Sobota, 11 lutego 2012, data aktualizacji serwisu: 11.02.2012
Szukaj w serwisie

Wspomnienia

Zbigniew Gluza

Zdecydował w imieniu państwa

Mam wielką potrzebę, by podziękować. Za decyzję, która sama w sobie wystarczyłaby za potwierdzenie słuszności powołania Janusza Kurtyki na stanowisko prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, a jakoś pomijana jest wśród Jego – wyliczanych teraz – zasług. Na początku swojej kadencji, wczesną wiosną 2006 r., rozstrzygnął On kwestię fundamentalną dla polskiej pamięci. Postanowił o podjęciu systemowych prac nad imienną dokumentacją represji pod okupacją niemiecką.

Sprawa ta nadal nie jest dostatecznie rozumiana, stąd zapewne jej niedocenianie. Wielu powie: a cóż to takiego, jeden z wielu projektów badawczych IPN... Otóż – nie jeden z wielu, ale wyjątkowy, pod pewnym względem – najważniejszy. Jego realizacja przywraca elementarny ład między nami, współczesnymi, a tamtą „straconą” generacją – mamy wobec niej podstawową, niejako formacyjną powinność. Jest na największą skalę świadectwem naszej pamięci o poprzednich pokoleniach.

Tym większą wdzięczność odczuwam wobec Janusza Kurtyki, im bardziej dojmującą gorycz rodziły w tej sprawie zachowania innych urzędników i polityków. To długa już historia albo raczej – bolesna.

Od 22 lat tworzymy w Ośrodku KARTA „Indeks Represjonowanych”, który dokumentuje imiennie ofiary prześladowań pod okupacją sowiecką. Od 2002 r. dzieje się to pod patronatem IPN. Z trudem wynegocjowana wtedy umowa przywróciła temu przedsięwzięciu elementarną równowagę – po wielu latach niepewności, finansowych załamań... Odtąd pieniądze budżetowe (IPN, KBN) oraz dotacje z Fundacji na rzecz Nauki Polskiej umożliwiały konsekwentne dopełnianie tego informacyjnego pomnika pamięci o obywatelach polskich prześladowanych po 17 września 1939 r. przez ZSRS.

Ustabilizowanie „Indeksu” spowodowało, że w latach 2003–2004 zaczął do nas docierać z różnych stron zaskakujący postulat: skoro można tak całościowo udokumentować losy represjonowanych pod sowiecką okupacją, dlaczego nie zajmujecie się okupacją niemiecką?! Co mogła odpowiedzieć na to organizacja pozarządowa, zmuszona na wszystkie podejmowane przedsięwzięcia wypraszać konieczne środki? Na tak gigantyczny cel byśmy ich nie zdobyli.

Represjonowano nie mniej niż co trzeciego polskiego obywatela. Żadne inne państwo Europy nie zostało dotknięte wojną w takim stopniu. Ale do niedawna nie wiedzieliśmy nawet tego.

Przez sześćdziesiąt lat (1945–2005) żadna instytucja w Polsce – ani komunistycznej, ani demokratycznej – nie próbowała ogarnąć monstrualnej przestrzeni indywidualnych cierpień pod długą niemiecką okupacją w czasie II wojny (okupacja sowiecka trwała trzykrotnie krócej, na mniejszym terytorium). A ci ludzie w sposób szczególny zasługują na upamiętnienie – tak wielka była wojenna danina Polski i dla Polski.

W latach 2004–2005 wielokrotnie rozmawiałem z wysokimi urzędnikami państwa o niezbędności uruchomienia, analogicznego do „Indeksu Represjonowanych”, państwowego programu na rzecz dokumentacji okupacji niemieckiej. Nikt nie uczynił w tę stronę nawet gestu. Dlatego, gdy od Prezesa Kurtyki usłyszałem: „Tak, to trzeba zrobić”, poczułem niesłychaną ulgę.

W ramach uruchomionego jesienią 2006 r. (przez IPN i resort kultury, reprezentowany przez ministra Tomasza Mertę, również poległego pod Smoleńskiem) programu „Straty osobowe i ofiary represji pod okupacją niemiecką”, IPN decyzją Prezesa powołał – postulowaną przez nas – Radę Programową jako formę współdziałania odpowiednich placówek. Z czasem skupiła ona około trzydziestu instytucji i organizacji, które wspólnymi siłami zaczęły tworzyć ogólnodostępną bazę danych, scalającą wszelkie imienne dane dotyczące represjonowanych. Muzea martyrologiczne, ośrodki dokumentacyjne, instytucje odszkodowawcze... – solidarnie podjęły współdziałanie, godząc się na połączenie posiadanych przez siebie informacji. Był to najwspanialszy wymiar tego doświadczenia – niebagatelny dowód obywatelskiej odpowiedzialności.

Prezes Kurtyka osobiście przeciął pojawiające się wątpliwości co do zakresu programu, dzięki czemu „Straty...” od początku objęły represjonowanych obywateli II RP wszystkich narodowości, a więc także – całą społeczność polskich Żydów. Imienne dokumentowanie Zagłady to też obowiązek Polski, niepodjęty wcześniej, podobnie jak pozostałe.

Cztery lata temu państwo polskie spowodowało, że mogła uruchomić się „wspólna energia” w sprawie, która dotyczy całego społeczeństwa. Także w kontekście Katynia (w stosunku do którego oczywiste wydaje się żądanie, by znane były wszystkie nazwiska ofi ar) war- to przypomnieć: spośród wszystkich co najmniej 12 mln znamy obecnie z nazwiska ledwie 2 mln. Ale też – znamy już 2 mln! Bez tamtej decyzji Prezesa IPN nie bylibyśmy na żadnym etapie drogi, którą kiedyś musimy przejść.

Dlatego – dziękuję.

Powrót
Drukuj
Generuj plik PDF
Poleć stronę znajomemu
Adres do korespondencji
Instytut Pamięci Narodowej, ul. Towarowa 28, 00-839 Warszawa
©2000-2012 Instytut Pamięci Narodowej. Wszelkie prawa zastrzeżone.