Sobota, 11 lutego 2012, data aktualizacji serwisu: 11.02.2012
Szukaj w serwisie

Wspomnienia

Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski, IPN Warszawa

Obrońca Żołnierzy Wyklętych

Problematyka podziemia niepodległościowego, walczącego po 1944 r. o wolność Polski przeciw komunistycznej dyktaturze, należała w epoce PRL do najbardziej przekłamanych i zafałszowanych tematów naszych dziejów najnowszych. Efekty uporczywych zabiegów propagandowych oraz „naukowych”, dokonywanych przez dziesięciolecia przez historyków, żurnalistów, literatów i filmowców Polski Ludowej, są w sferze społecznej odczuwalne do dzisiaj. Po odzyskaniu niepodległości w 1989 r., z tematem tym zmierzyła się garstka badaczy, wywodzących się na ogół spoza grona koncesjonowanych historyków zawodowych, którym ze zrozumiałych względów trudno było zdobyć się na nowe, obietywne spojrzenie na bohaterów podziemnej walki z komunistycznym reżimem.

Sytuacja ta uległa jakościowej zmianie po powstaniu Instytutu Pamięci Narodowej, zwłaszcza zaś po objęciu funkcji prezesa przez prof. Janusza Kurtykę. Choć zasłynął On wcześniej w środowisku profesjonalnych historyków jako autor prac dotyczących zupełnie innej problematyki, znaczna część młodych badaczy podejmujących pracę w IPN znała Go przede wszystkim jako autora prac poświęconych właśnie Polskiemu Państwu Podziemnemu i zbrojnemu podziemiu niepodległościowemu. Mamy tu na myśli zwłaszcza jego pracę o gen. Leopoldzie Okulickim (opublikowaną poza cenzurą) oraz obszerny esej o Zrzeszeniu „Wolność i Niezawisłość”, stanowiący istotny element monumentalnego albumu Żołnierze Wyklęci, wydanego pod redakcją Grzegorza Wąsowskiego i Leszka Żebrowskiego, a także pracę redakcyjną nad kolejnymi tomami „Zeszytów Historycznych WiN-u”.

Janusz Kurtyka nie podzielał – tak modnego wśród historyków doby PRL, ich wychowanków oraz duchowych (i warsztatowych) spadkobierców – poglądu o „kontrowersyjności” czy też „niejednoznaczności” bohaterów walki z władzą nieludzką. We wspomnianym eseju o Zrzeszeniu WiN tak pisał o zbrojnym podziemiu antykomunistycznym: „Było [ono] aktem desperackiego protestu przeciwko narzuconym przez sowiecką machinę wojenną rządom zdrajców spod znaku agenturalnej Polskiej Partii Robotniczej (PPR). Po ujawnieniu postanowień teherańskich i jałtańskich oraz ostatecznej zgodzie aliantów zachodnich na włączenie Polski do sowieckiej strefy wpływów stało sie jasne, że nie ma już szans na III wojnę światową – a tylko klęska ZSRR w takiej wojnie mogłaby po 1944 roku doprowadzić do odzyskania niepodległości. Owa tragiczna alternatywa, pomiędzy moralnym nakazem walki o wolność Ojczyzny a świadomością osamotnienia i braku szans w takiej walce, towarzyszyła polskim przywódcom na emigracji i w kraju od końca 1943 roku”.

Nie miał wątpliwości, kto w tej walce był bohaterem zasługującym na najwyższy szacunek i cześć, a kto zdrajcą sprawy niepodległej Polski. W jednym z ostatnich wywiadów, z marca 2010 r., mówił: „Od dłuższego czasu narasta świadomość, że musimy zwrócić większą uwagę opinii publicznej na unikatowe zjawisko, jakim był masowy opór antykomunistyczny w Polsce po II wojnie światowej. W czasach PRL czyn tych ludzi był ośmieszany, zohydzany. Usiłowano sprowadzić działalność podziemia do symbolu czegoś haniebnego”.

Nie jest naszym zamiarem przedstawianie wszystkich wątków działalności naukowej czy też publicznej prof. Janusza Kurtyki, wiążących się z Żołnierzami Wyklętymi. Zwłaszcza że miały one nader rozległy wymiar – od monumentalnych publikacji przygotowanych przez IPN z Atlasem podziemia niepodległościowego 1944–1956 i Słownikiem biograficznym – Konspiracja i opór społeczny w Polsce 1944–1956 na czele, którym patronował – po Jego prezesurę w Stowarzyszeniu Społeczno-Kombatanckim „Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość”. Ograniczymy się do tych wątków, z którymi zetknęliśmy się, pracując w IPN – tj. do wątków dotyczących wsparcia udzielanego przez Janusza Kurtykę dla badań traktujących o powojennym podziemiu, podejmowanych przez badaczy z OBEP IPN w Warszawie. Chociaż na Instytucie Pamięci Narodowej spoczywały bardzo liczne zadania, a badania dziejów podziemia niepodległościowego bynajmniej nie zawsze stanowiły wśród nich priorytet, ci spośród pracowników naszego Instytutu, którzy decydowali się na zaangażowanie właśnie w tę problematykę, z pewnością mogli liczyć na zrozumienie i wsparcie ze strony Prezesa. Tak też było w przypadku nas, grupy pracowników Oddziału IPN w Warszawie, dla których badanie zbrojnego antykomunistycznego ruchu niepodległościowego, przywracanie szacunku należnego jego żołnierzom i popularyzowanie jego dziejów, stało się jednym z głównych celów naukowych i edukacyjnych. A trzeba tu dodać, że nie zawsze mogliśmy liczyć, także w IPN, na „zielone światło”. Gdy po raz pierwszy przedstawiliśmy projekt badawczy zatytułowany „Mazowsze i Podlasie w ogniu 1944–1956”, polegający na podjęciu szczegółowych badań regionalnych – a które dotyczyły pierwszej dekady rządów komunistycznych w Polsce w ujęciu „powiatowym” – usłyszeliśmy z ust jednej z osób, od których zależał profil naszych badań, krótką ocenę: „to jest »mikrokosmos «, takie badania nie są w ogóle potrzebne”. Panowało bowiem wówczas przekonanie, że w Instytucie powinny powstawać tworzone w rekordowym tempie monografie na tematy znacznie bardziej ogólne, dotyczące komunistycznej władzy, jej aparatu oraz jej relacji ze społeczeństwem. Życie pokazało, że monografii, zwłaszcza wartościowych, tak łatwo i szybko się nie tworzy, a bez etapu badań szczegółowych niektóre z nich w ogóle nie powstaną, zwłaszcza jeśli miałyby wnosić nową jakość do dotychczasowych ustaleń.

Gdy po upływie kilku lat przedstawiliśmy ten sam projekt prof. Januszowi Kurtyce – wówczas już prezesowi IPN – nie miał najmniejszych wątpliwości i w efekcie zyskaliśmy nie tylko jego zgodę, ale i błogosławieństwo dla jego realizacji. W konsekwencji dorobek wydawniczy IPN powiększył się o kilka istotnych opracowań. Tom otwierający nowy cykl został poprzedzony wstępem pióra naszego Prezesa. Obraz, jaki wyłonił się ze wspomnianych prac szczegółowych, dalece odbiegał od opisu stworzonego w dokumentacji władz komunistycznych szczebla centralnego (w każdym ze wspomnianych powiatów zbrojny opór przeciw dyktaturze PPR/PZPR cieszył się szerokim poparciem społecznym i trwał do lat pięćdziesiątych, a władze komunistyczne stosowały metody niezgodne nawet ze stworzonym przez siebie „systemem prawnym”: np. szwadrony śmierci PPR, lista strat społeczeństwa i podziemia w każdym przypadku sięgała kilkuset ofiar). Dodajmy, że publikacje te spotkały się z żywym oddźwiękiem ze strony lokalnych społeczności, których dotyczyły. Nie wątpimy, że rację miał Janusz Kurtyka, uważając, iż jednak należy badać także to, co dla niektórych luminarzy historii jest tylko zbędnym i niewartym schylenia się nad aktami „mikrokosmosem”.

Na życzliwość i wsparcie prof. Janusza Kurtyki mogliśmy liczyć też zawsze, gdy podejmowaliśmy działania społeczne związane z przywracaniem dobrej pamięci należnej Żołnierzom Wyklętym. Mam tu na myśli zwłaszcza współpracę z Fundacją „Pamiętamy”, kierowaną przez mec. Grzegorza Wąsowskiego, upamiętniającą bohaterów polskiego powstania antykomunistycznego. Zespół Oddziału IPN w Warszawie, w składzie Kazimierz Krajewski i dr Tomasz Łabuszewski, miał swój udział we wzniesieniu przez Fundację „Pamiętamy” dwudziestu upamiętnień lub mogił Żołnierzy Wyklętych (m.in. w Zakopanem, Lublinie, Siedlcach, Sokołowie Podlaskim, we Włodawie, w Wysokiem Mazowieckiem, Ostrołęce, Wyszkowie, Jabłonnie, Mielniku, Borychowie, Sterdyni, Czajach, Narewce, Kiełpińcu, Osmoli). Nie byliśmy jedynymi pracownikami IPN, którzy zaangażowali się w działania na rzecz przywracania prawdy o Żołnierzach Wyklętych, podejmowane przez tę Fundację. Można tu wymienić także dr. Piotra Niwińskiego z Gdańska i dr. Macieja Korkucia z Krakowa. A także historyków spoza IPN – dr. Krzysztofa Kacprzaka z Ciechanowa, dr. Jacka Odziemczyka z Sokołowa i Grzegorza Makusa z Włodawy.

W przypadku każdego ze wspomnianych pomników w grę wchodziła przede wszystkim pomoc merytoryczna, tj. przygotowanie treści napisów memoratywnych, list poległych umieszczanych na pomnikach, tekstów apelu poległych, dokonanie i zaprezentowanie uzasadnień potrzeby wzniesienia takich upamiętnień i przygotowanie stosownych wydawnictw okolicznościowych. Ponadto podczas uroczystości odsłaniania i poświęcenia wspomnianych pomników, niemal w każdym przypadku przedstawiciel Oddziału IPN w Warszawie, z reguły jeden z nas, za zgodą władz duchownych wygłaszał w kościele referat wyjaśniający mieszkańcom, kto i dlaczego jest upamiętniany. Uroczystości zawsze miały charakter religijny i patriotyczny (oprawa wojskowa, apel poległych, udział przedstawicieli władz państwowych). Wychodzący z kościoła otrzymywali gratisowe wydawnictwa przygotowane przez historyków IPN i publikowane przez Fundację. Myślę, że trudno było o lepszą popularyzację zarówno oczernianych przez lata bohaterów, jak też pracy naszego Instytutu. Prezes Instytutu, prof. Janusz Kurtyka, wysoko oceniał wypracowany przez Fundację „Pamiętamy” model działania i uważał go za wręcz wzorcowy. Dodajmy – sprawa przywracania należnej czci Żołnierzom Wyklętym łączyła wielu przedstawicieli życia publicznego związanych z nurtem tradycjonalistyczno- niepodległościowym. Dwukrotnie uroczystości pomnikowe Fundacji „Pamiętamy” – w Zakopanem i Ostrołęce – zaszczycił swą obecnością śp. Prezydent RP Lech Kaczyński, bywali na nich także śp. Krzysztof Putra, śp. Janusz Krupski, śp. Paweł Wypych, Mariusz Kamiński i Kazimierz Ujazdowski.

Ze wzniesieniem pomnika Józefa Kurasia „Ognia” w Zakopanem wiąże się charakterystyczne wspomnienie. W pewnym momencie do sprawy przygotowywania upamiętnienia próbował włączyć się pewien utytułowany historyk z Krakowa, jednak nie wnosząc nic konstruktywnego, a jedynie oprotestowując część napisu memoratywnego, którego jeden z elementów stanowił fragment listu „Ognia” do „Groźnego”, brzmiący: „[...] i niech szlag trafi , ale w górę serca”. Pan z Krakowa dowodził, że nie przystoi umieszczać tak pospolitych zwrotów na monumencie wzniesionym ku pamięci pokoleń... Oczywiście, mec. Wąsowski nie posłuchał tej „dobrej rady” i dziś na zakopiańskim pomniku widnieje także owa oprotestowana fraza. Historia ta wielce rozbawiła Janusza Kurtykę, pokazując, że potrafił z dystansem traktować utytułowane środowiska krakowskie, z którymi na ogół starał się liczyć. Pamiętamy, że jego uśmiech wywołało także inne zdarzenie, dziś już anegdotyczne. Mianowicie pewien proboszcz z Podlasia kategorycznie nie zgodził się na wystąpienie historyka IPN w swym kościele, związane z upamiętnianiem żołnierzy podziemia, poległych w 1950 r., stwierdzając, że „tu jeszcze nigdy żaden świecki nie przemawiał od ołtarza”. Następnego dnia, po otrzymaniu zalecenia od swego biskupa, człowieka światłego i jednocześnie prawdziwego męża stanu Kościoła i państwa, uzgadniał z mec. Wąsowskim szczegóły owego wystąpienia w wykonaniu historyka z IPN, którego miało nie być...

Wielu historyków naszego pokolenia, tj. ludzi, dla których PRL nie była krainą pięknej młodości i – wkrótce potem – pięknej kariery, zbrojny opór przeciw dyktaturze komunistów porównuje do naszych narodowych powstań XIX w., zwłaszcza do Powstania Styczniowego, posługując się nawet określeniem „polskie powstanie antykomunistyczne”. Profesor Janusz Kurtyka także skłaniał się ku takiej ocenie. W wywiadzie opublikowanym w marcowym numerze „Biuletynu Zarządu Głównego Światowego Związku Żołnierzy AK” porównał postać prezesa IV Zarządu Głównego Zrzeszenia WiN, Łukasza Cieplińskiego, do ostatniego dyktatora Powstania Styczniowego – Romualda Traugutta. Wymowa tego porównania pozostaje jednoznaczna. Podobnie jak jednoznaczna pozostaje wymowa liczb dotyczących walki Polaków o niepodległość w latach 1863–1864 oraz w latach 1945–1956. A także wymowa epilogu owych zmagań, prowadzonych w końcu już tylko przez garstkę najbardziej niezłomnych. Prezes IPN podzielał pogląd, że kto nie ma szacunku dla Żołnierzy Wyklętych, niech nie waży się oddawać czci bohaterom Powstania Styczniowego, zwłaszcza tym ostatnim, takim jak ks. Stanisław Brzózka i jego podkomendni.

Profesor Janusz Kurtyka gorąco zaangażował się w ideę proklamowania nowego polskiego święta państwowego – Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych, którego termin przypadać będzie 1 marca (jest to data śmierci członków ostatniego Zarządu Głównego Zrzeszenia WiN, zamordowanych przez komunistów w mokotowskiej katowni bezpieki). Prezydent RP Lech Kaczyński, korzystając ze swego konstytucyjnego uprawnienia do inicjatywy ustawodawczej, złożył na ręce marszałka Sejmu projekt ustawy o ustanowieniu nowego święta państwowego. Prezes IPN tak mówił o potrzebie ustanowienia tego święta: „[...] ma być [ono] wyrazem hołdu dla wszystkich żołnierzy drugiej konspiracji za świadectwo męstwa, niezłomnej postawy patriotycznej i przywiązania do tradycji niepodległościowych, za krew przelaną w obronie Ojczyzny. Święto to ma zarazem służyć upowszechnianiu, szczególnie wśród młodzieży, wiedzy o bohaterach, którzy nie pogodzili się z komunistycznym zniewoleniem Polski i z bronią w ręku walczyli o suwerenną i niepodległą Rzeczpospolitą. Ten Dzień to także wyraz czci dla licznych społeczności lokalnych, dla których patriotyzm i stała gotowość ofiar na rzecz idei niepodległościowej pozwoliły na kontynuację oporu przez długie lata”.

Dzień Żołnierzy Wyklętych będzie świętem państwowym, w które wpisana została także pamięć o jego inicjatorze, śp. Januszu Kurtyce, nie tylko prezesie IPN, ale także prezesie Stowarzyszenia Społeczno-Kombatanckiego „Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość”.
 

Powrót
Drukuj
Generuj plik PDF
Poleć stronę znajomemu
Adres do korespondencji
Instytut Pamięci Narodowej, ul. Towarowa 28, 00-839 Warszawa
©2000-2012 Instytut Pamięci Narodowej. Wszelkie prawa zastrzeżone.