Poznałam Janusza Kurtykę w Kijowie w maju 2006 r., na początku Jego kadencji prezesa IPN. Nie była to czysto formalna znajomość. Ogromnie ceniłam Jego gotowość do współdziałania i otwartość na pomysły. Niezwykle ujęła mnie osobowość Pana Prezesa. Imponowała mi werwa, z jaką pracował. Bardzo szybko okazało się, że Ukraina jest wspólną naszą pasją. Ukrainę znał, miał tu wielu przyjaciół wśród historyków, zwłaszcza mediewistów, z którymi utrzymywał żywy kontakt. Dzięki tej właśnie pasji udało się zrealizować wiele polsko-ukraińskich projektów, w tym tak monumentalnych, jak wspólne wielotomowe wydawnictwo źródłowe Polska – Ukraina w latach 30–40 XX wieku. Inne pozostają – na razie – niedokończone.
Sposób, w jaki Janusz Kurtyka traktował trudne problemy w stosunkach polsko-ukraińskich, był pełen zrozumienia dla różnic dzielących obie strony, ale zarazem pryncypialny. Zbrodnię nazywał po imieniu, nie pozwalał jednak, by winę jednostkową przenosić na zbiorowość. Potrafił i chciał widzieć stosunki polsko-ukraińskie w znacznie szerszym kontekście, uznając, że naszego myślenia o wspólnej historii nie powinny zdominować tragiczne wydarzenia okresu II wojny światowej. Wierzył, że powinniśmy pamiętać i umieć pisać nie mniej profesjonalnie o pięknych kartach i postaciach w naszych dziejach.
Fascynował Go ukraiński ruch niepodległościowy pierwszej połowy XX w., a jednocześnie rozumiał, że nieuchronne było zderzenie dwu racji, dwu patriotyzmów: polskiego i ukraińskiego. Jako prawdziwy polski patriota miał wielki szacunek dla ukraińskich niepodległościowców. Było dla Niego oczywistością, że w polskiej racji stanu leży wspieranie ukraińskich aspiracji niepodległościowych, a współcześnie – europejskich dążeń.
Symboliczne jest dla mnie, że ostatnim przedsięwzięciem, które urzeczywistniano tuż przed tragiczną katastrofą, była wspólna promocja w zachodnioeuropejskich ośrodkach naukowych wydanego z Jego osobistej inicjatywy angielskojęzycznego wydania dokumentów z polskich i ukraińskich archiwów Wielki Głód 1932–1933. Prezes Janusz Kurtyka był pewien, że te wydarzenia, najtragiczniejsze w ukraińskiej historii XX w., a do lat dziewięćdziesiątych całkowicie przemilczane, muszą zostać godnie upamiętnione, by pamięć o nich mogła scalić naród. Nie pomylił się: najnowsze badania ukraińskie pokazują, że dwie trzecie ukraińskiego społeczeństwa uznaje dziś Wielki Głód za zbrodnię.
Janusz Kurtyka marzył o tym, by w Kijowie powstał Polski ośrodek naukowy, zajmujący się badaniami historycznymi. Ostatnia nasza rozmowa 23 marca 2010 r. tego właśnie dotyczyła. Wierzył, że wspólnym wysiłkiem polskich instytucji naukowych uda się stworzyć taką stację badawczą.
W 2009 r. Prezes podjął poważne wyzwanie, jakim było nadanie nowego kształtu seminariom „Polska – Ukraina. Trudne pytania”. Nie jest tajemnicą, że w polsko-ukraińskim dialogu nastąpił impas. Jesienią 2009 r. w Kijowie, podczas spotkania w gronie historyków, udało się impas przezwyciężyć, a stało się to dzięki Jego wielkiemu zaangażowaniu, którym zarażał wszystkich obecnych. Plany, jakie wówczas nakreślono, były w trakcie urzeczywistnienia, gdy nastąpiła katastrofa…
Wierzę, że zdołamy – my wszyscy, którzy z Nim współpracowaliśmy – choć część tych planów wcielić w życie. Wierzę też, że praca ta będzie skromnym hołdem złożonym Jego pamięci.