawdzamy, które nazwiska kwalifikują się tam do zmiany. Zgłoszeń jest niewiele, ale powtarza się nazwisko gen. Berlinga” – mówi Tomasz Danilecki, z IPN. - Gazeta Wyborcza Białystok, 25.04.07.
- Nie milkną echa sprawy profesora Jana Miodka, oskarżonego przez wrocławskiego publicystę Grzegorza Brauna o współpracę z milicją polityczną PRL. W obronie profesora wystąpili wykładowcy i współpracownicy z Instytutu Filologii Polskiej, a także studenci. Kilkuset studentów i absolwentów zorganizowało akcję poparcia dla profesora. Każdy, kto wierzy w uczciwość profesora miał przynieść we wtorek żółte kwiaty. W rezultacie przed budynkiem uczelni było aż żółto od kwiatów, a sprzedaż wiązanek w pobliskiej Hali Targowej gwałtownie wzrosła. Studenci i współpracownicy Jana Miodka nie wierzą, by powszechnie przez nich szanowany i lubiany wykładowca mógł być współpracownikiem tajnych służb PRL. Na listach poparcia dla profesora swoje podpisy złożyło kilkaset osób. Profesor Jan Miodek zaczął wykład nietypowo, od podziękowań i wyznania, że 24 kwietnia 2007 roku nie zapomni do końca życia. TVP3 Wrocław – FAKTY 24.04.2007, Gazeta Wyborcza Wrocław, Słowo Polskie – Gazeta Wrocławska 25.04.2007
- Prokurator Elżbieta Kozłowska-Włodarek, od siedmiu lat pracująca w Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu we Wrocławiu, została naczelnikiem oddziałowego Biura Lustracyjnego we wrocławskim IPN. Na stanowisko zastępcy naczelnika wrocławskiego Biura Lustracyjnego powołana została Magdalena Kościelny, która dotąd była pracownikiem Referatu Udostępniania i Informacji Naukowej Oddziałowego Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów wrocławskiego IPN. Gazeta.pl/Wrocław 24.04.2007
- Wojewoda śląski poprosił wszystkich komendantów policji, aby złożyli oświadczenie na temat współpracy ze służbami specjalnymi PRL-u. Problem w tym, że oficerowie nie podlegają ustawie lustracyjnej. Tomasz Pietrzykowski, wojewoda śląski, druki oświadczeń wysłał także do: komendanta wojewódzkiego policji w Katowicach, jego zastępców oraz szefów komend miejskich i powiatowych. Oficerowie mają w nich napisać, czy i w jaki sposób współpracowali z SB lub wywiadem wojskowym PRL-u. Komendanci powinni je wypełnić do 15 maja i odesłać do wojewody, który dokumenty przekaże do IPN-u. Na oficerów padł blady strach, bo niektórzy z nich w latach 80. pracowali w SB. Są wśród nich nawet tacy, którzy prowadzili działania przeciwko Kościołowi. Według przepisów lustracyjnych pracę stracą tylko ci, którzy złożą fałszywe oświadczenia. "Gazeta" dowiedziała się jednak, że komenda główna sporządziła opinię prawną, z której wynika, że funkcjonariusze policji nie podlegają zapisom ustawy lustracyjnej. A to oznacza, że w ich przypadku złożenie oświadczeń nie jest obowiązkowe. - Komendant wojewódzki zna tę opinię, ale uznał zwierzchnictwo wojewody i złożył oświadczenie lustracyjne - powiedział nam podinspektor Andrzej Gąska, rzecznik prasowy śląskiej policji. Gazeta Wyborcza Katowice, 25 kwietnia 2007 r.
- O polityce państwa wobec KUL w latach 1944-1989 mówić będzie dr Gałaszewska-Chilczuk z lubelskiego IPN podczas wykładu w Chełmskiej Bibliotece Publicznej. Prelekcja jest jedną z cyklu wykładów otwartych z historii najnowszej „Z archiwum Instytutu Pamięci Narodowej”. Początek o godz. 16 w sali konferencyjnej ChBP przy ul. Partyzantów 40. Gazeta Wyborcza Lublin, 25.04.2007.
- Historyk wrocławskiego IPN dr Grzegorz Waligóra przedstawi wykład poświęcony historii Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Podczas prelekcji, która odbędzie się w ramach spotkań Klubu Historycznego im. Stefana Roweckiego „Grota”, zaplanowano też promocję książki Waligóry – „ROPCiO”. Początek o godz. 16 w sali konferencyjnej lubelskiego IPN przy ul. Staszica 22. Gazeta Wyborcza Lublin, 24.04.2007