Czwartek, 24 maja 2012, data aktualizacji serwisu: 24.05.2012
Szukaj w serwisie

Publikacje internetowe OBEP

Zapomniany epizod z dziejów Zrzeszenia WiN na Podlasiu

Kazimierz Krajewski



Wywodzące się z AK struktury podziemia niepodległościowego na terenie dawnego Podokręgu „Wschód” Obszaru Warszawskiego AK uległy znacznej dezorganizacji jeszcze w 1945 r. Na przełomie 1945 i 1946 roku, w momencie wchłaniania przez nowopowstałe Zrzeszenie WiN pozostałości AK ujętych w „okresie przejściowym” w ramy Delegatury Sił Zbrojnych, były poważnie osłabione aresztowaniami wiążącymi się z dekonspiracją spowodowaną akcją „Burza”, a następnie pierwszą amnestią z września 1945 r. Resort bezpieczeństwa podejmował dalsze kroki, mające pogłębiać ich rozpad, a jednocześnie doprowadzić do rozpracowania kadry. Jednym ze środków prowadzących do tego celu było ogłaszanie przez UBP i powiatowe władze administracyjne „lokalnych amnestii”. Do dowódcy jednego z najbardziej znanych oddziałów partyzanckich, por. Władysława Łukasiuka „Młota” z taką propozycja zwrócił się w grudniu 1945 r. starosta siedlecki. Z kolei w powiecie Sokołów Podlaski podobne rokowania z podziemiem usiłował podjąć miejscowy szef PUBP. Wiadomo, że za Bugiem, w powiecie Bielsk Podlaski, apel z gwarancją „amnestii” dla żołnierzy podziemia niepodległościowego ogłosił starosta Walczak. Można dziś oceniać, że władze administracyjne średniego szczebla nie miały żadnego umocowania prawnego do takich działań i rzeczywistym decydentem był tu resort bezpieczeństwa – i to zapewne szczebla wyższego niż wojewódzki, cóż dopiero mówić o kierownikach PUBP

Na terenie powiatu sokołowskiego szef PUBP skłonił do podjęcia rokowań ujawnieniowych lokalnego dowódcę partyzanckiej grupy „poakowskiej” – Franciszka Pliszkę „Marynarza”. Pliszka w początkach stycznia 1946 r. obiecał przerwać działalność i ujawnić swój oddział, zdał też „resortowi” część zmagazynowanej broni. Do prowadzonych przez niego rozmów z PUBP (nadzorowanych przez delegata WUBP z Warszawy i rosyjskiego oficera – sowietnika PUBP) włączył się jednak kpt. Henryk Hebda „Korwin”, dowódca siedleckiego oddziału partyzanckiego krypt. „Pogoń”. Oficer ten odegrał poważną rolę w powstrzymywaniu poakowskich struktur podziemnych przed dalszym rozpadem i występując jako Komendant WiN na powiat Siedlce stworzył centrum dowódcze, obejmujące także sąsiednie powiaty (miński, węgrowski i częściowo sokołowski).

W efekcie włączenia się kpt. „Korwina” do rozmów z UBP proces ujawniania się podkomendnych „Marynarza” został chwilowo zawieszony, czy tez nawet przerwany. Rzeczywiste intencje władz „bezpieczeństwa” stały się widoczne już wkrótce. 19.2.1946 r. grupa operacyjna PUBP Sokołów Podlaski zaskoczyła oddział Franciszka Pliszki „Marynarza” i grupę Zdzisława Stokowskiego „Nurka” na kwaterach w kolonii Trzebień (gm. Kowiesy). Zaskoczeni partyzanci po krótkiej walce „poszli w rozsypkę”. W ręce funkcjonariuszy PUBP dostało się sporo jeńców. Władze, wbrew deklarowanej wcześniej postawie „otwartości” wobec akowców, błyskawicznie zorganizowały proces pokazowy. Już w tydzień później, 26.2.1946 r., odbył się w Sokołowie Podlaskim trwający zaledwie jeden dzień proces przeprowadzany w trybie doraźnym. Zapadło dziewięć wyroków śmierci, orzeczonych wobec: Zdzisława Stokowskiego, Tadeusza Zielińskiego, Klemensa Kalickiego, Romana Bielińskiego, Mieczysława Dębińskiego oraz Jerzgo Kędziory, Józefa Rucińskiego, Mariana Lipka i Edwarda Cibora (czterej ostatni byli akowcami służącymi w milicji). Dalszych sześciu akowców otrzymało wyroki więzienia. „Sądowe morderstwo”, dokonane bezpośrednio po zapewnieniach władz o trosce o przyszłość ludzi podziemia, wstrząsnęło opinia publiczną Sokołowa Podlaskiego. Żołnierzy AK-WiN utwierdziło w przekonaniu o zasadności pozostania w konspiracji i kontynuowania walki, jak tez i o „fasadowości” obietnic „resortu”.

Franciszek Pliszka „Marynarz”, uwikłany w pertraktacje z PUBP i obciążony porażką w Trzebniu, znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Ostatecznie zdecydował się na porzucenie powiatu sokołowskiego i potajemny wyjazd na „Ziemie Odzyskane”. Niektórzy podkomendni, pozostawieni przez niego bez jakiejkolwiek informacji, przez wiele lat mieli mu ten krok za złe. „Marynarz” uniknął jednak w ten sposób losu swych żołnierzy, którzy wpadli w ręce UBP (został aresztowany dopiero w latach pięćdziesiątych; ale nie za podziemie, lecz za „wypowiedzi antypaństwowe”).

Kpt. „Korwin” kontynuował działalność do kwietnia 1947 r., kiedy to ujawnił oddział „Pogoń” w UBP w Węgrowie. Sam nie wierzył jednak funkcjonariuszom tej placówki, i wyjechał na Ziemie Odzyskane, gubiąc za sobą ślady wobec poszukujących go funkcjonariuszy UBP.

Prezentowany poniżej dokument dotyczy pertraktacji pomiędzy „Marynarzem” i PUBP w Sokołowie Podlaskim w styczniu 1946 r.






styczeń 1946 r. (po 21.1.). Raport oficera łącznikowego KBW dotyczący pertraktacji prowadzonych z lokalnym dowództwem struktur WiN w powiatach siedleckim i sokołowskim na temat ujawnienia.



Do oficera łącznikowego
Oddziału Operacyjnego KBW
Ppor. Kulikowskiego.



Do
Szefa Oddziału Operacyjnego
ppłk Rzeczyckiego



R A P O R T

Melduję, że będąc na operacji w m. Sokołów Podlaski dnia 21.1.br. zostałem wysłany przez d[owód]cę grupy kpt. Adamowicza, wraz z przedstawicielem WUBP – Warszawa i 14 żołnierzami do wsi Sikory celem zabrania radiostacji, której jakoby nie zdał „Marynarz”, wychodząc z podziemia, zdając broń. Równocześnie postawiono nam zadanie spotkania się z „Marynarzem” i zaproszenie go na spotkanie z kierownikiem PUBP – Sokołów Podlaski.

Przeprowadzając rewizję w jednym z domów, kryjówkę na radiostację odnaleziono, radiostacji nie było.

W tym czasie przyjechał rowerem łącznik od d[owód]cy bandy „Marynarza” i powiedział, że „Marynarz” chce nas widzieć, z tem, że od razu pojedzie tylko 2 ludzi. Z mojego rozkazu usiadło na wóz jeszcze 3 żołnierzy, których łącznik „Marynarza” nie widział, reszta wojska została we wsi Sikory pod d[owódz]twem jednego z podoficerów z grupy G[óry] Kalwarii.

Ja z przedstawicielem WUBP – Warszawa i łącznikiem „Marynarza” pojechałem do wsi Rozbity Kamień, gdzie był „Marynarz”. Wchodząc do jego domu „Marynarz” oświadczył [styl], że bądźcie pewni, włos z głowy wam nie spadnie, chce już raz skończyć z nieporozumieniem jakie wychodzi u nas między mną a PUBP – Sokołów Podlaski[1]. „Marynarz” zaprosił nas wszystkich na obiad.

„Marynarz” oświadczył, że wraz z nami pojedzie na dalsze rozmowy do PUBP Sokołów Podlaski. Po gościnie „Marynarz” rozmyślił się oświadczając, że on nas nie zna i do PUBP z nami nie pojedzie, natomiast napisał kartkę do kierownika PUBP – Sokołów Podlaski z tem, żeby na godzinę 22.00 spotkać się we wsi Krasów.

Wyjechałem od „Marynarza” o godzinie 18.00 w nalezytym porządku, po przybyciu na miejsce zameldowałem o danej sytuacji kpt. Adamowiczowi i mjr. Brusowi przedstawicielowi WUBP wojew[ództwa] warszawskiego.

Decyzje – wysłano na spotkanie dwa samochody: na pierwszym samochodzie jechali: kierownik PUBP Sokołów Podlaski, przedstawiciel WUBP wojew[ództwa] warszawskiego, 10 żołnierzy i ja.

Drugim samochodem jechał kpt. sowietnik PUBP Sokołów Podlaski, wraz z kapitanem jechało jeszcze 40 żołnierzy, którzy mieli zadanie w razie niebezpieczeństwa dopomóc nam )drugi samochód wraz z żołnierzami zatrzymał się w odległości 1,5 km od umówionego miejsca spotkania).

Po przybyciu na umówione miejsce i naszej rozmowie „Marynarz” prowadził siebie dość taktownie [styl], natomiast jego d[owód]ca ps. „Korwin” odnosił się bardzo ordynarnie w rozmowie z nami. Rozmowa była na temat złożenia broni przez bandytów. „Marynarz” oświadczył, że broni nie zda. Po stronie „Marynarza” było około 60 bandytów dobrze uzbrojonych w automatyczną broń. „Marynarz” chciał nam pokazać wszystkie swoje siły, jakie były tam zgromadzone. Kierownik PUBP prowadził rozmowę z „Korwinem”, ja zaś z dwoma „Marynarza” ludźmi udałem się w kierunku wzgórza, gdzie zobaczyłem: jedno działko i 4 CKM wraz z obsługą, dalej nie poszedłem niedowierzając bandytom.

Rozmowa nasza rezultatów żadnych nie przyniosła. „Marynarz” chciał jechać do UBP – Sokołów Podlaski, lecz „Korwin” nie zezwolił.

Odjechaliśmy z powrotem w należytym porządku zabierając po drodze drugi samochód wraz z żołnierzami, strzałów żadnych nie było.

W tą samą noc był zrobiony napad na cukrownię przez bandę „Marynarza”, gdzie zrabowano 7.000 kg cukru.

Oficerowie zwiadu WBW wojew[ództwa] warszawskiego: ppor. Tarełko i por. Kowalewski przy prowadzeniu swojej dobrej pracy nawet nie ustalili, kiedy był zrobiony napad na cukrownię. Można zaznaczyć, że oficerowie zwiadu WBW wojew[ództwa] warszawskiego nic nie interesują się operacjami, lecz innej rozmowy nie mają oprócz: „Ja wczoraj wypiłem dużo, miałem ładną babę, dobrze się wyspałem i dzisiaj zamierzam tam iść”.

Kpt. Adamowicz kilkakrotnie wzywał oficerów zwiadu WBW wojew[ództwa] warszawskiego do pracy w swoim zakresie, ale to nie było wcale skuteczne. Por. Kowalewski stale i wciąż oznajmiał, ze on nie posiada legitymacji oficerskiej i w teren iść nie może, jak również tłumaczył się tym, że to w ogóle nie jest jego rejon.

/-/

ppor. Kulikowski

Źródło: CAW, sygn. 1580/75/200, k. 135.


--------------------------------------------------------------------------------

[1] „Marynarz” zlikwidował wcześniej kilku funkcjonariuszy PUBP z Sokołowa Podlaskiego, znanych z nadgorliwości w tropieniu żołnierzy podziemia niepodległościowego i złego stosunku do ludności.

 

Powrót
Drukuj
Generuj plik PDF
Poleć stronę znajomemu
Adres do korespondencji
Instytut Pamięci Narodowej, ul. Towarowa 28, 00-839 Warszawa
©2000-2012 Instytut Pamięci Narodowej. Wszelkie prawa zastrzeżone.