Janusz Kurtyka posiadał fantastyczną umiejętność postrzegania IPN jako instytucji obdarzonej jedną misją – poszukiwaniem, odkrywaniem i ujawnianiem prawdy o naszej polskiej przeszłości. Temu celowi musiały podporządkować swoją działalność wszystkie piony IPN. Tę misję Prezes traktował niezwykle serio i w jej realizacji potrafił być bezkompromisowy, czego dowodem może być chociażby opublikowanie przez IPN słynnej już książki Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka SB a Lech Wałęsa – przyczynek do biografii, mimo zapowiedzi osób z najwyższych kręgów władzy, że IPN słono za tę publikację zapłaci. Z tego typu „obietnicami” Janusz Kurtyka miał do czynienia wielokrotnie. Takiego też podejścia do zleconych zadań wymagał od prokuratorów i pracowników Biura Lustracyjnego. Chociaż nie był prawnikiem, lecz historykiem, bardzo interesował się sprawami prowadzonymi w Biurze Lustracyjnym, zawsze mogliśmy liczyć na Jego wsparcie w sprawach dotyczących pilnych kwerend w archiwach. Był też mocno zaangażowany w pozaprokuratorską działalność pionu lustracyjnego, myślę tu o katalogach osób rozpracowywanych, peerelowskiej nomenklatury i funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa państwa.
Dlaczego tak kochał Instytut i to, czym się on zajmował? Nigdy o tym z nami nie rozmawiał, ale niemal od początku naszej znajomości wyczuwałem w Nim żarliwego patriotę, dumnego z tego, że jest Polakiem, i chcącego tą dumą i miłością do Ojczyzny zarazić innych. Swój patriotyzm Janusz rozumiał nie jako bezkrytyczny nacjonalizm, który nie pozwala badać i mówić o czarnych plamach w naszej historii, ale też daleki był od tak modnej w niektórych kręgach postawy, aby „polskość”, narodową tradycję i naszą przeszłość postrzegać jako coś, co przeszkadza nam w osiągnięciu europejskości, nowoczesności, coś, czego powinniśmy się wstydzić.
Janusz Kurtyka pojmował IPN też jako instytucję, która oprócz krzewienia patriotyzmu i propagowania wiedzy o polskiej przeszłości, ma za zadanie udział w budowaniu nowoczesnego, sprawiedliwego państwa. Działalność lustracyjna i działalność pionu śledczego IPN były dla Janusza środkami służącymi do realizacji tego celu. W naszych prywatnych rozmowach wielokrotnie ubolewał nad marnością polskiego wymiaru sprawiedliwości; nad tym, że przez swoje orzeczenia niektóre sądy stworzyły w naszym kraju sytuację, w której totalitarny reżim nie został zdyskredytowany, kolaboracja z nim nie została jednoznacznie potępiona, a przez to zagrożone, a wręcz naruszone zostały fundamenty naszego państwa. Bardzo przeżywał to, że w wyniku szkodliwych orzeczeń niektórych sądów upowszechnia się przekonanie, iż naiwni są ci, którzy w komunistycznym państwie zachowywali się przyzwoicie, zaś roztropnością oraz inteligencją wykazali się ich prześladowcy, którzy nie tylko, że nie ponieśli za swoje uprzednie podłości żadnych konsekwencji, to dziś pełnymi garściami czerpią z dobrodziejstw demokracji.
Pisząc o Januszu Kurtyce, nie sposób nie wspomnieć tego, że był znakomitym mediewistą, nowożytnikiem i znawcą historii najnowszej. Renesansowej wręcz wszechstronności Jego zainteresowań towarzyszyła prawdziwie humanistyczna pasja poznawcza. Był przy tym rzadkim przypadkiem naukowca, który potrafił łączyć rozległą wiedzę historyczną z talentami menedżerskimi. Wyróżniał się wyjątkową umiejętnością trafnego defi niowania istoty problemów, którymi się zajmował, i syntetycznego ujmowania zagadnień, które prezentowali Mu współpracownicy i podwładni. Był bez wątpienia mistrzem rekapitulacji i intelektualnego dyscyplinowania rozmówców. Budził przez to respekt i szacunek. Z żelazną konsekwencją i pełną determinacją wypełniał zobowiązania i realizował podjęte decyzje. W dążeniu do prawdy historycznej odrzucał „polityczną poprawność” i jakiekolwiek względy taktyczne. Prawda i jej ujawnianie miały dla Niego wartość nadrzędną. Był człowiekiem niezwykłym i zbudował niezwykłą instytucję, jaką stał się pod Jego zarządem IPN, który łącząc w sobie funkcje archiwalne, naukowo-badawcze, edukacyjne i popularyzatorskie, a wreszcie prokuratorskie, wyrobił sobie markę instytucji rzetelnej, uznanej i szanowanej, a zarazem niezależnej, nieulegającej ośrodkom władzy i niedążącej do podobania się wszystkim za każdą cenę. Było to przyczyną wielu ataków na Janusza ze strony niektórych polityków, mediów i środowisk.
Janusz Kurtyka zginął 10 kwietnia 2010 r., pielgrzymując do Katynia. Tam po raz kolejny chciał dać świadectwo prawdzie o tej bezprzykładnej zbrodni ludobójstwa. Jako puentę tego wspomnienia przywołam fragment tak drogiego naszemu pokoleniu i tak, niestety, wciąż aktualnego Przesłania Pana Cogito Zbigniewa Herberta: „[…] ocalałeś nie po to, aby żyć/ masz mało czasu trzeba dać świadectwo prawdzie […]/ niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda/ dla szpiclów katów tchórzy – oni wygrają/ pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę/ a kornik napisze twój uładzony życiorys”.
Życie Janusza było jak to przesłanie. Pokażmy innym, że byliśmy godni takiego Prezesa.