Czwartek, 24 maja 2012, data aktualizacji serwisu: 24.05.2012
Szukaj w serwisie

Publikacje internetowe OBEP

Obraz Rosjan i ZSRR w Dziennikach politycznych Mieczysława F. Rakowskiego

Sławomir Stępień



Dzienniki Rakowskiego stanowią przede wszystkim doskonały materiał pozwalający w sposób pogłębiony spojrzeć na mechanizmy funkcjonowania systemu władzy w PRL, ale także całego bloku państw, które po II wojnie światowej znalazły się w strefie dominacji Związku Radzieckiego. Zawierają także sporo informacji, których próżno by szukać w dokumentach czy też w cenzurowanej prasie, dotyczących np. stosunków towarzyskich panujących wśród członków partii. Zdecydowanie jednak najcenniejsze są jako źródło do badania mentalności kolejnych ekip rządzących PRL oraz aparatu partyjnego i państwowego. Istotne jest też, że tych wszystkich obserwacji, autor nie czynił bynajmniej w oderwaniu od problemów współczesnego świata.

Rakowskiego od początku interesował świat współczesny. Stąd kwestią, która w Dziennikach pełni bardzo istotne znaczenie, jest problematyka międzynarodowa oraz związane z nią sprawy systemowe i ideologiczne, i to nie tylko te dotyczące szeroko rozumianego obozu komunistycznego, ale w ogóle powojennego świata. Najbliższe mu jednak były sprawy Związku Radzieckiego i państw „wspólnoty socjalistycznej” – co może być zrozumiałe – oraz Niemiec zachodnich (o wschodnich pomimo, że pisał dużo nie miał najlepszego zdania). Na takim też tle – przemian dokonujących się w Europie, widział sytuację Polski Ludowej i wynikających stąd dla niej zależności i uwarunkowań.

Państwem, wobec którego wykazał szczególne zainteresowanie – oczywiście oprócz PRL – był Związek Radziecki. Trwający tam od 1953 r., a także w państwach bloku, proces destalinizacji, zyskał – jak wiadomo – po XX Zjeździe KPZR (luty 1956 r.) i tajnym referacie Nikity Chruszczowa O kulcie jednostki i jego następstwach, znaczne przyspieszenie. Oprócz krytyki rządów Józefa Stalina i konieczności odbudowy socjalistycznej praworządności, spowodował także rozkwit kultury, a dzieła byłych „wrogów ludu” zostały udostępnione społeczeństwu. Jednym z wydarzeń, które przyhamowało odradzające się życie artystyczne w Związku Radzieckim, była wizyta Chruszczowa na moskiewskiej wystawie nowoczesnej sztuki radzieckiej, 1 XII 1962 r.[1]. Na jej temat możemy przeczytać wiele ciekawych informacji w Dziennikach Rakowskiego[2], które jednakowoż pozwalają lepiej zrozumieć istotę procesów „odwilżowych”, ich powierzchowność i krótkotrwałość.

Cała „afera” wokół wspomnianej wystawy, pozwoliła Rakowskiemu na sformułowanie kilku ważnych – jak można sądzić – opinii, na temat sytuacji politycznej i społecznej w ZSRR, w kilka lat po XX Zjeździe. Nie bez słuszności konstatował, że wszczęta przez Chruszczowa walka ze stalinizmem wyzwoliła różnego rodzaju siły, których łagodną perswazją nie da się stłumić, co w konsekwencji może spowodować powrót do bardziej brutalnych metod. Pozbawiając się mitów – pisał – którymi stalinizm opasał społeczeństwo, stracił jednak coś, co dla Rosji było zawsze niesłychanie ważne, a mianowicie – strach ludzi przed władzą. Teraz już się nie boją. W związku z tym na powierzchni życia ujawniają się te postawy i tendencje, które kiedyś były tłumione, względnie z którymi krwawo się rozprawiono. Widać to w każdej dziedzinie, również w sztuce”[3]. Jak wiadomo, z czasem wyczerpał się potencjał reformatorski Chruszczowa, a postępujący proces restalinizacji i rozpętana przez władze nagonka na artystów, w pełni potwierdziły obawy Rakowskiego.

Wiele interesujących przemyśleń można także znaleźć o kolejnych przywódcach Związku Radzieckiego, w tym przede wszystkim o wspomnianym już Nikicie Chruszczowie – jego miejscu i roli jaką odegrał w historii ZSRR i Europy Środkowo-Wschodniej. Dobrym pretekstem do tego typu rozważań, okazała się jego „dymisja” w październiku 1964 r.[4]. Rakowski już dwa dni po plenum KC KPZR z 14 października, na którym podjęto decyzję o usunięciu Chruszczowa ze wszystkich zajmowanych stanowisk, zanotował: Polityczna Warszawa gubi się w domysłach. Wszyscy są zgodni, że Chruszczow nie ustąpił dobrowolnie, lecz został do tego kroku zmuszony. Sposób załatwienia sugeruje zamach stanu[5]. Było to spostrzeżenie nad wyraz celne, pokazujące, że Rakowski nie miał złudzeń co do zmian „na lepsze” jeśli chodzi o sposób przekazywania władzy w systemie komunistycznym. Jak wiemy koncepcja „kolektywnego przywództwa”, którą Breżniew chciał się odciąć od rządów swego poprzednika, wkrótce upodobniła się stylem rządzenia do „autokratycznego dyrektora internatu”[6]. Dzień później zaś, tak pisał o tym „kiepsko wyreżyserowanym przedstawieniu”: To, co obecnie zademonstrowano nam w Moskwie, jest kolejnym naigrywaniem się z nauk Marksa i Lenina. Zaprezentowano światu spisek pałacowy, który nazwano wiernością dla leninowskich zasad, rzucono w oczy piaskiem, który nazywa się jednomyślność, i wreszcie nie zdobyto się na ujawnienie prawdy. Za przyczynę przewrotu uznano starość, po czym pospiesznie spreparowano dokument, w którym zza każdego wiersza wyziera ponura gęba aparatczyka [...][7].

Próbując dokonać bilansu rządów Chruszczowa, Rakowski podkreślał, że wraz z jego odejściem, skończyła się w świecie epoka Kennedy’ego-Chruszczowa, której głównym wyznacznikiem było dążenie „obydwu mężów stanu” do utrzymania pokoju. To przekonanie z kolei – jego zdaniem – miało stępić ostrość walk ideologicznych, a podstawą działalności obu przywódców stał się pragmatyzm[8]. Już jednak następca Nikity Siergiejewicza, proklamując po inwazji na Czechosłowację w 1968 r. doktrynę mówiącą o ograniczonej suwerenności krajów socjalistycznych (doktryna Breżniewa), skutecznie ten rozdział historii zamknął.

Podkreślając znaczenie epoki „odwilży” w Związku Radzieckim, która skończyła się definitywnie wraz z odejściem Chruszczowa, nakreślił przy tym autor Dzienników interesujący portret I sekretarza KPZR. Istotny o tyle, że widziany oczami komunisty, choć dodać należy – coraz bardziej krytycznego. Z natury swej ufny, wierzący bezgranicznie w biblię komunizmu, z łatwością żonglował po rozległych terenach obiecanek, które – jak wiadomo – bardzo łatwo składać, ale o wiele trudniej je spełnić. Prawie nic z tego, co zapowiadał na XXII Zjeździe, jeśli chodzi o poprawę stopy życiowej ludności, nie zostało osiągnięte. Bilans jego dziesięcioletnich rządów w takich sprawach jak uspokojenie ludzkości, zmniejszenie strachu przed wojną atomową, zaniechanie krwawych rozpraw z przeciwnikami (z wyłączeniem Berii), uczłowieczenie stosunków wewnętrznych, jest bez wątpienia pozytywny, ale co się tyczy odczuć różnych odłamów społeczeństwa radzieckiego, to rzecz przedstawia się już inaczej. Mocno akcentował, [...] że ten destalinizator na pewno nie miał żadnych poważniejszych kwalifikacji do odegrania roli odnowiciela komunizmu radzieckiego. W takie cechy natura go nie wyposażyła. Pozostawiła tę sprawę innemu przywódcy, który dopiero nadejdzie[9]. Dopowiedzmy od razu, że kolejni sekretarze generalni KPZR (w 1966 r. Breżniew wprowadził ten tytuł) też nie spełniali oczekiwań autora, aż do momentu kiedy władzę przejął w 1985 r. Michaił Gorbaczow[10].

Rakowski jako redaktor naczelny „Polityki” miał możliwość i korzystał z niej, odbycia wielu wyjazdów zagranicznych, biorąc udział w licznych spotkaniach, seminariach, konferencjach – jako aktywny i wnikliwy obserwator lub zwykły uczestnik. Stąd wiele miejsca w Dziennikach zajmują relacje z takich służbowych podróży. Zawierają one wiele ciekawych spostrzeżeń, które mogą wzbogacić naszą wiedzę, np. o poznanie rzeczywistych stosunków jakie panowały między władzą i społeczeństwami państw „wspólnoty socjalistycznej”, porównania standardów życia (jeśli można w tym wypadku mówić o jakichkolwiek standardach) i jak na tym polu prezentowała się Polska Ludowa, czy wreszcie jak wyglądało w państwach bloku życie polityczne i kulturalne.

W październiku 1958 r., a więc zaledwie pięć miesięcy po tym jak otrzymał nominację na redaktora naczelnego „Polityki”, wszedł w skład delegacji (m.in. Gomułka, Cyrankiewicz, Gierek, Walery Namiotkiewicz), która na zaproszenie KC KPZR, Prezydium Rady Najwyższej i Rady Ministrów, odbyła podróż po republikach Związku Radzieckiego, zatrzymując się m.in. w Moskwie, Tbilisi, Kijowie, Mińsku i Leningradzie. Kiedy 11 listopada przedstawiciele polskich władz partyjnych mieli wracać do kraju, Rakowski udał się w dalszą drogę, odwiedzając m.in. Nowosybirsk i Irkuck. Wrażenia z tej ponad miesięcznej „wyprawy”, nie mogły budzić niestety jego entuzjazmu. Raził go brud, smród, tłok, braki wszędzie i wszystkiego oraz wyczuwalne napięcie tłumu. Tutaj na każdym kroku spotykam to, co można by nazwać zacofaniem cywilizacyjnym. Gdzie człowiek nie spojrzy, to niesamowity brud, niechlujstwo. [...] Ludzie śpią na ławkach, na podłodze, a zapach nie mytych i spoconych ciał przyprawia o mdłości. [...] A w ogóle to ludzie tutaj – w sklepach, na dworcach, w poczekalniach – nie są sobie przyjaźni, przychylni. Może ciężkie warunki, w jakich żyli przez dziesięciolecia, zabiły w nich te uczucia? Nie chciałbym ich skrzywdzić, bo jest to bohaterski naród, który przeszedł więcej niż jakikolwiek inny, ale nawet biorąc pod uwagę wszystkie zaszłości historyczne, okoliczności, i Bóg wie co jeszcze, przodującemu krajowi socjalizmu sporo brakuje, by mógł świecić przykładem. To jeszcze głęboka prowincja[11].

Rakowski nie polubił Rosji, ale Rosja jego też nie polubiła. Wielokrotnie później, kiedy odwiedzał Związek Radziecki, dawano mu do zrozumienia, że nie jest tu mile widzianym gościem. Postrzegany był bowiem bardziej jako człowiek Zachodu (pytanie, czy nie chciał, aby tak go odbierano?), kosmopolita o skłonnościach socjaldemokratycznych, pragmatyk i technokrata[12], niż „swojak” i prawdziwy, „szczery” komunista. Warto jednak pamiętać, że nie tylko on wśród ludzi aparatu nie pałał miłością do „Wielkiego Brata”. Decydowała o tym swego rodzaju podwójna zależność: narodowa, a także osobista, powodująca, że musiano się liczyć ze zdaniem radzieckich przełożonych.

Sytuacja ta bardzo długo nie ulegała zmianie, skoro jeszcze w 1970 r. Rakowski zanotował: Zostałem zaproszony do ambasady radzieckiej na przyjęcie z okazji kolejnej rocznicy rewolucji październikowej. Coś się widocznie komuś pokręciło. Towarzysze radzieccy nie przepadają za mną. I słusznie. Nie jestem wielkim entuzjastą metod, które ci panowie stosują[13].

Wcześniej jednak, w listopadzie 1959 r. biorąc udział w zorganizowanym w Moskwie zjeździe dziennikarzy radzieckich, na którym poznał m.in. Aleksieja Adżubeja, redaktora naczelnego „Izwiestii”, a prywatnie zięcia Chruszczowa, poczynił następującą uwagę: Nie chciałbym żyć w ojczyźnie zwycięskiego proletariatu. Wszystko tu jakieś szare, siermiężne. Gdzie im tam do Ameryki[14]. Niedługo potem mógł na własne oczy przekonać się, który z ustrojów będzie miał większe szanse w przyszłości. Od sierpnia do grudnia 1962 r. bowiem, przebywał w Stanach Zjednoczonych.



[Powyższy tekst stanowi fragment artykułu: Dziennik jako źródło do badania PRL (na przykładzie „Dzienników politycznych” Mieczysława F. Rakowskiego), „Polska 1944/45-1989. Studia i materiały 6”, Warszawa 2003.]





--------------------------------------------------------------------------------

* Dotychczas ukazało się sześć z przewidzianych dziesięciu tomów Dzienników politycznych Mieczysława F. Rakowskiego, kolejno: T. I 1958-1962, Warszawa 1999; T. II 1963-1966, Warszawa 1999; T. III 1967-1968, Warszawa 1999; T. IV 1969-1971, Warszawa 2001; T. V 1972-1975, Warszawa 2002; T. VI 1976-1978, Warszawa 2002.

[1] M. Smoleń, Stracone dekady. Historia ZSRR 1917-1991, Warszawa-Kraków 1994, s. 252-253.

[2] M. F. Rakowski, Dzienniki T. I, s. 505-507; Dzienniki T. II, s. 9-14, 16. Wystawa poświęcona trzydziestoleciu moskiewskiego oddziału Związku Artystów Plastyków, czynna była już od miesiąca i nie wywołała większego zainteresowania. Dopiero dzień przed planowaną wizytą Chruszczowa grupa „nieoficjalnych” malarzy (m.in. Ernst Nieizwiestny i Borys Żutowski) dostała propozycję wystawienia swych prac. Nazajutrz, kiedy organizatorzy skłonili przywódcę „supermocarstwa” do obejrzenia ekspozycji „sztuki abstrakcyjnej”, ten wpadł w szał i zaczął wykrzykiwać: „piedierasty, zboczeńcy, mętne imitacje zdegenerowanej sztuki zgniłego Zachodu”. Następnego dnia wystawę zamknięto. (W Dziennikach znajdziemy także omówienie kampanii prasowej, którą rozpętano przeciw artystom, a w której udział wzięła również „Polityka”, przedrukowywując z „Prawdy” – na polecenie Ryszarda Strzeleckiego – „haniebne przemówienie” Leonida Iljiczowa o abstrakcyjnej mazaninie i patologicznych wykrętasach). Opisana „impreza”, której scenariusz zakładał pokazanie Chruszczowowi twórczości przez niego znienawidzonej, miała charakter prowokacji i została przygotowana – jak sugeruje Józef Smaga – przez zachowawcze otoczenie I sekretarza. Podsumowując to wydarzenie, Rakowski sformułował opinię (skądinąd słuszną), że destalinizację w ZSRR przeprowadzali stalinowcy (Dzienniki T. II, s 14). Por. J. Smaga, Rosja w 20 stuleciu, Kraków 2001, s. 187.

[3] M. F. Rakowski, Dzienniki T. I, s. 505-507.

[4] Odpoczywający nad Morzem Czarnym Chruszczow, 13 X 1964 r. został telefonicznie wezwany do Moskwy. Na czele grupy przygotowującej spisek stali sekretarz KC KPZR Michaił Susłow i były szef KGB Aleksander Szelepin. Decydujące jednak znaczenie miało przystąpienie do spiskujących, drugiego sekretarza KC Leonida Breżniewa i ministra spraw zagranicznych Andrieja Gromyki. (Obecność w tej grupie związanego z KGB Władimira Semiczastnego sugerowałaby, iż główną siłą, która obaliła Chruszczowa mogły być służby specjalne). Jeszcze tego samego dnia, na posiedzeniu Prezydium KC, po przedstawieniu mu listy zarzutów, w tym stworzenie własnego „kultu jednostki”, osamotniony Chruszczow wyraził zgodę na odejście „ze względu na podeszły wiek i zły stan zdrowia”. M. Smoleń, op. cit., s. 270-272.

[5] M. F. Rakowski, Dzienniki T. II, s. 213.

[6] M. Smoleń, op. cit., s. 275.

[7] M. F. Rakowski, Dzienniki T. II, s. 218. Pisząc o prawdzie mógł mieć Rakowski na myśli np. oficjalny komentarz jaki znalazł się nomen omen w „Prawdzie” z 17 X 1964 r., w którym czytamy: Partia leninowska, będąc wrogiem subiektywizmu i zmierzając do zbudowania komunizmu, nie może pozwolić na tworzenie niespójnych wewnętrznie programów zawierających niedojrzałe wnioski i opartych o pospieszne decyzje i działania, nie uwzględniające istniejących warunków i okoliczności. I dalej w tym tonie. M. Smoleń, op. cit., s. 272.

[8] M. F. Rakowski, Dzienniki T. II, s. 213-214.

[9] Ibidem, s. 216-217. Warto wspomnieć, że w kilka lat po ustąpieniu, Chruszczow nagrał swoje wspomnienia i w tajemnicy wysłał je do USA, gdzie zostały przetłumaczone i wydane w 1970 r. (wyd. pol. Fragmenty wspomnień, Wydawnictwo „Krąg”, Warszawa 1984).

[10] M. F. Rakowski, Gorbaczow – pierwszy i ostatni, Warszawa 1992.

[11] Ibidem, s. 59-60.

[12] J. Urban, Jaja kobyły. Spowiedź..., s. 117.

[13] M. F. Rakowski, Dzienniki T. IV, s. 260.

[14] M. F. Rakowski, Dzienniki T. I, s. 153.

Powrót
Drukuj
Generuj plik PDF
Poleć stronę znajomemu
Adres do korespondencji
Instytut Pamięci Narodowej, ul. Towarowa 28, 00-839 Warszawa
©2000-2012 Instytut Pamięci Narodowej. Wszelkie prawa zastrzeżone.