Antoni Dudek
komentarz: Andrzej Paczkowski (ISP PAN), Janusz Krupski (wiceprezes IPN)
Dr Antoni Dudek
BEP IPN, Warszawa
PRZEŁOM POLITYCZNY 1989 ROKU
Wydarzenia sprzed dziesięciu lat, które doprowadziły do ostatecznego unicestwienia PRL i narodzin III Rzeczypospolitej są w dalszym ciągu przedmiotem licznych kontrowersji i diametralnie odmiennych ocen. Nietrudno zauważyć, że spory te nie ograniczają się wyłącznie do polemik natury historycznej, ale mają też swój aktualny, jednoznacznie polityczny wymiar. Różnice w interpretacji wydarzeń 1989 roku dają się sprowadzić do czterech zasadniczych kwestii:
1. Oceny intencji przyświecających obu stronom kontraktu zawartego przy Okrągłym Stole i znaczenia tego ostatniego dla późniejszego biegu wydarzeń.
2. Roli wyborów z 4 czerwca dla zdynamizowania procesu przemian politycznych.
3. Okoliczności wyboru Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta PRL i Tadeusza Mazowieckiego na pierwszego niekomunistycznego premiera w powojennej Polsce.
4. Programu gabinetu T. Mazowieckiego i sposobu jego wprowadzania w życie.
I. OKRĄGŁY STÓŁ
Przeprowadzone w połowie 1999 r. badania opinii publicznej wykazały, że dla Polaków najważniejszym wydarzeniem z 1989 r. są obrady Okrągłego Stołu. Był to rezultat zmasowanej, wielomiesięcznej kampanii prowadzonej przez część środków masowego przekazu. Jej zasadniczym celem było wykazanie, że przy Okrągłym Stole przedstawiciele "Solidarności" i tzw. reformatorskiego skrzydła PZPR opracowali scenariusz przemian, który doprowadził Polskę do demokracji parlamentarnej i gospodarki rynkowej. Tego rodzaju supozycja została najpełniej wyartykułowana w tytule konferencji zorganizowanej wiosną 1999 r. na Uniwersytecie Michigan w Ann Arbor, której przebieg był w Polsce szeroko relacjonowany. Brzmiał on: "Wynegocjowany koniec komunizmu. Polski Okrągły Stół z roku 1989 w dziesięć lat później". Ktoś kto chciałby wyrobić sobie pogląd na temat wydarzeń 1989 r. na podstawie wystąpień praktycznie wszystkich (poza prof. Wiesławem Chrzanowskim) uczestników tej konferencji, musiałby dojść do wniosku, że to właśnie przy Okrągłym Stole wynegocjowano ustanowienie w Polsce nowego ładu ustrojowego. Towarzyszyła temu wyraźna sugestia, że sama zgoda ekipy gen. Jaruzelskiego na rozpoczęcie obrad Okrągłego Stołu była rezultatem jej zasadniczej reorientacji i ewolucji w kierunku akceptacji wartości demokratycznych.
Fakty i dostępne obecnie dokumenty nie potwierdzają tych opinii. Wyłania się z nich natomiast następujący, odmienny od wykreowanego mitu obraz Okrągłego Stołu i jego genezy. W połowie 1988 r., pod wpływem pogarszającej się sytuacji ekonomicznej oraz płynących z Moskwy zachęt do wprowadzania zmian, ekipa gen. Jaruzelskiego zdecydowała się na zapoczątkowanie procesu reglamentowanej liberalizacji. W sferze ekonomicznej zakładał on wprowadzenie w obumierający system gospodarki nakazowo-rozdzielczej niektórych zasad wolnego rynku oraz zapoczątkowanie prywatyzacji, której głównymi beneficjentami mieli być ludzie z aparatu władzy. Taki w istocie rzeczy był sens reform, rozpoczętych przez utworzony we wrześniu 1988 r. rząd Mieczysława Rakowskiego. Wprowadzenie tego rodzaju zmian, musiało prowadzić do wzrostu niezadowolenia społecznego, którego nie były w stanie powstrzymać takie gesty jak zniesienie restrykcji przy wydawaniu paszportów, czy też zamknięcie zatruwającej środowisko huty. W neutralizacji przewidywanego oporu społecznego pomóc miało dokooptowanie do ekipy rządzącej wybranych przedstawicieli umiarkowanej opozycji, którzy uwiarygodnić mieli całą operację, jednak bez prawa realnego wpływu na jej przebieg.
Pierwszą, nieudaną próbę kooptacji stanowiła propozycja wejścia czterech osób ze środowisk niezależnych w skład rządu Rakowskiego. Drugą - jak się początkowo mogło wydawać udaną - próbę wmontowania opozycji w ramy systemu stanowił właśnie Okrągły Stół. Wprawdzie z początkiem 1989 r., przede wszystkim wskutek konieczności wyrażenia zgody na legalizację "Solidarności", bez czego Lech Wałęsa nie chciał przystąpić do oficjalnych rozmów, scenariusz nakreślony w KC PZPR uległ modyfikacji, ale jego podstawowe założenia nie uległy zmianie. Bilans Okrągłego Stołu, oceniany z perspektywy kwietnia 1989 r. kiedy zakończyły się obrady w Pałacu Namiestnikowskim był następujący: opozycja uzyskała możliwość legalnego działania oraz szansę na limitowany udział we władzy ustawodawczej, którego rozmiary - jak wówczas uważano - wykluczały możliwość zakwestionowania dominującej pozycji PZPR w systemie politycznym. W zamian za to wyrażono zgodę na współudział w niedemokratycznych wyborach do parlamentu oraz ustanowienie urzędu prezydenta o bardzo szerokich kompetencjach, który miał być gwarantem nienaruszalności ustrojowych fundamentów PRL.
Kolejny etap demokratyzacji mógł wedle okrągłostołowego scenariusza nastąpić dopiero w 1993 r. (tj. po upływie całej kadencji parlamentu) i przeprowadzeniu - na co wszakże strona PZPR-owska nie dawała już żadnych formalnych gwarancji - w pełni wolnych wyborów. W takim - i tak optymistycznym - scenariuszu proces przebudowy ustrojowej trwałby co najmniej do 1995 r., kiedy zakończyłaby się 6-letnia kadencja prezydenta wybranego w 1989 r. Wystarczy przeczytać wypowiedzi przedstawicieli obu stron kontraktu z kwietnia i maja 1989 r., aby zauważyć, że taka perspektywa czasowa była przez nich oceniana jako optymalna i uważana za duże osiągnięcie. Warto też przypomnieć, że ustalenia ekonomiczne wynegocjowane przy Okrągłym Stole w istocie rzeczy prowadziły do petryfikacji pogrążonego w głębokim kryzysie socjalistycznego systemu gospodarczego.
II. WYBORY CZERWCOWE
Nakreślona przy Okrągłym Stole perspektywa wieloletniej ewolucji ustrojowej PRL, której finałowe stadium nie zostało zresztą jasno wyznaczone, załamała się dopiero pod wpływem klęski odniesionej przez koalicję rządową w wyborach 4 czerwca 1989 r. Z dokumentów archiwalnych PZPR wyłania się obraz struktury sparaliżowanej świadomością tej porażki. Po ogłoszeniu wyniku wyborów czerwcowych PZPR straciła faktyczną zdolność do rządzenia krajem, chociaż upłynęło jeszcze kilkanaście tygodni, zanim uświadomiono to sobie w Komitecie Centralnym, a następnie - zresztą z dużymi oporami - także w szeregach opozycji. Nie ulega wątpliwości, że w kalendarium wydarzeń 1989 r. w Polsce właśnie data 4 czerwca stanowi moment przełomowy, decydujący dla zasadniczej zmiany ustrojowej jaka później nastąpiła. Było to "zwycięstwo zwykłych ludzi", które zaskoczyło . w podobnym stopniu przywódców PZPR, jak i opozycji.
Niechęć do eksponowania przełomowego znaczenia 4 czerwca ma kilka przyczyn. Po pierwsze, taki punkt widzenia demaskuje mit Okrągłego Stołu jako punktu zwrotnego na drodze do demokracji. Po drugie, na głównego bohatera wydarzeń kreuje społeczeństwo, a nie tylko środowisko polityczne, które odegrało decydującą rolę najpierw przy Okrągłym Stole, a następnie przy wyborze W. Jaruzelskiego na prezydenta i forsowaniu koncepcji przejęcia stanowiska premiera przez przedstawiciela opozycji. Po trzecie wreszcie, eksponowanie czerwcowego zwycięstwa przypomina o konfrontacyjnym charakterze wyborów i związanym z nim podziałem Polaków na większość popierającą wówczas "Solidarność" i mniejszość opowiadającą się za koalicją rządową pod przewodnictwem PZPR.
Narusza to kolejny mit związany z 1989 r., a sprowadzający się do twierdzenia, że wybory czerwcowe stanowiły wspólny sukces obu stron okrągłostołowego kontraktu. Tak pisał na ten temat w rocznicowym komentarzu Adam Michnik: "Nie mieliśmy wątpliwości w nocy z 4 na 5 czerwca przed dziesięciu laty: Polska wybrała wolność. Cała Polska - ta głosująca na kandydatów >Solidarności< do Sejmu i Senatu, ale też i ta Polska, która, która głosowała na kandydatów PZPR" ("Gazeta Wyborcza" z 4 czerwca 1999). Doprowadzając tę myśl do absurdu możnaby stwierdzić, że skoro wszyscy głosujący 4 czerwca wybierali wolność, to równie dobrze koalicja rządowa mogła wówczas zdobyć 99 ze 100 miejsc w Senacie.
III. PREZYDENTURA JARUZELSKIEGO I POWSTANIE RZĄDU MAZOWIECKIEGO
Powierzenie misji tworzenia rządu przedstawicielowi opozycji solidarnościowej stanowiło konsekwencję czerwcowego zwycięstwa wyborczego, a nie Okrągłego Stołu. Nie wolno jednak zapominać, że nastąpiło to po trwającym ponad dwa miesiące procesie dojrzewania kierownictwa obozu solidarnościowego, w którym istotną rolę odegrał oddolny nacisk zwolenników opozycji, rozczarowanych jej kolejnymi powyborczymi ustępstwami. W szczególności chodziło tu o bezwarunkową zgodę na uratowanie przez koalicję rządową 33 mandatów z listy krajowej utraconych podczas I tury głosowania (8 czerwca), następnie o umożliwienie przez grupę posłów OKP wyboru gen. Jaruzelskiego na prezydenta (19 lipca) i wreszcie zlekceważenie oferty sojuszu ze strony ZSL co doprowadziło do powierzenia stanowiska premiera gen. Czesławowi Kiszczakowi (2 sierpnia). Dopiero to ostatnie wydarzenie skłoniło Lecha Wałęsę, do którego docierały coraz silniejsze sygnały narastającego niezadowolenia1, do wydania 7 sierpnia oświadczenia dezawuującego misję Kiszczaka i postulującego sojusz "Solidarności" z ZSL i SD.
Wydając to oświadczenie Wałęsa dokonał arbitralnego wyboru między dwoma odmiennymi koncepcjami tworzenia przyszłego rządu solidarnościowego. Pierwsza, za którą opowiadali się m.in. B. Geremek, J. Kuroń i A. Michnik, zakładała, że fundamentem gabinetu winien stać się sojusz OKP z tzw. reformatorskim skrzydłem PZPR, zaś ZSL i SD pełniłyby w nim co najwyżej rolę tła. Z tego punktu widzenia zakulisowe rozmowy z ludowcami toczone przez Geremka w lipcu, z których ostatecznie nic nie wyszło, stanowiły jedynie jako element nacisku na PZPR. Zwolennicy tej opcji sądzili, że tylko przy współpracy z dysponującą realną władzą partią komunistyczną uda się w Polsce dokonać dalszych zmian. Partie satelickie PZPR, pozbawione wpływu na wojsko, siły bezpieczeństwa, administrację i aparat gospodarczy, nie wyglądały zaś na poważnego partnera.
Odmiennego zdania byli senatorowie Jarosław i Lech Kaczyńscy, którzy latem 1989 r. zaczęli odgrywać u boku Wałęsy coraz większą rolę. W ich ocenie uzyskanie realnego wpływu na rząd przy równoczesnym utrzymaniu popularności społecznej, wymagało podjęcia takich działań, które opinia publiczna mogłaby odczytać jako wymierzone w monopol PZPR. Bez wątpienia takim właśnie krokiem było stworzenie koalicji OKP-ZSL-SD. Jednak nawet oni zakładali, że w okresie przejściowym przedstawiciele PZPR muszą zachować kontrolę nad resortami siłowymi (MON i MSW). W istocie rzeczy spór dotyczył zatem tego czy PZPR ma być głównym partnerem "Solidarności" (jak chciał m. in. Kuroń i Michnik) czy też - za czym optował Kaczyński działający w imieniu Wałęsy - PZPR zostanie doproszona do koalicji OKP-ZSL-SD w sposób pośredni, desygnując swoich ludzi jako reprezentantów prezydenta. Oczywiście w pierwszym wariancie liczebny udział członków PZPR w przyszłym rządzie musiałby być dużo większy niż w drugim.
Wałęsa zdecydował się na to drugie rozwiązanie, zdając sobie sprawę z fatalnego odbioru społecznego ewentualnej koalicji OKP-PZPR, której zawarcie doprowadziłoby prawdopodobnie do rozłamu w szeregach OKP. Równocześnie jednak, desygnując na stanowisko premiera właśnie Tadeusza Mazowieckiego, który jeszcze na początku sierpnia ostro krytykował pomysł przejęcia władzy wykonawczej przez opozycję, przewodniczący "Solidarności" maksymalnie załagodził antypezetpeerowskie oblicze koalicji OKP-ZSL-SD. Znamienne, że w ścisłym kierownictwie PZPR, które pod przewodnictwem nowego I sekretarza KC Mieczysława Rakowskiego coraz bardziej traciło kontakt z rzeczywistością, boleśniej odczuto "zdradę" ZSL i SD, niż powierzenie przez prezydenta Jaruzelskiego misji tworzenia nowego rządu człowiekowi "Solidarności".
Powierzenie przez Sejm stanowiska premiera Tadeuszowi Mazowieckiemu w dniu 24 sierpnia 1989 r. stanowiło drugi po wyborach czerwcowych, najważniejszy punkt zwrotny w procesie demokratyzacji Polski. Utrata stanowiska szefa rządu uderzała w istotę kierowniczej roli PZPR w państwie. Dlatego właśnie to data 24 sierpnia, a nie 12 września, kiedy Sejm zatwierdził skład rządu Mazowieckiego z udziałem 4 członków PZPR (MSW, MON, Ministerstwo Współpracy Gospodarczej z Zagranicą i Ministerstwo Transportu), zasługuje na szczególne wyeksponowanie. Nie można przy tym zapominać, że przełom ten nastąpił pod wpływem silnej presji społecznej, której wyrazicielem stał się w sierpniu Lech Wałęsa. Analiza dostępnych obecnie archiwaliów PZPR jasno wskazuje, że powstanie rządu Mazowieckiego stanowiło drugi po wyborach czerwcowych nokautujący cios dla dotychczasowej elity rządzącej i radykalnie przyspieszyło rozpoczęty dwa miesiące wcześniej proces destrukcji partyjnych struktur. Biuro Polityczne z bezradnością obserwowało załamanie się systemu nomenklatury, który jesienią 1989 r. skurczył się do służb podległych MON i MSW, gdzie wciąż jeszcze występowano o partyjne rekomendacje. Towarzyszył temu proces rosnącej emancypacji partyjnych urzędników administracji państwowej, którzy z coraz większą niechęcią podchodzili do wszelkich kontaktów z funkcjonariuszami PZPR-owskiego aparatu.
IV. BILANS RZĄDU MAZOWIECKIEGO
Działalność rządu Mazowieckiego wykracza oczywiście chronologicznie poza rok 1989, ale trudno mówić o przełomowym znaczeniu jego powstania unikając oceny działań tego gabinetu. Przede wszystkim wskazać należy na szczególne warunki w jakich przyszło mu pracować, które z powodzeniem można określić mianem quasirewolucyjnych. Wprawdzie w Polsce nie było rewolucji, która miałaby charakter krwawy, ale mieliśmy do czynienia z wieloma innymi wyznacznikami sytuacji rewolucyjnej. Rezygnując z określenia wszystkich zewnętrznych i wewnętrznych uwarunkowań w jakich działał ten rząd, wypada skonstatować, że żaden z późniejszych gabinetów III Rzeczypospolitej nie funkcjonował w trudniejszej sytuacji, a zarazem paradoksalnie żaden nie miał aż tak wielkiej swobody w podejmowaniu decyzji.
Za najważniejsze osiągnięcie rządu Mazowieckiego należy uznać wdrożenie radykalnego programu przemian gospodarczych. Tylko w tej dziedzinie gabinet ten dysponował przydatną, całościową koncepcją, którą później nazwano planem Leszka Balcerowicza. Plan ten był z jednej strony często demonizowany, z drugiej zaś przedstawiany jako twór geniuszu ekonomicznego, dzieło skończone i doskonałe. W ocenie większości niezależnych ekonomistów program Balcerowicza przyniósł polskiej gospodarce więcej korzyści niż strat. Nie zmienia to jednak faktu, iż Balcerowicz popełnił kilka pomyłek, m. in. błędnie oceniając poziom recesji w l. 1990-91 oraz wysokość deficytu budżetowego w tym okresie oraz utrzymując zbyt długo sztywny kurs dolara.
Drugim istotnym dokonaniem rządu Mazowieckiego było zainicjowanie zasadniczych zmian w ustroju państwa. 29 grudnia 1989 r. Sejm dokonał nowelizacji konstytucji. Zmieniono wówczas nazwę państwa, powracając do tradycyjnej Rzeczpospolitej Polskiej, którą równocześnie określono "demokratycznym państwem prawa, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej". Z konstytucji znikł ideologiczny wstęp, zawierający m.in. sformułowanie o sojuszu ZSRR i innymi krajami socjalistycznymi. Miejsce artykułu o przewodniej roli PZPR, zajął natomiast przepis odnoszący się do wszystkich partii politycznych, stwierdzający, że zrzeszają one "na zasadach dobrowolności i równości obywateli Rzeczypospolitej Polskiej w celu wpływania metodami demokratycznymi na kształtowanie polityki państwa". Usunięto także z konstytucji zdania o socjalizmie i gospodarce planowej. Po zmianach w konstytucji, nastąpiła pierwsza faza reformy samorządowej. Ustawa z 8 marca 1990 r., która stworzyła samorządną gminę, stanowiła w istocie budowę podstawowego fundamentu społeczeństwa obywatelskiego. Z dzisiejszej perspektywy widać wyraźnie, że samorządna gmina zdała egzamin.
Trzecim osiągnięciem gabinetu Mazowieckiego było zapoczątkowanie nowego kursu w polskiej polityce zagranicznej, który w pierwszej fazie dotyczył likwidacji RWPG i Układu Warszawskiego. W tym zakresie rząd był wprawdzie krytykowany za pewną opieszałość (np. w sprawie odwlekania wysunięcia postulatu wycofania wojsk radzieckich), ale sam fakt nadania takiego kierunku polityki zagranicznej należy uznać za słuszny i pozytywny. Z rozluźnieniem więzów Polski z RWPG i UW wiązało się zbliżenie z Zachodem. Warto też podkreślić znaczenie zawarcia polsko-niemieckiego układu granicznego z 14 listopada 1990 r., a także rozpoczęcie starań o przyjęcie Polski do Rady Europy i EWG.
Porażką tego rządu była niezdolność do stworzenia równych szans startu w rodzącym się systemie demokratycznym dla wszystkich sił politycznych. Dwie partie wywodzące się z PRL tj. PZPR (i jej kontynuatorka SdRP) oraz ZSL (późniejsze PSL) uzyskały w postaci odziedziczonego majątku ogromne wsparcie, które zręcznie wykorzystały. Uczyniły z tego punkt wyjścia dla przetrwania politycznego i wzmocnienia swoich pozycji. Wprawdzie uchwalono ustawę o przejęciu majątku partii politycznych, ale nie stworzyła ona rzeczywistego równego startu dla poszczególnych ugrupowań. Z tym problemem wiąże się też bezsilność gabinetu Mazowieckiego wobec zjawiska, które określono jako uwłaszczenie nomenklatury. W istocie rzeczy rząd ten ograniczył się do policzenia spółek nomenklaturowych, oceniając ich ilość na ponad 1,5 tys.
Drugim niepowodzeniem była połowiczna reforma służb państwowych. Wydaje się, że tutaj można było zrobić znacznie więcej i z różnych względów się na to nie zdecydowano. Jak w soczewce ta niezdolność objawiła się przy reformie służb specjalnych. Znaczna część afer z Urzędem Ochrony Państwa (UOP), z którymi mieliśmy do czynienia w późniejszych latach, ma swoje korzenie właśnie w połowicznej reformie, czy właściwie metodzie jaką przyjęto przy organizacji UOP. Nie zdecydowano się bowiem - jak np. w Czechach - na tworzenie od nowa służb specjalnych. Do zweryfikowanych funkcjonariuszy SB dołączono niewielką liczebnie grupę nowych ludzi (głównie z NZS i Ruchu "Wolność i Pokój"), którzy szybko okazali się implantem, odrzuconym w przez peerelowskie służby specjalne. W przypadku wojskowych służb specjalnych nie przeprowadzono żadnej weryfikacji, ograniczając się do dokonaniu zmian personalnych w ich dowództwie.
Trzecia kwestia, to brak długofalowej wizji przemian ustrojowych, przy równoczesnym dopuszczeniu do przyjęcia rozwiązań, które Polsce nie służą najlepiej. Dobrym przykładem jest tu ustanowienie powszechnych wyborów prezydenckich, co doprowadziło do pęknięcia władzy wykonawczej, które Jan Maria Rokita trafnie określił mianem dwugłowej egzekutywy. Jej cechą charakterystyczną jest z jednej strony istnienie naturalnego dążenia do wzmocnienia rządu i pozycji samego premiera, z drugiej zaś wygórowane ambicje polityczne prezydenta posiadającego legitymacje z wyborów powszechnych.
Wydarzenia jakie miały miejsce w Polsce w drugiej połowie 1989 roku zostały zdeterminowane przede wszystkim przez wynik wyborów czerwcowych, stanowiący ogromne zaskoczenie dla obu stron okrągłostołowego kontraktu i w istocie rzeczy przekreślający jego zasadnicze założenia. Oczywiście tempo przemian jakie nastąpiły po 4 czerwca było też zależne od zachowania poszczególnych uczestników gry politycznej, wśród których szczególna rola przypadła do odegrania Lechowi Wałęsie. Wydaje się jednak, że z chwilą ogłoszenia rezultatów głosowania proces utraty władzy przez PZPR był już tylko kwestią krótszego lub dłuższego czasu. Jak dotąd bowiem nikt nie przedstawił wiarygodnych danych wskazujących na to, że w obozie władzy przygotowywano lub przynajmniej poważnie rozważano wówczas scenariusz ponownej siłowej rozprawy z opozycją na wzór stanu wojennego. Tylko zaś operacja o podobnej skali, mogłaby pozwolić kierownictwu PZPR na zakwestionowanie woli społeczeństwa wyrażonej w wyborach do parlamentu. W tym kontekście, zarówno wybór gen. Jaruzelskiego na prezydenta, jak i niepowodzenie misji tworzenia rządu przez gen. Kiszczaka, nie miały już decydującego wpływu na generalny kierunek zmian wytyczony przez miliony Polaków, którzy 4 czerwca głosowali na kandydatów Komitetu Obywatelskiego "Solidarność".
1 Charakterystyczne były na przykład zgłaszane w wielu częściach kraju żądania pozbawienia mandatów tych parlamentarzystów OKP, którzy umożliwili wybór gen. Jaruzelskiego na prezydenta. Atakowano też personalnie Wałęsę, za poparcie jakiego udzielił kandydaturze gen. Czesława Kiszczaka na prezydenta w okresie kiedy Jaruzelski deklarował, że nie będzie się ubiegał o to stanowisko (pierwsza połowa lipca 1989).