Janusz był człowiekiem bezkompromisowym i służył państwu. Jeśli podejmował decyzje, które wzbudzały medialny hałas, nie czynił tego w interesie własnym ani – jak wielokrotnie Mu zarzucano – na polityczne zlecenie, lecz dlatego, że wierzył, iż służą Polsce. Był człowiekiem ambitnym, jednak Jego ambicje zawsze podporządkowane były wyższym celom. Był Strażnikiem Pamięci, swą aktywność naukową, a później także administracyjno- kierowniczą postrzegał jako misję odkłamywania dziejów Polski. Nie potrafił w tej sferze iść na ustępstwa, nie był zdolny do „zamiatania pod dywan”, nie umiał pogodzić się z tym, że można z politycznych przyczyn przeczyć faktom historycznym. Jednocześnie uważał, że po to powołano Instytut Pamięci Narodowej, by prawda została opisana. To historyczna prawda była dla Niego najważniejsza, dlatego część mediów, polityków, środowisk twórczych nie potrafiła znieść myśli, że to On kieruje Instytutem. Z Nim nie można było niczego „załatwić”, niczego „ugrać”, nie można było Go kupić, zastraszyć, wykorzystać w politycznych kampaniach.
Wzbudzał wściekłość zwłaszcza tych, którzy nie znaleźli w sobie siły do niezłomności, którzy w latach próby poszli na ustępstwa i granice tych ustępstw bezustannie przesuwali. Prosty psychologiczny mechanizm przeniesienia sprawiał, że za swe słabości obwiniali nie siebie, ale tego, który symbolizował ich przypomnienie. Przecież mieliśmy „wybrać przyszłość”, przecież mieliśmy nie mówić o zaangażowaniu w totalitarny reżim, przecież „wszyscy byliśmy umoczeni”… Janusz przypominał, że jednak nie wszyscy, twierdził też, że nie można wybrać przyszłości bez znajomości przeszłości. Tym, którzy pragnęli, by o ich „błędach z przeszłości” zapomnieć, odpowiadał, że każdy ponosi odpowiedzialność za swe czyny i te dobre, i te gorsze, a zadaniem badacza jest opis wydarzeń, a nie kreowanie alternatywnej wersji historii. Dla niektórych środowisk stał się uosobieniem całej instytucji, historyków i archiwistów drobiazgowo odtwarzających prawdę o przeszłości, prawdę, o której wielu wolałoby zapomnieć.
Dzisiaj, po kilku latach medialnych kłamstw, największe stacje telewizyjne pokazują prawdziwy obraz Prezydenckiej Pary. Redakcje gazet, stacje telewizyjne, rozgłośnie radiowe mówią nam zatem wprost: przez ostatnie lata okłamywaliśmy was, celowo budowaliśmy negatywny wizerunek Prezydenta. W podobny sposób postąpiono z Januszem, nie szczędząc Mu – zwłaszcza w ostatnich miesiącach – żadnych epitetów. Spadające na Niego kłamstwa przyjmował ze spokojem, często powtarzał, że jeśli chce się osiągnąć cel, „trzeba być silnym, nie można okazywać słabości”. On cel osiągnął, dorobek Instytutu z czasów Jego kadencji jest olbrzymi. Gdy opadną emocje, gdy przebrzmią powtarzane o Nim kłamstwa, pozostaną setki książek, tysiące artykułów, dziesiątki wkładek do prasy… Prawdy o najnowszych dziejach, także boleśnie dotykającej dzisiejszych celebrytów życia politycznego, medialnego, artystycznego, nie da się już zakrzyczeć; kto będzie chciał, będzie mógł ją poznać. Janusz wierzył, że będzie chciało jej dotknąć coraz więcej ludzi.