Na kolejnym spotkaniu Klubu Historycznego im. gen. S. Roweckiego „Grota” w Wieluniu, które odbyło się 6 czerwca 2008 r. w Zespole Szkół nr 3 im. M. Kopernika w Wieluniu, wykład pt. „Stanisław Kaszyński wobec zagłady Żydów w obozie zagłady w Chełmnie nad Nerem” wygłosiła Dorota Siepracka, pracownik Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Łodzi.
Młodzież oraz członkowie Klubu usłyszeli o funkcjonowaniu pierwszego na ziemiach wcielonych obozu zagłady Żydów we wsi Chełmno nad Nerem (Kulmhof), o działaniach niemieckiego okupanta zmierzających do izolacji Żydów od reszty społeczeństwa i utrzymania Polaków w posłuszeństwie pod rygorem surowych konsekwencji. Jakiekolwiek wspomaganie Żydów przez ludność polską na obszarze Kraju Warty było niezwykle trudne i związane z najsurowszymi represjami o charakterze policyjnym lub sądowym, aż do kary śmierci włącznie. Dlatego m.in. nie istniała tam akcja zorganizowanej pomocy dla ludności żydowskiej. Przypadki pomocy miały charakter inicjatyw indywidualnych podejmowanych przez miejscową ludność. Do takich zaliczają się działania Stanisława Kaszyńskiego, sekretarza gminy Chełmno, mające na celu przekazanie opinii publicznej państw demokratycznych starannie przez Niemców ukrywanej informacji o specyfice obozu w Chełmnie. Ulokowanie ośrodka spełniającego rolę centralnego miejsca kaźni ludności żydowskiej z całego Kraju Warty w dotychczas spokojnej okolicy wstrząsnęło miejscową ludnością polską. Funkcjonariusze SS i policji niemieckiej poddawali mieszkańców Chełmna dotkliwym represjom, mającym uniemożliwić wszelki kontakt Polaków ze zbiegłymi z obozu Żydami. Zakaz ten egzekwowany był wyjątkowo restrykcyjnie. Stanisław Kaszyński, jako człowiek wykształcony, cieszący się ogólnym poważaniem i szacunkiem, uważał za swój obowiązek zaalarmowanie władz podziemnych i państw zachodnich o dokonywanej na masową skalę zbrodni ludobójstwa. Pomimo groźby surowych represji, wysłał w styczniu 1942 r. sprawozdanie dotyczące faktycznego charakteru ośrodka Kulmhof. Uczynił to zaledwie miesiąc od rozpoczęcia działalności obozu, a więc niemal natychmiast, gdy zorientował się, że ma on zbrodniczy charakter. Najprawdopodobniej działał dwutorowo – starał się jednocześnie informować na bieżąco polskie państwo podziemne o dokonywanych zbrodniach. Stało się to przyczyną represji wobec Kaszyńskiego i jego najbliższej rodziny. Zaadresowany przez niego list do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża dostał się w ręce policji niemieckiej, wskutek czego Kaszyńskiego aresztowano w styczniu 1942 r. Po kilku dniach mieszkańcy Chełmna byli świadkami, jak dwóch funkcjonariuszy SS prowadziło go drogą w kierunku urzędu gminy. Kaszyński próbował uciec, ale został zastrzelony. W przekonaniu miejscowej ludności zajście to nie było przypadkowe i miało być dla niej ostrzeżeniem, odstręczającym w przyszłości Polaków od jakichkolwiek prób wspierania ludności żydowskiej. Kilka dni po zatrzymaniu Kaszyńskiego, aresztowana została także jego żona, Karolina, która była w ciąży. Została przewieziona do Łodzi, gdzie przebywała w więzieniu dla kobiet przy ul. Gdańskiej 13 od 22 lutego 1942 do 15 czerwca 1942 r., skąd przeniesiono ją do więzienia gestapo przy ul. Sterlinga i ślad po niej zaginął. Zginęła w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach. Kaszyńscy osierocili czwórkę dzieci: Zbigniewa – wówczas lat 13, Marię – 11 lat, Barbarę – lat 5 i Stanisława – 2 lata.
Przypadek represji wobec Stanisława Kaszyńskiego i jego rodziny pokazuje we właściwej perspektywie heroizm ludzi podejmujących próby ratowania skazanych na zagładę Żydów. Wielu przypadków tej pomocy władze niemieckiej nie wykryły. Po latach wielu cichych bohaterów tych wydarzeń ze skromności bagatelizowało rolę, jaką odegrali, tłumacząc swoje postępowanie nakazem moralnym, obowiązkiem każdego człowieka oraz wiarą, że każdy postąpiłby podobnie.
Po latach, w sierpniu 1991 r. na terenie byłego obozu w Chełmnie nad Nerem wzniesiono obelisk poświęcony Stanisławowi Kaszyńskiemu. Upamiętnia on czyny człowieka, który wbrew niesprzyjającym okolicznościom starał się postępować w zgodzie ze swoim sumieniem.