Czwartek, 24 maja 2012, data aktualizacji serwisu: 24.05.2012
Szukaj w serwisie

Publikacje internetowe OBEP

Operacja wprowadzenia stanu wojennego w Polsce w grudniu 1981 r.

Paweł Sasanka



Stan wojenny należy z pewnością do najbardziej dramatycznych wydarzeń w najnowszej historii Polski, a dyskusji poświęconej jego ocenie, okolicznościom i celowości wprowadzenia, towarzyszą emocje żywe nie tylko wśród osób znajdujących się dwadzieścia lat temu po przeciwnych stronach barykady.
W części społeczeństwa, od chwili jego wprowadzenia 13 grudnia 1981 r., stan wojenny wywoływał jednoznaczne skojarzenie z wojną. Nasuwające się wielu osobom, naturalne w tej sytuacji pytanie brzmiało: jeśli wojna, to z kim? Już samo to, nie wspominając nawet o ewentualnych wnioskach z odpowiedzi, nie było korzystne dla władz PRL.

Ten niefortunnie kojarzący się termin był konsekwencją braku jakichkolwiek regulacji prawnych dotyczących stanu wyjątkowego lub innej formy zastosowania środków nadzwyczajnych. O stanie wojennym w jednym z paragrafów wspominano w Konstytucji PRL, w którym upoważniano Radę Państwa do wprowadzenia stanu wojennego na części lub całym terytorium (...) jeśli wymaga tego obronność lub bezpieczeństwo państwa. Zapisowi temu nie towarzyszyły jednak żadne przepisy wykonawcze. Trzeba je było dopiero stworzyć.

O konieczności "siłowego rozwiązania" w celu spacyfikowania strajkującego Kraju, rozmawiano w kierownictwie partyjno-państwowym jeszcze w sierpniu 1980 r. Zdawano sobie sprawę, że wobec braku uregulowań prawnych, jedynym rozwiązaniem byłby stan wojenny. W Biurze Politycznym KC PZPR zgadzano się jednak, że wobec mobilizacji społeczeństwa i groźby strajku powszechnego, niemożliwe byłoby wyegzekwowanie jego rygorów. Można powiedzieć, że to w poczuciu bezradności w kierownictwie zdecydowano się na kompromis, czego rezultatem było podpisanie Porozumień Sierpniowych, a najważniejszym ustępstwem władz - zgoda na utworzenie Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność".

Równocześnie jednak w końcu sierpnia wszczęto systematyczne przygotowania do "rozwiązania siłowego". Prace, które nabrały tempa w październiku powierzono strukturom wojskowym - Komitetowi Obrony Kraju i Sztabowi Generalnemu Wojska Polskiego. Już w listopadzie w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych opracowywano plany internowania 12,9 tysięcy ludzi, blokady komunikacji i telekomunikacji, przygotowania ośrodków internowania i miejsc w więzieniach.
W kolejnych miesiącach uaktualniano plany oraz sprawdzano przygotowanie odpowiednich służb. W lutym przeprowadzono grę sztabową MON i MSW pozwalającą przećwiczyć "na sucho" różne warianty rozwoju sytuacji. W marcu 1981 r. zakończono "zasadniczy etap prac" koncepcyjnych całej operacji. Od tej pory do jej uruchomienia potrzebna była decyzja polityczna, kilka rozkazów i około 48 godzin.

W zasadzie od podstaw przygotowywano zestaw przepisów i uregulowań prawnych dotyczących stanu wojennego. Zajmował się tym w całkowitej tajemnicy zespół prawników wojskowych pod nadzorem Komitetu Obrony Kraju. O pracach nie informowano Rządu, Sejmu, Rady Państwa. O szczegółach nie byli informowani również członkowie Biura Politycznego ani Sekretariatu KC, poza tymi uczestniczącymi w przygotowaniach z racji zajmowanych funkcji. Tempo prac do pewnego stopnia było uzależnione od wzajemnych relacji i napięć w kontaktach między władzami a "Solidarnością" - prace z reguły ulegały przyspieszeniu w sytuacjach kryzysowych.

Zdawano sobie sprawę, że dekrety związane z wprowadzeniem stanu wojennego będą sprzeczne z obowiązującym prawem, zastanawiano się nawet nad odpowiednimi zmianami, regulującymi całą procedurę. Wariant ten, zakładający jawne przyjęcie przez Sejm odpowiednich ustaw lub zmianę konstytucji określano mianem "wpełzaniem w stan wojenny". Ostatecznie jednak zrezygnowano z niego, na rzecz działania z zaskoczenia. Jeszcze we wrześniu 1981 r. na posiedzeniu KOK zdecydowano, że to Rada Państwa w czasie trwania sesji Sejmu wprowadzi stan wojenny i uchwali odpowiednie dekrety, chociaż stanowiło to naruszenie konstytucji, według której Rada Państwa mogła wydawać dekrety tylko w przerwie pomiędzy sesjami Sejmu.

Nie łatwo jest mówić o ewentualnym zagrożeniu interwencją radziecką i wpływie Moskwy na sytuację w Polsce w końcu 1981 r. Temat ten jest przedmiotem ożywionej dyskusji i sporów, które prawdopodobnie pozostaną długo nie rozstrzygnięte. O ile groźba interwencji radzieckiej i wkroczenia wojsk Układu Warszawskiego do Polski na przełomie 1980/81 r. oraz wiosną 1981 r. wydawała się całkiem realna, to trudniej ocenić jej prawdopodobieństwo w grudniu. Można postawić tezę, że na Kremlu ograniczano się do stałego nacisku na władze PRL, aby "rozwiązały problem" wprowadzając stan wojenny samodzielnie, a sprawę "bratniej pomocy" rozpatrywano raczej jako ostateczność, w przypadku niepowodzenia stanu wojennego, walk ulicznych, chaosu i załamania się systemu władzy w Polsce.

Dużą wagę przywiązywano do nastrojów społecznych, które były jednym z czynników powstrzymujących władze przed wcześniejszym wyprowadzeniem wojska na ulice. Od marca 1981 r. duże znaczenie w działaniach władz miały zabiegi propagandowe i socjotechniczne mające na celu zmniejszenie społecznego poparcia dla "Solidarności", a jednocześnie znalezienie uzasadnienia dla stanu wojennego. Jak się wydaje, zabiegi te były skuteczne, skoro ocena stanu wojennego do dzisiaj wzbudza kontrowersje, a ponad połowa Polaków jest dziś zdania, że z perspektywy minionych lat decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego była słuszna.

Ostatecznie o tym, że stan wojenny zostanie wprowadzony, zadecydował 12 grudnia 1981 r. generał Wojciech Jaruzelski, pierwszy sekretarz KC PZPR, premier i minister obrony narodowej. Rano spotkał się z najbliższymi współpracownikami, którzy jako nieliczni zdawali sobie sprawę z zakresu i charakteru całej operacji: gen. Florianem Siwickim, wiceministrem obrony narodowej, gen. Czesławem Kiszczakiem, ministrem spraw wewnętrznych oraz gen. Michałem Janiszewskim, szefem Urzędu Rady Ministrów. Po tym spotkaniu pozostało jedynie oczekiwać na rozkazy, które padły najpóźniej około 14.00, tak aby operacja mogła rozpocząć się od północy.

Kiedy w mieszkaniach członków Rady Państwa, w nocy zjawiali się oficerowie z zawiadomieniami o posiedzeniu na którym mieli uchwalić dekrety stanu wojennego, ten już w praktyce obowiązywał: nie działały telefony, a od godziny trwały aresztowania. Na rozplakatowanie na ulicach oczekiwały już - wydrukowane dużo wcześniej poza granicami Polski, bez daty oraz nazwiska przewodniczącego - afisze z obwieszczeniem o wprowadzeniu przez Radę Państwa stanu wojennego. Jej posiedzenie, które rozpoczęło się około godz. 1.00 w nocy, miało na celu jedynie zalegalizowanie toczącej się już operacji, a członkowie nawet nie mieli czasu zapoznać się z zatwierdzanymi i antydatowanymi na 12 grudnia dekretami. Swój sprzeciw wyraził wówczas jedynie Ryszard Reiff, przewodniczący Stowarzyszenia PAX.

O tym, co się dzieje nie wiedzieli często szeregowi żołnierze ani milicjanci uczestniczący w zatrzymywaniu działaczy "Solidarności". Grupy funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa wdzierały się do siedzib zarządów regionalnych "Solidarności" i domów prywatnych. Tej nocy zatrzymano ponad 3 tys. osób, w tym większość członków Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność". Ogółem w czasie stanu wojennego w 52 ośrodkach odosobnienia internowano około 10 tys. osób związanych z "Solidarnością", niezależnymi organizacjami społecznymi i politycznymi. Zatrzymano również grono prominentnych polityków związanych z ekipą byłego I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka. Lecha Wałęsę przetrzymywano w odosobnieniu, licząc na możliwość pozyskania go do współpracy z władzami. Jego milczenie było przez członków "Solidarności" postrzegane jako symbol oporu.

Na ulicach pojawiło się bardzo dużo uzbrojonych patroli wojskowych i milicyjnych, przejeżdżały czołgi i transportery opancerzone. Do zastraszenia społeczeństwa użyto w największych miastach 70 tys. żołnierzy i 30 tys. milicjantów. Żołnierze jednostek specjalnych i funkcjonariusze ZOMO opanowali w nocy budynki radia i telewizji oraz centrale telefoniczne, zawieszając działanie telekomunikacji na terenie całego kraju.

Polacy o wprowadzeniu stanu wojennego dowiadywali się od godz. 6.00 rano z - powtarzanego wielokrotnie - przemówienia gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Informował on m.in. o powstaniu Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, ciała nie przewidywanego przez prawo, które miało "administrować stanem wojennym". Na antenie utrzymano po jednym programie radiowym i telewizyjnym, a do widzów zwracali się ubrani w wojskowe mundury spikerzy odczytujący długie i zawiłe akty prawne.

Na ich mocy zawieszono podstawowe prawa obywatelskie, oraz wprowadzono tryb doraźny w sądach. Od godziny 22.00 do 6.00 rano obowiązywała godzina milicyjna. Na podróże z miasta do miasta należało posiadać specjalną przepustkę. Zmilitaryzowano większą część zakładów pracy i instytucji. Zawieszono funkcjonowanie wszystkich związków zawodowych i większości organizacji społecznych.

13 grudnia można było powiedzieć, że władzom udało się zaskoczyć "Solidarność", której nie udało się zorganizować w następnych dniach skutecznego i skoordynowanego oporu. Najbardziej powszechne były wybuchające spontanicznie w wielu zakładach strajki okupacyjne. Były one jednak kolejno łamane przez brutalnie działające oddziały ZOMO wspierane przez pododdziały Wojska Polskiego. Po otoczeniu zakładu oraz wezwaniu do zakończenia strajku, pod osłoną czołgów wyłamujących bramy, do zakładu wdzierali się funkcjonariusze ZOMO wyposażeni w hełmy, tarcze, karabiny, długie pałki, wyrzutnie petard i gazów łzawiących, a następnie usuwali strajkujących z zakładu. Taka pacyfikacja miała miejsce w 40 spośród 199 strajkujących w grudniu zakładów m.in. w Stoczni Gdańskiej, Szczecińskiej, krakowskiej Hucie im. Lenina, Ursusie.

Szczególnie dramatyczny obrót miały wydarzenia na Śląsku, gdzie strajki objęły kilkadziesiąt kopalń, zakładów hutniczych i innych. Na porządku dziennym było bicie pałkami, wykorzystywanie armatek wodnych, petard i gazów łzawiących. W kopalni "Manifest Lipcowy" milicjanci postrzelili cztery osoby. Dopiero użycie czołgów i desantu ze śmigłowców pozwoliło złamać strajk w Hucie Katowice. Do tragedii doszło w kopalni "Wujek". Wobec broniących się górników użyto broni palnej, w wyniku czego zginęło 9 osób a 23 zostały ranne. Aż do 28 grudnia strajkowali na dole górnicy kopalni "Piast" - ostatniego protestującego w Polsce zakładu pracy.

W końcu grudnia, stawało się jasne, że operacja wprowadzenia stanu wojennego zakończyła się sukcesem. Udało się zrealizować główny cel - zniszczono legalną i działającą niezależnie od władz wielką organizację społeczną. Z trudem przychodziła realizacja innego - przywrócenia przy pomocy wojska, dominującej roli PZPR w systemie politycznym PRL. Według gen. Jaruzelskiego wygrana w bitwie nie oznaczała jeszcze wygrania ani kampanii, ani wojny. Nawiązując do jego słów można nazwać stan wojenny wygraną bitwą, przegranej wojny.

Powrót
Drukuj
Generuj plik PDF
Poleć stronę znajomemu
Adres do korespondencji
Instytut Pamięci Narodowej, ul. Towarowa 28, 00-839 Warszawa
©2000-2012 Instytut Pamięci Narodowej. Wszelkie prawa zastrzeżone.