Sobota, 11 lutego 2012, data aktualizacji serwisu: 11.02.2012
Szukaj w serwisie

Wspomnienia

Andrzej Arseniuk, IPN

Brakuje mi Jego telefonów

Ostatni raz rozmawiałem z Prezesem w piątek wieczorem, a więc dzień przed katastrofą. Rozmowa dotyczyła głosowania nad ustawą w Senacie oraz tego, że zdecydował – mimo zaplanowanego na wtorek posiedzenia Kolegium – zostać w Krakowie na obchodach katyńskich. Rozmowa, jakich przeprowadziliśmy pewnie tysiące, bo Prezes dzwonił bardzo często, w dodatku o różnych porach, żeby zapytać „co w mediach?” albo dlatego że przypomniała Mu się jakaś sprawa, jakieś pismo… Ostatnio zaś najczęściej po to, by dopytać, czy książki wydane przez IPN na pewno trafiły do redakcji oraz polityków – bardzo Mu zależało na tym, żeby wszyscy zdawali sobie sprawę z pracy wykonanej w IPN. Zawsze powtarzał, że te książki pozostaną dla przyszłości, a sprawne archiwum będzie służyło nauce.

Ostatni czas to jednak była przede wszystkim walka o ustawę. Prezes zdawał sobie sprawę, że „zepsuje” ona Instytut, niezależnie od tego, kto będzie nim kierował. Mimo to był zdania, że trzeba pracować do końca, przypominał, że jest jeszcze wiele do zrobienia, że rocznica Katynia, że rocznica „Solidarności”… On po prostu myślał państwowo i zarażał tym myśleniem. Był urzędnikiem Państwa Polskiego. W ostatnim wywiadzie pytany, czy nie war- to jednak uderzyć mocniej i porwać tłumy, odpowiedział: „Jestem szefem instytucji Państwa Polskiego, a nie przywódcą ruchu politycznego. IPN przez 10 lat istnienia robił wszystko, co do niego należało. Obawiam się, że jako jedna z niewielu instytucji okazał się udanym przedsięwzięciem organizacyjnym, realizującym dobrze to, do czego został stworzony”.

Wielu pyta, jak znosił podłe i bezpodstawne ataki mediów. Choć nie dawał poznać tego po sobie, na pewno przynajmniej część z nich mocno przeżywał. Na niektóre chciał reagować od razu stosownymi oświadczeniami, dawał się jednak przekonać, że może tym razem nie warto. Kiedy indziej, zachęcany do reakcji, odpowiadał: „My jesteśmy takim lwem, który tylko od czasu do czasu musi ruszyć ogonem, żeby zmieść to wszystko”. Trzeba jednak podkreślić, że Prezes nigdy nie bał się krytyki, jeśli była ona merytoryczna. Chciał dyskutować i odważnie mówił o swoich poglądach. W Jego wypowiedziach, także tych dla prasy, nie istniało coś, co nazywa się „poprawnością polityczną”. Sam nigdy nie zabiegał o obecność w mediach, a wywiady, których rzadko udzielał, traktował bardzo poważnie, niejednokrotnie, ku przerażeniu dziennikarzy, przeciągając ich autoryzację do ostatniej chwili.

Dzięki prof. Januszowi Kurtyce IPN nie tylko ruszył z miejsca, ale też stał się jedną z istotniejszych instytucji polskiego życia publicznego. Chciał przywracać i przywracał Polakom pamięć o ich najnowszej historii, choć wiele Go to kosztowało… Miał szerokie horyzonty myślenia o polskich sprawach, był prawdziwym Patriotą. Nie był jednak postacią posągową, można było z Nim porozmawiać i pożartować…

Był szczęśliwy, że będzie mógł w tak zacnym gronie uczestniczyć w uroczystościach siedemdziesiątej rocznicy Zbrodni Katyńskiej i będzie mógł komentować te zdarzenia jako historyk.

Miałem wielkie szczęście i zaszczyt współpracować z Nim od końca 2005 r. do 10 kwietnia 2010 r. Na koniec rozmów telefonicznych zawsze mówił: „No dobra, to zdzwonimy się jeszcze”. Tak też zakończył rozmowę w piątek, na dzień przed katastrofą. Bardzo brakuje mi Jego telefonów…
 

Powrót
Drukuj
Generuj plik PDF
Poleć stronę znajomemu
Adres do korespondencji
Instytut Pamięci Narodowej, ul. Towarowa 28, 00-839 Warszawa
©2000-2012 Instytut Pamięci Narodowej. Wszelkie prawa zastrzeżone.