|
|
PRZEGLĄD MEDIÓW - 21-23 czerwca 2008 r.
KRÓTKO:
- Z Januszem Kurtyką, prezesem IPN, rozmawiają Małgorzata Subotić Piotr Zychowicz. „Rz: (…) Ale czy akurat książkę o ewentualnej agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy musiał wydawać IPN, który jest instytucją państwową? Nie mogła jej opublikować prywatna oficyna? Jest to bardzo ważny problem historyczny i społeczny, jedna z kluczowych kwestii debaty publicznej, jaka się toczy od początku lat dziewięćdziesiątych. I choć mamy dziewiętnasty rok wolności, badania nad opozycją demokratyczną w Polsce są w powijakach. IPN jest instytucją jak najbardziej właściwą do tego typu publikacji. Oczywiście pomijam takie sprawy jak odwaga cywilna... .(…) Rz: Po jednej stronie jest IPN i środowisko Lecha oraz Jarosława Kaczyńskich, a po drugiej ci, którzy są związani ze środowiskiem dawnej Unii Wolności i pierwszymi latami transformacji? Instytut nie jest częścią IV RP. Jednak chciałbym, żebyście państwo spróbowali zrozumieć, że logika funkcjonowania IPN nie jest logiką, wedle której funkcjonuje bieżąca scena polityczna. My chcemy pokazywać najważniejsze fragmenty historii Polski, również te najtrudniejsze. Tzn.: Jedwabne, KL Warschau, pogrom kielecki, debata wokół J. T. Grossa czy Kościół w PRL. Wszystkie te sprawy są trudne dla różnych środowisk, które mają sprzeczne oczekiwania wobec IPN. Owszem, może to mieć wpływ na kształtowanie się bieżącej sceny politycznej, ale Instytut w tym nie uczestniczy”. Rzeczpospolita, 21-22.06.2008 r.
- „Prezes IPN Janusz Kurtyka odrzuca »wszelkie sugestie o politycznym charakterze« publikacji Instytutu o Lechu Wałęsie. Nie widzi też w niej uderzenia w godność Wałęsy, który - jak podkreśla w piątkowej rozmowie z PAP - jest »wybitną postacią historyczną«. »W żaden sposób historia z początku lat 70. nie wpływa na ocenę przywództwa Lecha Wałęsy nad +Solidarnością+ - dowodzi tylko, że los Polaków bywał niezwykle dramatyczny w okresie dyktatury komunistycznej i że wybitne jednostki umiały ten dramat przezwyciężyć« - tak Kurtyka odniósł się do twierdzeń autorów książki, że na początku lat 70. Lech Wałęsa współpracował z SB pod kryptonimem »Bolek«. Prezydentury Wałęsy szef IPN już nie chciał oceniać w tym kontekście wyjaśniając, że to czas »bardziej współczesny«, którym IPN formalnie się nie zajmuje. (…) »IPN w swym działaniu naukowym kieruje się przede wszystkim wagą tematu, tym, iż dany problem historyczny powinien być naświetlony z różnych stron i powinien zostać podjęty, a aktualny stan dyskusji politycznych jest dla Instytutu sprawą drugorzędną, choć zdajemy sobie sprawę, że nie działa w próżni publicznej« - mówił PAP Kurtyka”. PAP, 20.06.2008 r., Nasz Dziennik, 21-22.06.2008 r.
- Antoni Dudek, w wywiadzie udzielonym Newsweekowi: „ (…) Autorzy przeprowadzili bardzo szeroka kwerendę zarówno w archiwach IPN, jak i w innych źródłach, choćby w publikacjach prasowych. Książka trzyma standardy naukowe, choć są tam fragmenty o charakterze publicystycznym. Nadmiernie wyeksponowany jest watek dotyczący przyczyn upadku rządu Jana Olszewskiego w czerwcu 1992 roku. Zresztą zbyt wiele jest wątków pobocznych. Historyk musi próbować Godzic role prokuratora, adwokata i sędziego. Mam wrażenie, że Cenckiewiczowi i Gontarczykowi zdecydowanie bardziej odpowiada rola prokuratora. (…) Problem polega na tym, że ksiązka wpisała się w konflikt miedzy dwoma największymi obozami. dla PiS to dobra okazja do ataku, a PO czuje się w obowiązku bronic Wałęsy. To był jeden z powodów, dla których odradzałem prezesowi Januszowi Kurtyce jej publikacje pod szyldem IPN”. Newsweek, nr 26/08, 23.06.2008 r.
- „W Instytucie Pamięci Narodowej wykupiono całą przewidzianą na dziś pulę książki o współpracy Lecha Wałęsy z SB. Publikacja »SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii«, która kosztuje 55 złotych, ma być dziś dostępna w głównych warszawskich księgarniach. Osoby, które ustawiły się w kolejce przed IPN-em, przyznają, że chętnie przeczytałyby publikacje, dotyczące innych osób ze świata polityki. Nie tylko Lecha Wałęsy, ale również innych bohaterów walki o niepodległość i czołowych polityków. Rzecznik IPN Andrzej Arseniuk tłumaczy jednak, że na razie nie może zapewnić, iż takie publikacje powstaną. Na razie Instytut nie prowadzi bowiem projektu badawczego, który zakładałby pisanie książek na temat znanych polityków. Arseniuk zapowiada, że w przyszłym tygodniu na rynek trafi kilka tysięcy dodrukowanych egzemplarzy książki Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza. Docelowo IPN zamierza wydrukować 40 tysięcy sztuk”. Polskieradio.pl, Radioezet.pl, 23.06.2008 r.
- „Po burzy wokół książki o Lechu Wałęsie PO i PSL chce zmienić ustawę o IPN. Wokół projektu może się zawiązać nowa koalicja, gdyż rządzący zamierzają się dogadać z SLD, by móc odrzucić prezydenckie weto. - Platforma z tej hańby przez lata się nie podniesie - ostrzega PiS. Politycy PO i PSL zlecili już opracowanie ekspertyz, które mają wskazać kierunek zmian w ustawie o IPN. – Zależy nam na uszczelnieniu przepisów tak, by nie powstawały już więcej publikacje, które służą do politycznego linczu – powiedział portalowi tvn24.pl szef klubu PSL Stanisław Żelichowski”. Tvn24.pl, 23.06.2008 r.
- Igor Janke: „Dlaczego mamy nie wiedzieć tego, czy Wałęsa dał się złamać na początku lat 70.? Jeśli tak było – a dokumenty wskazują, że chyba tak – co to nam mówi o Polsce? Co nam mówi o robotniku, który przyjechał wtedy ze wsi do wielkiego miasta. Przepraszam, jeszcze raz odwołam się do swojej perspektywy. Wychowałem się w małym mieście, z dala od wielkich opozycyjnych ruchów. Jako mały chłopak dowiadywałem się o nich dzięki rodzicom, i jestem im za to ogromnie wdzięczny. O działaczach opozycji zawsze myślałem z wielkim szacunkiem. (…) Dlatego nigdy nie odważyłbym się potępić kogoś, kto dał się zastraszyć w tamtych czasach, na początku lat 70., zwłaszcza jeśli po kilku latach wyrwał się z łap bezpieki. Wtedy, w czasach, kiedy nie było jeszcze zorganizowanej opozycji, przyjętych w podziemiu zasad postępowania. Wszystko wskazuje na to, że Lech Wałęsa w końcu zerwał się esbecji. I został wielkim przywódcą strajków 1980 roku. Człowiekiem, którego twarz przez wiele lat widniała za szybkami wielu meblościanek w czasach smuty lat 80. Budził nadzieję. Dlaczego mam nie wiedzieć o nim wszystkiego, nawet gdyby prawda była jeszcze bardziej brutalna? Bo profesor Friszke albo pani Dmochowska uznają, że to niezgodne z polską racją stanu? Że w imię rzekomych wyższych racji mamy żyć w jakiejś fikcji?” Rzeczpospolita, 21-22.06.2008 r.
- Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk: „Zachowane w archiwach IPN tzw. pomoce ewidencyjne (karty rejestracyjne, dzienniki korespondencyjne i zapisy w Zintegrowanym Systemie Kartotek Operacyjnych) potwierdzają fakt rejestracji Lecha Wałęsy pod numerem 12535 przez Wydział III SB w Gdańsku jako TW ps. »Bolek« w latach 1970-1976. Identyfikację TW ps. »Bolek« potwierdza m. in. notatka funkcjonariusza gdańskiej SB Marka Aftyki z 21 czerwca 1978 r. na temat Wałęsy: »Wymieniony do współpracy z organami bezpieczeństwa pozyskany został w dniu 29 XII 1970 r. jako TW ps. +BOLEK+ na zasadzie dobrowolności przez st. insp. Wydziału II KW MO w Olsztynie kpt. [Edwarda] Graczyka«. Potwierdzenie związków Lecha Wałęsy z SB znajdujemy także w innych dokumentach SB. Przykładowo w arkuszu ewidencyjnym z 28 listopada 1980 r. przeznaczonego do internowania Wałęsy czytamy: »29 XII 1970 r. pozyskany do współpracy z SB. W okresie 1970–1972 przekazał szereg informacji dotyczących] negatywnej działalności pracowników Stoczni«". Wprost, nr 26/08, 23.06.2008 r.
- Tomasz. T. Terlikowski: „Fakt, że Lech Wałęsa współpracował z bezpieką na początku lat 70., nie pozbawia go znaczenia ani wielkości w latach 80. Skandal wokół »Ostatniego kuszenia Chrystusa« czy »Kodu da Vinci« to pikuś w porównaniu z tym, co dzieje się wokół książki Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza. Na ulice nie wyszli wprawdzie przeciwnicy książki z transparentami, a do jej palenia też jeszcze nie doszło, ale emocje dyskutantów sięgały zenitu. I nie chodzi wcale o prostych ludzi, którym ktoś odebrał marzenia, ale o elity, które zachowują się tak, jakby ktoś chciał zniszczyć ich wiarę i urazić uczucia religijne. Arcybiskup Józef Życiński już przestrzegł autorów książki, a także dziennikarzy o niej piszących, że ich teksty będą powodem do wstydu dla ich dzieci i wnuków. Andrzej Celiński uznał historię za »duperelę«, którą nie warto się zajmować w wolnych i demokratycznych społeczeństwach. A premier Donald Tusk – przy okazji książki o Wałęsie – skrytykował braci Kaczyńskich. Wszystko oczywiście w imię obrony legendy, która buduje Polskę i której niszczenie ma być największą zbrodnią”. Wprost, nr 26/08, 23.06.2008 r.
- ŁUKASZ WARZECHA DLA "FAKTU": „Choć konkretne argumenty na rzecz tezy, że Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB, są coraz lepiej znane, dyskusja wokół książki Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka nadal obraca się wokół fałszywego schematu, narzuconego przez obrońców Wałęsy: kto chce ujawnienia prawdy o jego przeszłości, ten chce zniszczenia narodowego mitu i jest zawziętym, zaciekłym, zgniłym moralnie »psiarczykiem«. »Obrońcy« Wałęsy wydają się myśleć o rzeczywistości w kategoriach zero-jedynkowych: Wałęsa albo był święty, albo był podły. Twierdzą, że - niezależnie od przedstawianych dowodów - podły nie był na pewno, a jeśli nawet miał w życiorysie podły epizod, to nie wolno o nim mówić. Prawda ma skapitulować w imię »ochrony autorytetu«. (…) Odpowiedź jest prosta: bo nie o Wałęsę tu wcale chodzi. Gontarczyk z Cenckiewiczem, wbrew oskarżeniom, nie pisali książki na polityczne zamówienie. Chcieli jedynie odbrązowić nienaturalnie pozbawioną skazy postać jednego z polskich bohaterów - to działanie nie tylko dopuszczalne, ale dla naukowca także chwalebne”. Fakt, 23.06.2008 r.
- ROBERT KRASOWSKI, REDAKTOR NACZELNY DZIENNIKA: „Książka o Wałęsie, prowadzony wokół niej spór, to kolejny etap tej samej praktyki. PiS i jego sympatycy, mający poczucie, że poddano ich nieuczciwej nagonce, odpowiadają jedyną bronią, jaką znają. Biją się nie o prawdę, nie o wartości, nie o ideę lustracji. Gdy premierem był Kaczyński i pojawiła się kwestia jego teczki, Kaczyński miesiącami zwlekał, a domagających się jej publikacji teczki opisywał jako prowokatorów. Teczki - w »Solidarności« - otwiera się tylko na wrogów”. Dziennik, 21-22.06.2008 r.
- CEZARY MICHALSKI, PUBLICYSTA DZIENNIKA: „Skoro jednak spieramy się o historię, warto wspomnieć o historykach. Z jednej strony dla autorów książki o Wałęsie można mieć szczery szacunek. Dotknęli sprawy, którą żaden z nestorów polskich badań nad opozycją demokratyczną nie chciał ubrudzić sobie rąk. Dlatego jeśli dzisiaj ten czy inny znany historyk starszego pokolenia zastanawia się publicznie, czy aby wszystko w książce Cenckiewicza i Gontarczyka zostało odpowiednio wyważone, czy nie są za młodzi, zbyt niedoświadczeni, żeby się tymi sprawami zajmować - to chciałoby się zapytać, dlaczego on sam nie zamknął się w ciszy archiwów IPN-u, by zmierzyć się z tragiczną biografią Wałęsy. Odpowiedź jest oczywista. Bo to nie są dynastyczne skandale Piastów czy Jagiellonów, to nie rocznicowa laurka na okrągłą rocznicę Marca czy Grudnia, tutaj za nadmierną dociekliwość można zostać pozwanym do sądu, zwyzywanym po gazetach, można się nawet stać celem pełnych oburzenia listów otwartych...” Dziennik, 21-22.06.2008 r.
- Andrzej Czuma w wywiadzie udzielonym Dziennikowi: Dziennik: - Donald Tusk mówił na spotkaniu w »Gazecie Wyborczej«, że książka Cenckiewicza i Gontarczyka stała się narzędziem w rękach takich ludzi jak Kaczyński czy Macierewicz. Andrzej Czuma: - Nie wykluczam, że tak jest. Ale sądzę, że największym przeciwnikiem Lecha Wałęsy jest w tej sprawie sam Lech Wałęsa. Powinien pamiętać o tym, co napisał w swojej książce - że miał chwile słabości. Gdyby się do niej przyznał, naród by mu wybaczył, bo zrobił wiele wspaniałych rzeczy. Zrobił, choć jego zdanie: to ja doprowadziłem do wolności, to przesada. Dziennik: - Będzie pan przekonywał Tuska do swojego stanowiska? Andrzej Czuma: - Mamy niesprzeczne stanowiska w tej sprawie. Nikt zresztą nie wypowiedział w niej ostatniego słowa, bo książka ukaże się w sprzedaży dopiero za kilka dni. Ja dzisiaj nie sądzę, aby Cenckiewicz i Gontarczyk działali na zlecenie PiS. Nie widzę też powodu do pójścia w zaparte. Jeśli prawda jest sprzeczna z doktryną, wiara w zmiecenie prawdy jest daremna i szkodliwa”. Dziennik, 21-22.06.2008 r.
- BRONISŁAW WILDSTEIN: „W sprawie Wałęsy nie chodzi o Wałęsę. Proszę zwrócić uwagę, że ci, którzy teraz tak zaciekle go bronią, w swoich biografiach mają bardzo długie epizody niechęci do niego, publicznego wylewania na niego kubłów pomyj. I przed czym teraz go bronią? Przed odsłonięciem fragmentu jego biografii, który nie musi przecież dezawuować całości jego osiągnięć. (…)- Chodzi o to, aby zablokować wiedzę o naszej przeszłości, a de facto o naszej teraźniejszości. Polacy mają prawo do tej wiedzy właśnie dlatego, że Wałęsa jest tak ważnym elementem naszej rzeczywistości. Mamy prawo uzyskać tę wiedzę i zastanowić się nad nią. Obrońcy Wałęsy myślą tak: jeżeli zablokujemy ten przypadek, w ogóle możemy zablokować ujawnienie prawdy o naszej najnowszej historii. Proszę zwrócić uwagę, że książka o Wałęsie stała się asumptem do ataku na IPN. Chodzi więc o całkowite zamknięcie archiwów i zaniechanie lustracji. IPN atakują nie tylko agenci, ale też osoby, które znają przeszłość i chcą nadal ją kontrolować, bo wcześniej bardzo dużo zainwestowały, aby prawda nigdy nie została ujawniona”. Super Express, 23.06.2008 r.
- Jadwiga Staniszkis w wywiadzie dla Super Expressu: „- Byłam bardzo zdziwiona, gdy dowiedziałam się, że w książce Cenckiewicza i Gontarczyka nie ma posłowia zawierającego argumenty sformułowane przez samego Wałęsę. Powinno się było dać mu szansę pokazania jego interpretacji wszystkiego, co zostało znalezione w archiwach. Także interpretacji tego, co się działo z tymi dokumentami później. Byłoby mniej zarzutów i obaw związanych z tą publikacją. To nie zaszkodziłoby, a wręcz pomogło. Taka książka byłaby nie tylko rzetelniejsza, ale również ciekawsza”. Super Express, 23.06.2008 r.
- Paweł Śpiewak: „Atmosfera wokół publikacji historyków IPN Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka na temat Lecha Wałęsy pokazuje wyraźnie, jak bardzo spolaryzowane jest polskie społeczeństwo i jego elity. Minęło 20 lat od upadku reżimu komunistycznego, wydarzenia, o których mowa, sięgają 40 lat wstecz, a emocje wciąż z taką samą siłą wciągają wszystkich w swoją orbitę. Wytworzył się podział niezwykle dramatyczny, pewnie również dlatego, że nie ma on charakteru wyłącznie intelektualnego. Jest to podział nieprawdopodobnie wręcz emocjonalny. I tak obserwujemy zmagania dwu wielkich obozów – jeden w obronie Lecha Wałęsy i przeciwko publikacji, drugi w obronie IPN i historyków. (…) Trudno jest mi wypowiadać się na temat wartości naukowej książki »SB a Lech Wałęsa«, ponieważ nie znam w całości jej treści. Z publikowanych w prasie fragmentów oraz opinii osób, które pracę tę znają, odnoszę jednak wrażenie, że jest ona metodologicznie poprawna. Nie słyszałem żadnego głosu, nawet ze strony jej krytyków, który sugerowałby, iż praca zawiera błędy metodologiczne czy jest wątpliwa, nie słyszałem, by historycy dokonali błędnej krytyki źródeł”. Rzeczpospolita, 23.06.2008 r.
- Arcybiskup Gocłowski krytykuje autorów książki o Wałęsie. „– Z bólem uczestniczę w tej wielkiej lekcji, którą przeżywa naród. Jest bardzo bolesna, by nie powiedzieć tragiczna – tak arcybiskup Tadeusz Gocłowski ocenił książkę »SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii«. Historycy IPN Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk dowodzą, że na początku lat 70. późniejszy lider »Solidarności« był agentem SB, ps. Bolek. Wałęsa zaprzecza. Abp Gocłowski oświadczył, że książka jest publikacją publicystyczną, »zbyt mocno upolitycznioną«, dlatego jej nie przeczyta. Autorów uznał za bohaterów negatywnych. – Uderzają w człowieka, który zmienił w pewnym sensie świat. To szkodliwe dla obrazu Polski – uznał. Jego zdaniem przez szarganie bohaterów młodzież może się odwrócić od patriotyzmu. – Ubecy, którzy niszczyli ludzi, stają się niemal bohaterami dnia. Dziś nie krytykuje się oficerów, tylko ich ofiary. – Proszę, by arcybiskup przeczytał książkę, zanim wygłosi takie opinie – odpierał zarzut politycznego tła książki prezes IPN Janusz Kurtyka. Podkreślił, że uważa Wałęsę za »wybitną postać historyczną« i książka nie uderza w jego godność. – Historia z lat 70. dowodzi tylko, że w komunizmie los Polaków bywał dramatyczny, a wybitne jednostki umiały to przezwyciężyć – zapewniał”. Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza, 21-22.06.2008 r.
- W Radiu Wrocław rozmowa ze Zbigniewem Chlebowskim o książce IPN „SB a Lech Wałęsa” – szefem klubu PO:„Żałuję, że taka książka w ogóle się ukazała - podkreśla Zbigniew Chlebowski. - Próba podważania ogromnych osiągnięć Lecha Wałęsy jest niepoważna - dodaje. Zbigniew Chlebowski zgadza się z postawioną przez wicepremiera Grzegorza Schetynę tezą, że wydana przez IPN książka o TW "Bolku" to owoc akcji politycznej PiS. Szef klubu Platformy Obywatelskiej opowiada też o rządowych planach reformy mediów publicznych”. Radio Wrocław, 21.06.2008 r.
- Mirosław Czech, publicysta Gazety Wyborczej: „IPN pod kierownictwem Janusza Kurtyki osiągnął duży sukces - ugruntował nihilizm prawny pleniący się w polskim życiu publicznym na skalę dotąd nienotowaną. Polityków oduczył posługiwania się konstytucją, ustawami i kodeksami, dużą zaś część mediów - myślenia. Jakby w sprawach lustracji prawo przestało w Polsce obowiązywać, państwo służyć miało do bezkarnego represjonowania obywateli, a opinia publiczna sprowadzać się do roli statystów linczu na dowolnie wybranym delikwencie. Wydawało się, że po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z maja ubiegłego roku, w którym sędziowie zmiażdżyli podstawowe pomysły tzw. powszechnej lustracji - radosna twórczość IPN w dziedzinie prawa już nie będzie nam zagrażać. Byliśmy w błędzie. IPN niczego się nie nauczył i z niczego nie zrezygnował. Chce nadal stać ponad i poza prawem. Lustrować na dziko, ferować wyroki po orzeczeniach sądu i zmuszać państwo, by uznało esbeckie papiery za źródło prawdy i prawa. Wydając książkę Cenckiewicza i Gontarczyka, Kurtyka i jego mocodawcy testują granice, do jakich mogą się posunąć w naruszaniu prawa i przepisywaniu historii Polski na nowo. Pragną udowodnić, że państwo i jego nowa władza są wobec nich bezsilni, bo PO przez kilka lat głosiła hasło IV RP i nic złego im teraz nie zrobi”. Gazeta Wyborcza, 23.06.2008 r.
- „Borowczak: Szef IPN-u to nienawistny człowiek z psimi oczami, już dawno bym go odwołał. Janusza Kurtykę odwołałbym za to, co zrobił panu Przewoźnikowi. Ten człowiek nigdy nie budził we mnie zaufania. Widać po jego twarzy – jest w nim taka nienawiść. Z tego człowieka nie przebija dobroć - mówił w Kontrwywiadzie RMF FM Jerzy Borowczak, inicjator strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku, a dziś przyjaciel Lecha Wałęsy: Jestem przekonany, ze Wałęsa nie jest „Bolkiem” – dodał”. Rmffm.pl, 23.06.2008 r.
- „Instytut Pamięci Narodowej pełni od kilku lat szkodliwą i złowrogą rolę w życiu publicznym Polski. Za potężne pieniądze publiczne firma kierowana dziś przez Janusza Kurtykę uprawia polityczne gangsterstwo. Czaru goryczy dopełniła ostatnia nagonka na Lecha Wałęsę. Lista grzechów, a raczej win IPN jest długa. Powołany do życia w 1999 r., miał służyć jako instytucja badająca najnowszą historię Polski i w uzasadnionych przypadkach zajmująca się ściganiem zbrodni przeciwko narodowi polskiemu. Bardzo szybko przekształcił się jednak w rodzaj policji polityczno-ideologicznej nacjonalistycznej prawicy i służy głównie zwalczaniu jej przeciwników politycznych. Taką rolę IPN pełni zwłaszcza od 2006 r., czyli od chwili, gdy z nadania braci Kaczyńskich funkcję jego prezesa objął Janusz Kurtyka” – czytamy na pierwszej stronie poniedziałkowej Trybuny, 23.06.2008 r.
- „Dziś w sprzedaży pojawi się wzbudzająca ogromne emocje książka »SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii«. Na aukcji internetowej książka Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka osiągnęła cenę 315 złotych. W księgarniach trzeba za nią zapłacić wielokrotnie mniej – 65 złotych. Jednak przez pierwsze dni pozycja ta będzie białym krukiem – pierwszy rzut to niespełna 4 tysiące egzemplarzy. Docelowy nakład przewidziany został na 44 tysiące. W miniony weekend główny bohater książki Lech Wałęsa świętował imieniny. Zjawiła się na nich rekordowa liczba gości – ponad 600. Premier Donald Tusk podarował spinki z wizerunkiem lwa i zapewniał o swoim wsparciu. Tymczasem już we wrześniu ma się ukazać nowa autobiografia Lecha Wałęsy. Będzie zatytułowana »Droga do prawdy«”. Rzeczpospolita, Dziennik, 23.06.2008 r.
- „Lech Wałęsa przygotowuje wydawniczą ripostę na książkę IPN. We wrześniu ukaże się jego autobiografia - pisze »Dziennik«. Mają się w niej znaleźć m.in. nieznane fakty na temat negocjacji Wałęsy z Borysem Jelcynem dotyczące wycofania wojsk radzieckich z Polski. Możliwe, że znajdzie się w niej polemika byłego prezydenta z publikacją Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka”. Dziennik, 21-22.06.2008 r. Onet.pl, PAP, 21.06.2008 r.
- Piotr Gontarczyk, Sławomir Cenckiewicz: „Oświadczenie dla PAP rzecznika prasowego Sądu Apelacyjnego pani Barbary Trębskiej zawiera szereg informacji, które nie znajdują żadnego merytorycznego uzasadnienia. Warto odnieść się do dwóch najważniejszych. »Antoni Macierewicz dysponował w 1992 r. dokumentami sfałszowanymi przez SB, sąd rozpoznający sprawę wysnuł na podstawie opinii grafologicznej z listopada 1990 r. stwierdzającej, że własnoręczne «doniesienie» z dnia 12 stycznia 1971 r. i dwa pokwitowania odbioru pieniędzy z dnia 18 lutego 1971 r. i z dnia 29 czerwca 1974 r., nie zostały sporządzone przez Wałęsę« – stwierdziła pani sędzia. To nieprawda. Wspomniana ekspertyza grafologiczna z 1990 r. w żadnym miejscu nie twierdziła, że omawiane wcześniej dokumenty nie zostały napisane ręką Lecha Wałęsy. W rzeczywistości treść tego dokumentu jest inna i znacznie bardziej skomplikowana. Zawiera ona bardzo ciekawą analizę wspomnianej kwestii i w konkluzji uchyla się od jednoznacznego rozstrzygnięcia. Treść tego dokumentu powinna być dla prawnika oczywista”. Rzeczpospolita, 23.06.2008 r.
- Andrzej Friszke: „Książkę »SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii« Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk dedykują »niezłomnym bohaterom Grudnia '70 w Trójmieście«. Dedykacja piękna, ale jasno dająca do zrozumienia, kto takim bohaterem nie jest. Pierwsze 40 stron to wyrazista publicystyka, w której przywoływane są takie autorytety, jak Piotr Semka i Bronisław Wildstein, czemu towarzyszy krytyka »Gazety«, »Polityki« czy ministra Radka Sikorskiego. Czytelnik wie zatem od razu, że bierze do ręki książkę zaangażowaną, a jej autorzy mają jednoznaczne poglądy. Teza obecna jest od pierwszych stron: Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie »Bolek«. Liczący prawie 300 stron wywód autorów oraz 400 stron wybranych dokumentów mają to udowodnić. (…) Książka nie jest obiektywna. Ma udowodnić słuszność oskarżeń stawianych Wałęsie przez lobby lustracyjne od 1992 r. Już widzę rozgorączkowanych działaczy skrajnie prawicowych gazet i partii, którzy posługując się jej tezami, ruszą do walki przeciw Wałęsie, ale także przeciw »Solidarności«, Okrągłemu Stołowi i przeciw Trzeciej Rzeczypospolitej, jedynej wolnej Polsce, jaka istnieje”. Gazeta Wyborcza, 21-22.06.2008 r.
- Roman Daszczyński: „Po raz pierwszy Cenckiewiczowy Wałęsa - »Bolek« pojawił się w książce »Oczami bezpieki«. - Napisałem. Może nieudolnie, zbyt delikatnie i niejasno, ale zrobiłem to wówczas, jak umiałem najlepiej - stwierdza autor w wypowiedzi dla »Rzeczpospolitej«. Książkę opublikował pod koniec 2004 r. w prawicowym wydawnictwie Arcana. Przewaliła się medialna burza. W 2006 r. Macierewicz zaprosił Cenckiewicza do udziału w pracach komisji likwidacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych. Przez kilka miesięcy był jej przewodniczącym. Gdy skończyła się robota przy WSI, Cenckiewicz wrócił do gdańskiego IPN. Wprowadzono tam nowe porządki - usunięto dyrektora Edmunda Krasowskiego, za którego kadencji Wałęsie przyznano status pokrzywdzonego. Nowym dyrektorem został Mirosław Golon z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, kolega posła PiS Zbigniewa Girzyńskiego. Gazeta Wyborcza, 21-22.06.2008 r.
- Wojciech Czuchnowski, Adam Leszczyński: „Lustracyjny zapał Gontarczyka jest naprawdę wielki. W 2006 roku napisał w oficjalnej publikacji IPN, że podczas protestów w 1968 r. środowisku »komandosów« i Jackowi Kuroniowi »chodziło tylko o udział w walce frakcji wewnątrz PZPR«. Gdy na łamach »Gazety« prof. Henryk Samsonowicz skomentował, że Gontarczyk »przynosi hańbę nauce historycznej«, ten przesłał do redakcji ... skany dokumentów - dowodów, że Samsonowicz w latach 60 należał do PZPR. Dziś Gontarczyk pełni obowiązki wicedyrektora Biura Lustracyjnego IPN. Powstało ono w czasach rządów PiS w miejsce Biura Rzecznika Interesu Publicznego. - Przez Gontarczyka przechodzą wszystkie informacje na temat osób publicznych umieszczanych w katalogu IPN, każdy wpis musi mieć jego akceptację - mówi anonimowo prokurator IPN. I opowiada, jak Gontarczyk szczególnie interesował się postępowaniem sprawdzającym wobec lewicowego posła i adwokata prof. Jana Widackiego”. Gazeta Wyborcza, 21-22.06.2008 r.
- Michał Ogórek: „Ewangelia według śniętego ubeka, jaka stała się podstawą opisu świata, nawet wizualnie upodobniona jest do znanych Ewangelii. Tak jak przy Ewangeliach innych świętych konieczne jest dokładne przywołanie rozdziału i wersu, np. Mateusz 12, 16-21 - "Judasz zwraca trzydzieści srebrników", tak samo cała historia Polski jest ujęta w sygnatury akt: TW "Bolek", 1718 - 1756. Pewną różnicą jest tylko to, że klasyczne Ewangelie nie są ułożone z kart brakujących, a ewangelie ubeckie w zasadzie tylko z nich. Autorami ewangelii ubeckich są przy tym sami uczestnicy wydarzeń osobiście przesłuchujący podejrzanych - to tak, jakby Ewangelie klasyczne napisali sami Poncjusz Piłat, Kajfasz i bezpośredni oprawcy. To byłoby swoją drogą ciekawe, gdyby wszystkie znane przypowieści i historie ewangeliczne zachowały się tylko w ich wersji i co sądzilibyśmy dziś o apostołach; na najlepsze oceny zasłużyłby pewnie Judasz”. Gazeta Wyborcza, 21-22.06.2008 r.
- Władysław Frasyniuk: (…) Dlaczego mam czytać książkę, która opluwa moją biografię i oczernia legendę »Solidarności«? Powiem więcej: takie książki nie powinny ukazywać się pod patronatem państwowej instytucji, jaką jest Instytut Pamięci Narodowej. Wydano ją za pieniądze podatników, za moje pieniądze, a ja na to się nie zgadzam. Niech sobie panowie Cenckiewicz i Gontarczyk piszą, co chcą, i publikują, ale na własną odpowiedzialność i za własne środki. Dziś, kiedy patrzę na to, co się dzieje, mam ochotę przeprosić wszystkich, że kiedyś zagłosowałem za ustawą o powołaniu IPN. Nie dlatego, że prawo zapisane w tej ustawie jest złe. Dlatego, że źli są ludzie, którzy kierują tą instytucją. Temu, niestety, nikt nie potrafi zaradzić”. Gazeta.pl, 22.06.2008 r.
- „Czy należy wznowić proces lustracyjny Lecha Wałęsy, zdecyduje biuro lustracyjne IPN, czyli m.in. Piotr Gontarczyk, współautor książki o tym, że Wałęsa to agent bezpieki o pseudonimie »Bolek«. »Gazeta« zapytała wczoraj Gontarczyka, p.o. wicedyrektora biura lustracyjnego Instytutu, czy będzie wnioskował o wznowienie procesu lustracyjnego b. prezydenta. Gontarczyk: - Nie odpowiem na żadne pytanie. Instytut oficjalnie w tej sprawie nie mówi ani »tak«, ani »nie«. Rzecznik IPN Andrzej Arseniuk: - To decyzja biura lustracyjnego. (…) Premier Donald Tusk skrytykował wczoraj w TVN prezesa IPN Janusza Kurtykę za wydanie książki o Wałęsie: - Pamięć narodowa to bardzo poważna sprawa. Bardzo by mi zależało na tym, by prowadzący takie badania potrafili się wspiąć na Himalaje bezstronności. Prezes Kurtyka chyba nie był himalaistą”. Gazeta Wyborcza, 23.06.2008 r.
- „Były płk KGB Oleg Gordijewski broni Lecha Wałęsy. Polska: KGB interesowało się Wałęsą w latach 80.? Oleg Gordijewski: Za inwigilację i prześladowanie Wałęsy była odpowiedzialna polska SB. Dopiero przed Okrągłym Stołem, gdy Wałęsa stawał się de facto stroną dla rządu, informacje o nim były przekazywane do Moskwy. Potem już jako prezydent polskiego państwa był pod obstrzałem rosyjskiego wywiadu, bo Rosja ma wrogie zamiary wobec Polski. Jednak nawet jeśli Lech Wałęsa w młodości współpracował z SB, to był to epizod. Przecież współpracowało bardzo wielu ludzi w tamtym czasie. Ich motywacji nie powinniśmy sądzić. O wielu sprawach z ich życia, które ich do tego zmusiły, nie wiemy. O wielu nigdy się nie dowiemy. Wałęsy nikt nie powinien za to napiętnować”. Polska, 21-22.06.2008 r.
- Andrzej Godlewski, szef działu opinie "Polski": „IPN ma do wykonania zadania, którym nie były w stanie sprostać m.in. prokuratura czy ośrodki akademickie. Jak naprawdę wyglądały ostatnie dni życia ks. Jerzego Popiełuszki? Jaki był udział MSW w innych morderstwach politycznych? Co służby specjalne PRL wiedziały o zamachu na Jana Pawła II? Przed IPN nikt nie podjął wysiłku, by udokumentować polskie straty wojenne czy działalność niepodległościowego podziemia po 1945 r. »Odpolitycznianie« IPN to może być sposób na zniszczenie Instytutu”. Polska, 23.06.2008 r.
- Wiktor Świetlik, komentator: „Być może książka Gontarczyka i Cenckiewicza powinna być trochę inna. Być może nie byliśmy gotowi na ten spór i powinniśmy odczekać jeszcze 10 lat. Ale jeśli ktoś wierzy, że można było nad tym po prostu przejść do porządku dziennego, to jest naiwny. Musieliby się pojawić jacyś »faceci w czerni« i zresetować pamięć całej Polsce. Nie tylko pamięć 1970 roku, bo tu istotnych świadków jest kilkudziesięciu, może kilkuset, ale także zbiorową pamięć roku 1992 i lat późniejszych, akcji Macierewicza, słów Świtonia, zarzutów Walentynowicz, spekulacji Czumy czy Bugaja”. Polska, 23.06.2008 r.
- Piotr Śmiłowicz: „W ogólnonarodowej debacie wokół książki IPN nie chodzi już o prawdę o liderze Solidarności. To kłótnia o to, czy wolno szargać narodowe świętości. »Czy ten ptak gniazdo kala, co je kala, czy ten, co mówić o tym nie pozwala« - pisał Cyprian Kamil Norwid. To dobre motto do rozważań na temat afery wokół książki »SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii«. Wśród historyków popularny jest pogląd, że można obiektywnie badać jakieś wydarzenia dopiero wtedy, gdy wymrą wszyscy ich bohaterowie. Aktualność tej myśli widać szczególnie dziś, gdy na debacie o książce Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka zaciążyła polityka. To zrozumiałe. Książka dotyczy postaci symbolicznej dla upadku komunizmu. (…) Ale polityczne interpretacje nie mogą unieważniać pytań o fakty. I o rzetelną ocenę poważnej, sygnowanej gryfem IPN książki. Jestem już po jej lekturze, więc czuję się uprawniony do spisania kilku słów. Książka niejako składa się z dwóch części - historycznej i publicystycznej. Pierwsza budzi szacunek zakresem kwerendy i głębokością analizy. Gdy autorzy analizują dokumenty SB dotyczące TW "Bolka", próbują zweryfikować ich wiarygodność, stosują warsztat naukowy i nie można mieć do ich rzetelności większych zastrzeżeń. Choć pełna ocena tych działań będzie możliwa dopiero po upływie czasu.” Newsweek, nr 26/08, 23.06.2008 r.
- „Z założycielami Wolnych Związków Zawodowych i członkami władz pierwszej »Solidarności« - Andrzejem Gwiazdą, członkiem Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, i Joanną Duda-Gwiazdą, rozmawia Mariusz Bober. - Książka dr. Sławomira Cenckiewicza i dr. Piotra Gontarczyka wywołała burzę polityczną i ostrą krytykę m.in. ze strony byłego prezydenta, który uważa, że powielają oni tylko fałszywki SB... - Obecne reakcje na książkę o Lechu Wałęsie to, według mnie, taki krzyk rozpaczy: »zdradzacie nasze tajemnice«. Dlatego różne środowiska stają w obronie agentury. Bowiem książka złamała tabu milczenia przyjaciół agentów. Nie dotyczy ona tylko Lecha Wałęsy. Przeczy oficjalnej wersji historii narzuconej Polakom przez beneficjentów Okrągłego Stołu. Ostre sprzeciwy wobec tej publikacji świadczą o tym, że stanął problem cenzury, także badań naukowych. Spór, który teraz obserwujemy, toczy się też w dużej mierze między funkcjonariuszami bezpieki a ich tajnymi współpracownikami”. Nasz Dziennik, 21-22.06.2008 r.
- Szczecinianie nie będą mogli w poniedziałek kupić książki "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii". Księgarnie nie zamówiły jeszcze najgłośniejszej publikacji Instytutu Pamięci Narodowej. Szczeciński oddział IPN otrzymał dziś 12 egzemplarzy. Pracownicy Instytutu informują, że otrzymają jeszcze co najmniej 120, ponieważ takie było zainteresowanie publikacją. 750-stronicowa książka wydana nakładem 4 tys. egzemplarzy będzie kosztowała 65 złotych. Jej fragmenty zostały opublikowane w prasie i na stronach internetowych ogólnopolskich redakcji. Polskie Radio Szczecin, 23.06.2008 r.
- W Lubinie powstał pierwszy w Polsce Komitet Obrony Instytutu Pamięci Narodowej. Założyciele komitetu chcą bronić Instytutu przed ewentualną likwidacją bądź ograniczeniem jego działalności. A takie głosy pojawiły w związku z książką napisaną przez historyków IPN o Lechu Wałęsie Komitet liczy cztery osoby, a jego siedziba mieści się w prywatnym mieszkaniu w Lubinie. Obrońcy IPN, to byli działacze Solidarności Zagłębia Miedziowego i Komitetu Obywatelskiego. Przedstawiciele komitetu biorą w obronę IPN, jego prezesa oraz autorów książki o Lechu Wałęsie, choć samej publikacji jeszcze nie znają. Inny były działacz Solidarności Zagłębia Miedziowego Jan Sugalski również pozytywnie ocenia IPN. Niedawno Instutut doprowadził do skazania byłego esbeka, który znęcał się nad związkowcem w latach 80-tych. Sugalski do komitetu nie wstąpił, bo ma przykre doświadczenia z publikacją sygnowaną przez historyka z IPN. W książce sześciokrotnie pojawia się nazwisko opozycjonisty, choć nikt z nim nie rozmawiał. Na kolejną kłótnię prawicy spowodowaną publikacją IPN patrzy z niesmakiem. TVP Wrocław Fakty, 21.06.2008 r.
- „Instytut Pamięci Narodowej apeluje do świadków, uczestników wydarzeń Poznańskiego Czerwca 1956, aby zgłaszali się do śledczych - poinformował w piątek podczas konferencji prasowej poprzedzającej obchody 52. rocznicy Powstania'56 dyrektor IPN w Poznaniu Ireneusz Adamski. Śledztwo w tej sprawie prowadzone jest od 1991 roku. Dotychczas Okręgowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Poznaniu udało się skierować w grudniu 2007 r. do sądu jeden akt oskarżenia - przeciw byłemu milicjantowi Marianowi S. za wymuszanie zeznań od uczestnika Powstania Poznańskiego Czerwca 1956. Proces nie rozpoczął się ze względu na zły stan zdrowia oskarżonego. Za nadużycie stanowiska służbowego b. milicjantowi grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności”. PAP, 20.06.2008 r.
- „Organizowana przez IPN konferencja w 65. rocznicę mordów na Wołyniu została przesunięta z 20 czerwca na 10 lipca. A swój patronat wycofał prezydent Lech Kaczyński. Konferencja w Belwederze miała być ukłonem w stronę kombatantów oraz organizacji kresowych. Od strony merytorycznej przygotowywał ją IPN. Wiosną 1943 r. ukraińscy nacjonaliści z OUN-UPA rozpoczęli tzw. akcję antypolską na Wołyniu. Polegała ona na zastraszeniu i zmuszeniu do ucieczki polskiej ludności tych ziem, aby przygotować miejsce pod stworzenie jednolitego etnicznie państwa ukraińskiego. Apogeum przypadło latem 1943 r., gdy jednej nocy zaatakowano kilkadziesiąt polskich wsi”. Gazeta Wyborcza, 21-22.06.2008 r.
- „W ciągu dwóch tygodni warszawska prokuratura okręgowa, prowadząca śledztwo w sprawie wysyłki archiwalnych dokumentów procesowych Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu do niemieckiego Ludwigsburga, otrzyma z Instytutu Pamięci Narodowej wyniki skontrum w archiwach. Umożliwi to podjęcie postępowania, które 31 stycznia 2007 r. zostało zawieszone na czas szacowania braków w dokumentacji przez archiwistów i prokuratorów IPN. Do Niemiec wyjechało w ten sposób ok. 40 tys. jednostek archiwalnych”. Nasz Dziennik, 21-22.06.2008 r.
- „Dyrektorzy, którzy błędnie wypełnili oświadczenia lustracyjne, nie zostaną zwolnieni ze stanowisk. Muszą jednak doprecyzować wpisy w dokumentach. Zwolnienie z funkcji groziło pięciu dyrektorom ze Szczecina, Nowogardu, Kamienia Pomorskiego, Reska i Malechowa. Taką informację z Instytutu Pamięci Narodowej otrzymał 12 maja zachodniopomorski kurator oświaty. Pracownicy Biura Lustracyjnego IPN zakwestionowali oświadczenia, bo nie mogli jednoznacznie stwierdzić, co dyrektorzy oświadczyli. - Wypełnili obie części oświadczenia. Stwierdzili, że byli i nie byli współpracownikami - tłumaczy mec. Kazimiera Machcewicz z Biura Lustracyjnego IPN w Warszawie. - Takich przypadków mieliśmy w kraju bardzo dużo. W tej sytuacji IPN zastosował następującą interpretację: skoro oświadczenia zostały wypełnione w sposób niejasny, to będą traktowane tak, jakby w ogóle nie zostały złożone. A to oznacza, że dyrektorzy powinni zostać zwolnieni z pełnionych funkcji. Art. 4 ust. 5 ustawy o zmianie ustawy lustracyjnej z 7 września 2007 r. wyraźnie mówi, że niezłożenie oświadczenia lustracyjnego w terminie określonym powoduje z mocy prawa pozbawienie tej osoby pełnionej funkcji publicznej z dniem, w którym upłynął termin do złożenia oświadczenia”. Gazeta Wyborcza, 23.06.2008 r.
- Podsłuch w Urzędzie Marszałkowskim! Na ślad szpiegowskiej instalacji natrafili robotnicy remontujący pomieszczenia biurowe. To jednak nie robota opozycji. Urządzenia należały prawdopodobnie do SB i służyły do inwigilowania działaczy Solidarności. Na ślad podsłuchowej instalacji natrafiono podczas remontu pomieszczeń, które Urząd Marszałkowski we Wrocławiu przejął od Centrum Sztuki Impart. W latach 70-tych pomieszczenia przy Mazowieckiej należały do domu kultury. Później swą pierwszą siedzibę miała tam dolnośląska Solidarność. To tu do tysięcy Wrocławian przemawiał Lech Wałęsa. W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku budynek szturmowały służby bezpieczeństwa. Jak mówi Sebastian Ligarski z wrocławskiego Instytutu Pamięci Narodowej w kręgu zainteresowania SB było ścisłe kierownictwo wrocławskiej Solidarności. TVP Wrocław Fakty, 22.06.2008 r.
- „Po raz pierwszy mamy okazję poznać dogłębnie historię Polski po 1989 roku” - tak gość porannej rozmowy „W cztery oczy” ocenił publikację najnowszej książki o Lechu Wałęsie. Wiesław Ukleja z Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej uważa, że często używany argument, iż „dlatego że Wałęsa obalił komunizm, powinno być mu wszystko wybaczone”, jest fałszywy. Zdaniem Wiesława Uklei, to nieprawda, a zachowanie się Wałęsy po „Okrągłym stole” przemawia przeciw niemu. W latach osiemdziesiątych uważałem Lecha Wałęsę za symbol polskiej rewolucji solidarnościowej. Wiele osób jednak Wałęsa rozczarował, w tym mnie – dodał Ukleja. Publikacja książki "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka ukaże się w księgarniach dzisiaj. Radio Opole, 23.06.2008 r.
- „Pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej w Rzeszowie oskarżył o dwie zbrodnie komunistyczne b. funkcjonariusza Urzędu Bezpieczeństwa w Przeworsku (Podkarpackie). Akt oskarżenia trafił w piątek do sadu. Jak poinformował naczelnik pionu śledczego rzeszowskiego IPN Grzegorz Malisiewicz, prokuratorzy zarzucają Józefowi K., że w latach 1946-47 jako funkcjonariusz UB w Przeworsku dopuścił się popełnienia dwóch zbrodni komunistycznych. Według IPN, fizycznie i moralnie znęcał się nad pozbawionymi wolności Tadeuszem G. i Heleną R. Z ustaleń prokuratorów wynika, że Józef K. podczas wielokrotnych przesłuchań poszkodowanych m.in. bił ich, polewał zimna wodą, umieszczał w nieoświetlonym i zawilgoconym pomieszczeniu. Józef K. przesłuchiwany w charakterze podejrzanego nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. W ocenie prokuratorów, jego wyjaśnienia jednak »pozostają w wyraźnej sprzeczności ze zgromadzonym w toku śledztwa materiałem dowodowym«". PAP, 20.06.2008 r.
- „Instytut Pamięci Narodowej we Wrocławiu przygotował akt oskarżenia przeciwko Arkadiuszowi Z., b. oficerowi śledczemu Urzędu Bezpieczeństwa w Górze Śląskiej. Mężczyzna jest oskarżonemu o przekroczenie uprawnień podczas przesłuchiwania Borysa C. w 1952 r. Akt oskarżenia trafi do sądu w Głogowie. Jak poinformował PAP prokurator IPN Tomasz Rojek, b. oficer jest oskarżony o to, że w marca 1952 r. jako oficer śledczy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) w Górze Śląskiej, a zarazem funkcjonariusz państwa komunistycznego, działając wspólnie i w porozumieniu z inną osobą, co do której materiały wyłączono do odrębnego postępowania, przekroczył swoje uprawnienia. B. oficer w toku śledztwa prowadzonego przeciwko Borysowi C. sporządził plan przesłuchania podejrzanego, zakładający stosowanie niedozwolonych metod śledczych w postaci 22-godzinnego, ciągłego przesłuchania Borysa C”. PAP, 20.06.2008 r.
|