Po raz pierwszy w tak
uroczystej oprawie, z udziałem przedstawicieli najwyższych władz
państwowych, obchodzono w Szczecinie 35. rocznicę masakry robotników przez
wojsko i milicję w grudniu 1970 r. Na Wybrzeże, prosto ze szczytu w
Brukseli, przyleciał premier Kazimierz Marcinkiewicz, by - jak powiedział –
„oddać hołd, pochylić czoło i z wielką pokorą stanąć w tym miejscu dla
Polski bardzo ważnym”. W Gdyni prezydent elekt Lech Kaczyński zapowiedział,
że zrobi wszystko, by prawda o mordzie została ujawniona, a sprawcy ukarani.
Nasz Dziennik 19.12.2005 r.
- Oficjalnie ogłoszona lista
poległych w Grudniu '70 nie jest kompletna. Brak na niej przynajmniej
czterech nazwisk - uważa Wiesława Kwiatkowska, dziennikarka, która od wielu
lat odtwarza przebieg tragedii grudniowej. Rezultaty swojego dochodzenia
przedstawiła na wczorajszej konferencji poświęconej Grudniowi. Konferencję
zorganizował gdański oddział IPN, patronat nad nią objęła „Rz”. Zdaniem
Kwiatkowskiej na liście powinny się znaleźć się jeszcze co najmniej cztery
ofiary. Pierwsza to Zbigniew Krzanowski, druga Witold Toczyński, w szpitalu
odnotowany jako zmarły od postrzału. Kwiatkowskiej nie udało się ustalić
nazwisk dwóch kolejnych ofiar, ich istnienie potwierdzają jednak wiarygodne
relacje. Na konferencji Jerzy Eisler, historyk IPN, opowiadał o „kłamstwie
grudniowym”, do krzewienia którego PZPR zaprzęgła cenzurę, bezpiekę, aparat
propagandy i specjalne komisje, które preparowały wygodną dla władz wersję
wydarzeń. „Długi cień Grudnia’70”, „Ujawnić prawdę, sprawców ukarać”
Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza 17/18 - 19.12.2005 r.
Gdański IPN zaprezentował
wyprodukowany przez siebie film „Pamiętajcie Grudzień”. Wykorzystano w nim
nieznane dokumenty, fotografie i filmy wykonane przez SB. Dotyczą one nie
tylko wydarzeń grudniowych, ale i akcji bezpieki „Jesień 70”. Jej celem było
rozbicie środowiska, które zorganizowało i wspierało strajk. W ramach
„Jesieni 70” więzieniem ukarano 30 buntowników, 300 kolejnych karnie
wcielono do wojska. Kilkuset wyrzucono z pracy. Do kartotek SB wpisano 2,5
tysiąca robotników, a 1300 objęto inwigilacją. SB ich zastraszała,
kompromitowała w otoczeniu. Prześladowała nawet groby poległych i miejsca, w
których zginęli, nie dopuszczając do składania tam kwiatów. -Akcja trwała
do1978 r. - mówił wczoraj w Gdańsku Janusz Marszalec, historyk IPN.
Rzeczpospolita 17/18.12.2005 r. P.o. prezesa IPN Leon Kieres ocenił w
Gdańsku, że wydarzenia na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. były „krzykiem rozpaczy
społeczeństwa”, z którym władza nie chciała rozmawiać. „Dialog zastąpiły
pałki i kule” - powiedział Kieres. uczestnicząc w konferencji historycznej.
Gościem seminarium był m.in. Lech Wałęsa oraz marszałek Senatu Bogdan
Borusewicz. Według Kieresa, „każda kropla krwi jest morzem krwi” szczególnie
wtedy gdy „brat strzela do brata”. „Zdjęcie zabitego Janka Wiśniewskiego
niesionego na drzwiach ul. Świętojańską w Gdyni przeszło do panteonu
narodowych scen jak fotografie powstańców warszawskich” – zaznaczył. Serwis
PAP. „Wiadomości” TVP, „Panorama” TVP2, „Fakty” TVN i TVN24, IAR16.12.2005
r.
Czy wydarzenia Grudnia 1970
roku były autentycznym protestem robotników czy sterowanym przez służby
specjalne PRL działaniem, które miało doprowadzić do zmian na szczytach
władzy. Wczoraj spierali się o to w Gdańsku historycy. Tezę o inspiracji
Grudnia '70 przez służby specjalne od lat powtarza dr Henryk Kula, historyk
i politolog. W styczniu na rynku ukaże się jego kolejna książka na ten temat
pt. "Grudzień 1970 - oficjalny i rzeczywisty". - Badałem to przez
dwadzieścia lat i co rusz odkrywałem nowe dowody ujawniające podskórny bieg
wydarzeń, składałem to jak puzzle - mówił wczoraj Kula na konferencji
naukowej zorganizowanej przez gdański IPN na Politechnice Gdańskiej. Gazeta
Wyborcza 17-18.12.2005 r.
Rodzice zabitego w grudniu
1970 roku Zbyszka Godlewskiego chcą ukarania winnych. Zbyszek Godlewski był
elblążaninem. Jego ciało robotnicy nieśli na drzwiach ulicą Świętojańską i
to on jest bohaterem „Ballady o Janku Wiśniewskim”. Przyznają, że coraz
słabiej wierzą w to, że odpowiedzialni za śmierć ich syna i innych zabitych
wówczas osób poniosą karę, ale ciągle mają na to nadzieję. Jak mówią - liczą
na pomoc nowego prezydenta, Lecha Kaczyńskiego. W uroczystościach wziął też
udział zastępca prezesa IPN, Janusz Krupski. Gdański oddział IPN-u prowadzi
śledztwo w sprawie represji, jakie spotkały mieszkańców Elbląga. Jak mówi
Krupski - represje dotknęły dziesiątki osób i były wyjątkowo brutalne,
podkreśla też, że śledztwo jest prowadzone z wyjątkową starannością a on sam
sądzi, że winni zostaną wykryci i ukarani. IAR 18.12.2005 r. Rozliczenia
osób odpowiedzialnych za krwawe stłumienie robotniczych manifestacji oraz
represjonowanie demonstrantów w Elblągu w grudniu 1970 r. chce elbląska
"Solidarność". Ci, którzy wydawali wtedy rozkazy, żyją dziś spokojnie,
pobierają emerytury. Czekamy na dokumenty IPN dotyczące Elbląga. Liczymy też
na rząd PiS oraz ministra sprawiedliwości, mogących pomóc nam niezwłocznie
ujawnić wszystkich tych ludzi - podkreślił przewodniczący elbląskiej „S”
Mirosław Kozłowski. Serwis PAP 17.12.2005 r.
Prof. Jerzy Eisler sądzi, że
rola Związku Radzieckiego w wydarzeniach grudniowych 1970 roku jest większa
niż się powszechnie uważa. Historyk IPN podkreślił w „Sygnałach Dnia”, że
wiele okoliczności krwawych starć w Gdyni pozostaje nadal niewyjaśnionych.
Profesor Eisler zaznaczył, że nieujawniona prawda to w dużej mierze skutek
braku dostępu do dokumentów, dotyczących tych zdarzeń. Wiadomo tylko, iż
rola Związku Radzieckiego była znacznie większa niż komukolwiek w Polsce w
roku 1970 mogłoby się wydawać. Historyk przypomniał, że nie zanosi się na
rychłe poznanie prawdy, gdyż wiele dokumentów pozostaje utajnionych, jak
również Rosja zdecydowanie odmawia dostępu do poradzieckich archiwów. Jerzy
Eisler powiedział, że nie wierzy w możliwość wymierzenia sprawiedliwości
winnym tragedii w Gdyni. Polskie Radio PR I 17.12.2005 r.
- Trzecia RP jest wielkim
balem przebierańców - pisałem w którymś z felietonów. Sprawa Janusza Kurtyki
to jego kolejna odsłona. Nagonka na przyzwoitego człowieka jest prezentowana
jako dochodzenie prawdy. Insynuacja prezentuje się w moralizatorskich
szatkach, a intryga paraduje w wielce etycznym kostiumie. Kandydat na szefa
IPN został pomówiony, że intrygą pozbył się swojego głównego konkurenta -
Andrzeja Przewoźnika. Intryga miała polegać na udostępnieniu działaczowi PO
Zbigniewowi Fijakowi notatki st. kap. SB Pawła Kosiby – pisze w felietonie
Bronisław Wildstein. Wildstein pisze, że nagonka na Kurtykę to kolejny akt
walki z lustracją. A do znanych przeciwników lustracji dołączyło lobby
IPN-owskich biurokratów, którzy obawiają się, że sprawny krakowski szef
rozpędzi ich na cztery wiatry. „Zaszczuć Kurtykę” Wprost nr 51-52/2005 r.
- Za mało znam pana Kurtykę,
by mówić na jego temat. W dotychczasowy pracach IPN nie było żadnej okazji,
by rozmawiać z nim o sprawach Instytutu. Co do okoliczności wyboru Janusza
Kurtyki na prezesa, moje wątpliwości nie zostały rozwiane –- mówi Amelii
Łukasiak prof. Andrzej Friszke. W 2005 roku Instytut idzie od kryzysu do
kryzysu. Nie wiem, na ile jest to wina samego IPN. Raczej chyba atmosfery
wokół wyborów parlamentarnych i prezydenckich oraz na prezesa IPN. Instytut
istnieje od roku 2000 i wcześniej radził sobie bardzo dobrze – mówi Friszke.
Friszke mówi że nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego prezes Kieres
w mediach zaraz poi śmierci Papieża podjął temat agentury w Watykanie. „Od
kryzysu do kryzysu” „Newsweek” nr 51-52/2005 r.
Godność człowieka jest
ważniejsza od interesu publicznego - mówi Krzysztof Piesiewicz. Uważam, że
obecna formuła lustracji jest dobra, ponieważ wprowadza gwarancje dla praw
podmiotowych obywateli. Uruchomiliśmy postępowanie odnoszące się do
określonego momentu historycznego, który chcieliśmy rozliczyć w sposób
cywilizowany oraz z poszanowaniem prawa i godności ludzi. I to postępowanie
uwzględnia fakt, że miniony system był systemem przemocy. Każdy kandydat na
stanowisko publiczne musi oświadczyć, czy był tajnym współpracownikiem.
Jeżeli ktoś mówi: nie współpracowałem, to autonomiczny, niezależny
oskarżyciel, rzecznik interesu publicznego, uruchamia procedurę
sprawdzającą. Może uznać, że ktoś skłamał, ale musi to udowodnić przed
sądem. I to jest jedyna dopuszczalna forma rozstrzygania tej sprawy – mówi
Piesiewicz. „Jestem przeciw lustracji bez sądu” Rzeczpospolita 17-18.12.2005
r.
Propagandowa prowokacja i
fałszywe oskarżenia. Jak władze PRL i Służba Bezpieczeństwa próbowały
skompromitować ks. abp. Ignacego Tokarczuka na procesie toruńskim morderców
ks. Jerzego Popiełuszki - pisze ks. prof. Witold Jedynak. Wydarzenia
towarzyszące procesowi toruńskiemu były jednym z wielu epizodów, które
świadczyły o wielkiej wrogości i nienawiści okazywanych ks. bp. Ignacemu
Tokarczukowi przez władze komunistyczne. Stosowane wobec niego represje
przyjmowały różną formę i intensywność, zależnie od sytuacji na scenie
politycznej. W czasie niepokojów społecznych i strajków władze państwowe
obawiały się masowych protestów ze strony katolickiego społeczeństwa i
dlatego zabiegały o przychylność Kościoła. Kiedy jednak niepokoje ustawały,
komuniści z nowym impetem wracali do represyjnych działań stosowanych wobec
katolików w Polsce. Ordynariusz przemyski był atakowany przede wszystkim
dlatego, że nie poszedł na żaden kompromis i głosił niewygodną dla władzy
prawdę. Nasz Dziennik 17-18.12.2005 r.
Tu, na Śląsku rozumiemy,
kiedy górnicy giną na dole przysypani, ale nie możemy pogodzić się z myślą,
że zginęli na powierzchni, zastrzeleni, pogardzeni - mówił ks. abp Damian
Zimoń, metropolita katowicki, podczas Mszy św. odprawianej w 24. rocznicę
pacyfikacji KWK "Wujek". Wczoraj w uroczystościach pod "Wujkiem" nie
zabrakło górników, przedstawicieli NSZZ "Solidarność" oraz rodzin
zamordowanych górników. Nasz Dziennik 17-18.12.2005 r.
Toczącą się dyskusję na na
temat, jaki sąd ma kontrolować decyzje lustracyjne, stymuluje zła reguła,
według której, jeżeli nie może być lepiej, niech chociaż będzie inaczej.
Założenie, jakie przyjęli politycy PiS, że historyk może z powodzeniem
zastąpić sędziego, było zbyt absurdalne w naszej tradycji i kulturze
prawnej, by mógł ostać się pomysł, że decyzje IPN nie będą kontrolowane
przez sąd. Na placu boju o lustrację pozostał drugi radykalny pogląd:
likwidacja sądu lustracyjnego i zastąpienie go inną instancją sądową. Ale
jaką? – pisze w „Rz” Stanisław Podemski. „Który sąd: specjalny, powszechny
czy administracyjny” Rzeczpospolita 17-18.12.2005 r.
W wydanej latem 2005 r.
książce "Nieznane świadectwa..." opublikowałem 164 dokumenty wytworzone
przez funkcjonariuszy i współpracowników SB w latach 1975-90. Wśród
opublikowanych dokumentów znajduje się donos tajnego współpracownika SB o
pseudonimie "Jerzy", w którym opisuje on sytuację panującą w płockiej
strukturze Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania. W swojej publikacji
nie ujawniłem nazwiska owego agenta, uznając, iż takie prawo (moralne) mają
głównie osoby pokrzywdzone w wyniku jego działalności. Tak też się stało,
nazwisko ujawnił były działacz opozycji pan Edward Widuta - jedna z osób
będąca obiektem zainteresowania TW "Jerzy". Pan Jerzy Wawszczak w swym
"Liście otwartym" zasugerował, jakobym to ja, występując pod szyldem IPN i
wykorzystując logo Instytutu, ujawnił jego nazwisko jako tajnego
współpracownika SB o pseudonimie "Jerzy". Jest to nieprawda! - Jacek
Pawłowicz z IPN odpowiada na list otwarty Jerzego Wawszczaka. Informację na
temat TW "Jerzy" pan Edward Widuta otrzymał z Biura Udostępniania i
Archiwizacji IPN, jedynej struktury Instytutu odpowiedzialnej za
udostępnianie tego typu informacji osobom pokrzywdzonym – pisze Pawłowicz.
Gazeta Wyborcza Płock 19.12.2005 r.
Lech Wałęsa zapowiedział w
Gdańsku, że w najbliższy poniedziałek rozpocznie przeglądanie dokumentów
zgromadzonych na swój temat w archiwum gdańskiego oddziału IPN. B. prezydent
uczestniczy w Gdańsku w konferencji „Grudzień 1970. Manipulacje i walka o
pamięć". Zapytany przez dziennikarzy, czego oczekuje po lekturze swojej
teczki, Wałęsa powiedział: „kompletnie nie wiem, bo skąd ja mogę wiedzieć.
Widziałem dokumenty wcześniej, jeszcze za prezydentury, za każdym razem inne
dokumenty. Spodziewam się, że teraz znów pokażą mi inne, czy teraz może będą
wszystkie”. Serwis16.12.2005 r.
W 1944 r. aparat
bezpieczeństwa liczył 1640 osób. W 1953 r. - aż 37 tys. funkcjonariuszy.
Wbrew potocznej opinii odsetek Polaków narodowości żydowskiej nie był w
organach bezpieczeństwa szczególnie wysoki. Według zestawienia Konrada
Rokickiego, w 1947 r. było ich 206 - zaledwie 1 proc. wszystkich
funkcjonariuszy. Ubecy mieli swoje problemy. Nie tylko związane z walką o
utrzymanie władzy ludowej - także proste, życiowe. Wewnętrzne kontrole co
chwilę natrafiały na podstawowy problem - pijaństwo. W Krasnymstawie
kontrola wykryła, że w jednej z libacji uczestniczyły osoby „pozostające pod
wpływami reakcji". Krzysztof Szwagrzyk dotknął w swym tekście tematu rzadko
dotąd opisywanego - gwałtów na kobietach. Zarówno na Niemkach, jak i
Polkach. „Oprócz przestępstw natury seksualnej z użyciem przemocy zdarzały
się przypadki wykorzystywania seksualnego żon aresztowanych, wobec których
oficerowie UB stosowali szczególny rodzaj szantażu, polegający na zezwalaniu
na widzenie się z mężem dopiero po uprzednim oddaniu się prowadzącemu
sprawę". O książce „Zwyczajny resort. Studia o aparacie bezpieczeństwa
1944-1956” pod redakcją Kazimierza Krajeńskiego i Tomasza Łabuszewskiego. –
czytamy w Gazecie Wyborczej. 17-18.12.2005 r.
Warszawska prokuratura
okręgowa postawiła Andrzejowi Kratiukowi zarzut składania fałszywych zeznań
przed komisją do spraw Orlenu - informuje "Życie Warszawy". W lutym tego
roku Kratiuk zapewniał komisję, że nie współpracował ze służbami specjalnymi
PRL. Zdaniem prokuratury - kłamał. "Życie Warszawy" dotarło do archiwalnych
dokumentów na temat współpracy Kratiuka. Po raz pierwszy został on
zarejestrowany w 1979 roku przez wywiad MSW pod pseudonimem Krystian.
Wyjeżdżał wtedy na stypendium do RFN i podpisał tzw. deklarację wyjazdową.
Zobowiązał się w niej do wykonania zadań powierzonych przez MSW. W
dokumentach zachowały się nazwiska oficerów prowadzących - Edwarda G. i
Piotra K. Na początku lat 80., po powrocie ze stypendium, Kratiuk został
przejęty przez SB, a jego oficerem prowadzącym była Anna P. W tym czasie
pojawił się też drugi pseudonim Kratiuka - Krist. Życie Warszawy 19.12.2005
r. „Podejrzany Kratiuk” Wprost nr 51-52/2005 r.
Prawdziwym fenomenem stanu
wojennego był ruch na rzecz pomocy Polakom, jaki spontanicznie rodził się w
wielu krajach. Wyjątkowe rozmiary przybrał w czteromilionowej Norwegii.
Organizacja Solidaritet Norge-Polen (Solidarność Norwesko-Polska), która
powstała zaraz po strajkach sierpniowych w 1980 r., zrzeszała około 100
tysięcy osób. Praca w niej była misją, pasją, ale też przygodą dla wielu
ludzi. Taką przygodę - głośną i w Polsce, i w Norwegii - przeżyło małżeństwo
Björg Svanström i Trygve Heide. Mam przed sobą "Notatkę do rozmowy w cztery
oczy z ministrem Thorvaldem Stoltenbergiem", powstałą w Departamencie IV MSZ
w Warszawie tuż przed wizytą ministra w Polsce w dniach 25 - 27 kwietnia
1988 r. Napisano w niej, że "S. (Stoltenberg) może poruszyć dwie sprawy
interwencyjne". Jedna z nich miała dotyczyć należącego do obywatela Norwegii
o nazwisku Trygve Heide "minibusu volkswagen (...) skonfiskowanego decyzją
Kolegium ds. Wykroczeń przy Wojewodzie Gdańskim (za przemyt literatury bez
debitu)". „Minibus solidarności” Rzeczpospolita 19.12.2005 r.
Wciąż się spieramy i długo
jeszcze będziemy się spierać o stan wojenny. Jednak czas najwyższy zakończyć
porachunki kryminalne. Niech prokuratorzy ścigają korupcję i napady
bandyckie, a nie przeciwników politycznych sprzed ćwierćwiecza. Gen.
Wojciech Jaruzelski z konsekwencją i odwagą godną szacunku przyjął na siebie
pełną odpowiedzialność za wprowadzenie i stosowanie stanu wojennego. Swoje
racje przedstawiał wielokrotnie, ostatnio w książce "Pod prąd". Ta książka
stanowi syntezę przemyśleń generała, a zarazem jest dokumentem, jego mową
obrończą przed Trybunałem Historii. Ten typ dokumentu - z natury swej
subiektywny i jednostronny - zawiera jednak wiele informacji i interpretacji
wartych namysłu czy zasługujących na polemikę. Niestety - reakcją na wywód
Jaruzelskiego nie była merytoryczna polemika, lecz deklaracja prokuratora z
Instytutu Pamięci Narodowej o wszczęciu śledztwa w sprawie zbrodni stanu
wojennego, która nie uległa przedawnieniu. Ten zarzut prokuratorski - chcę
to wyrazić jasno - uważam za ciemną kartę polskiego życia publicznego. Jeśli
bowiem o skomplikowanej materii dramatów polskiej historii ma decydować
prokurator z IPN, to ja w tym widzę powrót - moralny i mentalny - do epoki,
gdy właśnie prokuratorzy decydowali, co jest, a co nie jest np. "zbrodnią
faszyzacji II Rzeczypospolitej". Smutne to były czasy i haniebne postępki–
pisze w „Gazecie Wyborczej” Adam Michnik. „Wściekłość i wstyd, smutek i
duma” Gazeta Wyborcza 17-18.12.2005 r.
Związkowcy "Solidarności"
pokłócili się o stosunek do Piotra Lewandowskiego z AGH, który przyznał się
do współpracy z SB. - Wybaczcie mi - mówił Lewandowski, składając dymisję z
funkcji szefa "S" na AGH. Dramatyczny przebieg miało czwartkowe spotkanie
związkowców 1000-osobowej "Solidarności" na AGH. Najpierw nie wpuścili na
salę członków prezydium Zarządu Regionu NSZZ "Solidarność", z Wojciechem
Grzeszkiem i Andrzejem Szkaradkiem na czele. Później wysłuchali przemówienia
swego szefa Piotra Lewandowskiego, który po raz kolejny przyznał się do
tajnej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. Gazeta pl. 17-18.12.2005 r.
Uroczystą Mszą Świętą w
kościele Ojców Dominikanów w Poznaniu rozpoczęły się w sobotę uroczystości
poświęcenia tablicy upamiętniającej Stanisława Kasznicę, czołowego działacza
przedwojennego Stronnictwa Narodowego i ostatniego dowódcę Narodowych Sił
Zbrojnych (NSZ). W 1947 r. Kasznicę aresztowało UB, rok późnej zginął on w
więzieniu na warszawskim Mokotowie. Nasz Dziennik 19.12.2005 r.
"Powiat sanocki w latach
1944-1956" to tytuł kolejnej konferencji naukowej zorganizowanej przez
rzeszowski oddział IPN oraz Muzeum Historyczne w Sanoku. Celem konferencji
jest przypomnienie wydarzeń i prezentacja obecnej wiedzy na temat wrogiej
wobec społeczeństwa polskiego działalności UB, MO oraz postaw patriotycznych
opozycjonistów z tego regionu, którzy ginęli bądź narażali swe życie w
obronie polskości. Nasz Dziennik 19.12.2005 r.
Świetnie uplasowane i
zakamuflowane pokolenia postsowieckiej agentury działają w Polsce także
teraz – pisze we „Wprost” Paweł Wieczorkiewicz historyk, profesor
Uniwersytetu Warszawskiego. W jakim stopniu obce służby zinfiltrowały polski
aparat państwowy i wojskowy? To pytanie szybko padło w ramach rozliczeń i
poszukiwań winnych tzw. klęski wrześniowej w 1939 r., a później i przegranej
całej wojny. O ile udało się niemal w całości odtworzyć siatki niemieckie (i
tak zresztą w znacznej mierze ujawnione), o tyle kierunek wschodni - z
oczywistych powodów - pozostał terra incognita. Wprost nr 51-52/2005 r.
Ponad dziesięć tysięcy zapisów o grabieży majątku żydowskiego w latach 1939-45 ogłosił 17 grudnia słowacki Instytut Pamięci Narodu na swoich stronach internetowych. Opublikowane wykazy są częścią projektu "Losy słowackich Żydów w latach 1939-45 ". Składa się on z trzech części: spisu prześladowanych ludzi, materiałów nt. ustawodawstwa antyżydowskiego oraz danych o deportacjach i masowych egzekucjach Żydów. Na konferencji prasowej członek IPN Jan Hlavinka wyjaśnił, że majątek żydowski likwidowano przede wszystkim w latach 1941-42. Dotyczyło to przede wszystkich przedsiębiorstw żydowskich. Likwidator otrzymywał procent od wartości majątku przejętego przez państwo. Według szefa IPN Jana Langosa, zagarnięte mienie żydowskie stanowiło około 38 proc. całego majątku narodowego Republiki Słowackiej podczas II wojny światowej. Gazeta Wyborcza 17-18.12.2005 r.