Sobota, 10 stycznia 2009, data aktualizacji serwisu: 09.01.2009
O IPN
Aktualności
Wydział prasowy
Publikacje
Wnioski
Kontakty
Ogłoszenia
Linki
Szukaj w serwisie
Bibliografia Historii Polskiej
Biuletyn IPN
Twarze bezpieki
Katalogi
"Żydzi polscy i Żydzi w Polsce"

Media o IPN

PRZEGLĄD MEDIÓW - 6 czerwca 2008 r.

KRÓTKO:

  • Za wypowiedź o „Bolku” Lech Kaczyński powinien być usunięty z urzędu – uważa Lech Wałęsa. – Czytałem wypowiedź o „Bolku” prezydenta Kaczyńskiego i muszę powiedzieć, że to nie mieści się w głowie – tak były prezydent Lech Wałęsa zareagował na wypowiedzi o nim prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wałęsa stwierdził ponadto, że Kaczyński powinien być „w trybie natychmiastowym usunięty z urzędu”. Swoje oświadczenie były prezydent wysłał e-mailem do Polskiej Agencji Prasowej, bo przebywa w tej chwili za granicą. W ten sposób legendarny przywódca „Solidarności” odniósł się do słów prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jakie padły w czasie środowego wieczornego wywiadu dla Polsatu. Wałęsa podkreślił w e-mailu, że właśnie o to chodziło władzom komunistycznym, by w prowokację przeciwko niemu uwierzyli „tacy jak Kaczyńscy, Zybertowicze, Wyszkowscy, Macierewicze z Gwiazdami na czele”. – Czy z takimi ludźmi, często zastępcami, z takim ładunkiem zawiści, zazdrości, głupoty mogłem osiągnąć więcej? – pyta w e-mailu Lech Wałęsa.Były prezydent podkreśla, że jest mu „wstyd wobec świata”, że takie rzeczy dzieją się „w kraju zwycięskiej „Solidarności”. „Wałęsa odpowiada Kaczyńskiemu” Rzeczpospolita 6.06.2008 r.
  • Prezydent Lech Kaczyński w pogodnym nastroju powtórzył po raz kolejny środową nocą w Polsacie, że Lech Wałęsa to "Bolek". "Chociaż w latach 80. był bez wątpienia przywódcą narodu" - dodał. Przywódca narodu to może i wielkie słowa, i wielki zaszczyt. Ale Wałęsie należy się więcej – pisze w komentarzu w „GW” Ewa Milewicz. Prezydent Kaczyński wyznał kiedyś, że lubi tworzyć historię alternatywną. Rozważać, jak potoczyłyby się dzieje, gdyby zmienić w nich jakiś drobny fakt. Otóż bez instynktu Wałęsy strajk Sierpnia 1980 r. nie dotrwałby do końca. Nie byłoby wtedy Porozumień Sierpniowych, lecz aresztowania sierpniowe czy inne "wypadki gdańskie". Nie byłoby więc "Solidarności". Mur obozu socjalistycznego nie zacząłby się kruszyć. W każdym razie - nie wtedy. Ile lat by jeszcze trwały PRL i ZSRR? Każdy ma swoją wyobraźnię. (...)Nawet jeśli Wałęsa coś podpisał w latach 70., to co z tego? Był sam, jakby powiedział Jarosław Kaczyński - był z podwórka, bez rodziny z żoliborskiej kamienicy, a naprzeciw miał esbeków buszujących po zrewoltowanym Gdańsku. Wałęsie należy się hołd za przeszłość w PRL, a nie biczowanie – pisze Milewicz. Gazeta Wyborcza 6.06.2008 r. 
  • Oświadczenie wydrukowane w "Gazecie Wyborczej" przy użyciu bardzo mocnych sformułowań odsądza od czci i wiary historyków, którzy opracowali tę książkę. Właściwie nie bardzo wiadomo, o co chodzi autorom tego listu. Jest tam mowa o kampanii oszczerstw wobec Lecha Wałęsy, ale przecież jeszcze nikt nie przeczytał tej książki - skąd więc te sformułowania? Na jakiej podstawie używają tego typu insynuacji i tego typu języka? Nie ma książki, nie wiadomo, o czym ona będzie, oni zaś a priori decydują, że to, co w niej się znajdzie, jest kampanią oszczerstw i pomówień. To zdumiewające –mówi w „SE” Bronisław Wildstein. I dodaje: Moim zdaniem jest to kampania, która stygmatyzuje IPN, czyniąc z niego instytucję z natury złą. Jako żywo przypomina to kampanię wymierzoną niegdyś w Radio Wolna Europa. Czyli są środowiska - przede wszystkim ludzie związani z "Gazetą Wyborczą" - które boją się otwarcia archiwów, czyli boją się ujawnienia w publicznym obiegu nowych informacji. - Dlaczego? - Ponieważ chcą mieć monopol na przedstawianie najnowszej historii Polski, a IPN ten monopol przełamuje. Chcą decydować o tym, co ma być w tej historii, a co nie; o czym można pisać, a o czym nie wolno – mówi Wildstein. Natomiast Władysław Frasyniuk, na łamach „SE” mówi: Apeluję wyłącznie o przyzwoitość, a u historyków IPN jej  nie dostrzegam. 25 lat toczył się proces o śmiertelne pobicie Grzegorza Przemyka; winnym skatowania robotników z Lubina nic się nie dzieje – dlaczego w tych sprawach nie ma podobnego zaangażowania społecznego? (...) Dwóch autorów tej książki ma na swoim koncie jeden niezaprzeczalny sukces – wprowadzili nowy zawód – zawód „historyka IPN”. – mów Frasyniuk. Super Express 6.06.2008 r. 
  • Hanna Lis miała dzisiaj poprowadzić kolejne wydanie "Wiadomości", jednak tak się nie stało. Dlaczego? Są już przynajmniej trzy wersje. Pierwszą podał "Wprost" potem wp.pl, "Rzeczpospolita" i na końcu PAP. Według "Wprost" Hanna Lis zmieniła tekst zapowiedzi materiału o Lechu Wałęsie. Reporter "Wiadomości" Marcin Szczepański zajął się tematem przeszłości Lecha Wałęsy. Reporter informował w nim, że z nowych dokumentów odnalezionych w IPN wynika, iż Wałęsa "był dla bezpieki niewygodny i niebezpieczny". Szczepański w swoim materiale podał informację, że notatka jest znana historykom IPN i uwzględniona przez nich w książce o Lechu Wałęsie, która ma być wkrótce opublikowana. W tekście podsumowania materiału znajdowało się następujące zdanie: "Nie ma jednak wątpliwości, że po ujawnionym dziś dokumencie teza, że Lech Wałęsa mógł współpracować z SB będzie trudniejsza do udowodnienia". O godzinie 19 to zdanie z podsumowania zniknęło - informuje "Wprost" na swoich stronach internetowych. Prowadząca "Wiadomości" Hanna Lis na początku programu poinformowała widzów, że "nowy dokument IPN mówi o niewinności Lecha Wałęsy". Zrobiła to, mimo że wcześniej przygotowana zapowiedź brzmiała: "Nowy dokument IPN rzuca światło na sprawę Lecha Wałęsy". Dodatkowo Hanna Lis postanowiła dopowiedzieć po materiale słowa, które zniknęły wcześniej z podsumowania: "No cóż, ale ujawniony dziś dokument czyni tezę, że Wałęsa był agentem bezpieki, jeszcze trudniejszą do udowodnienia" - opisuje "Wprost". Była to wypowiedź wyraźnie na wyrost w stosunku do treści znanego od dawna dokumentu, a prezenterka zamiast zrelacjonować fakty, stała się stroną sporu o przeszłość Lecha Wałęsy - ocenia "Wprost". PAP, Wprost, Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza 5/6.06.2008 r.
  • Śledztwo prokuratury w sprawie zbrodni katyńskiej nie zostanie wznowione – postanowił moskiewski sąd. Rodziny dziesięciu polskich oficerów zamordowanych przez NKWD w 1940 r. złożyły wniosek o uchylenie postanowienia Głównej Prokuratury Wojskowej Federacji Rosyjskiej o umorzeniu śledztwa w sprawie zbrodni katyńskiej. Wczoraj sąd dzielnicy Chamowniki postanowił oddalić wniosek. Podzielił opinię prokuratury, że jego rozpatrzenie leży w gestii sądu wojskowego, bo śledztwo dotyczyło wojskowych, a część akt została utajniona – podała PAP. Wcześniej ten sam sąd oddalił skargę na postępowanie prokuratury, która odmówiła zrehabilitowania pomordowanych. – Sąd odmówił uznania skargi, stwierdzając, że w takich sprawach mogą się zwracać tylko te osoby, których prawa zostały naruszone – mówiła rosyjska mecenas Anna Stawicka reprezentująca rodziny ofiar. – Wychodzi więc na to, iż do sądu powinni występować sami rozstrzelani Polacy! – Decyzja sądu nie zaskakuje, ale jest to sprawa bardzo przykra dla rodzin katyńskich w Polsce i za granicą – powiedział „Rz” Andrzej Przewoźnik, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. – Najwyższe władze rosyjskie mówią, że Rosja zerwała z totalitarną i komunistyczną przeszłością, a tymczasem widać, że nie są w tych deklaracjach konsekwentne. Takie kluczenie pozwala przypuszczać, że wcale nie chcą się ze swą przeszłością rozliczyć. Rzeczpospolita 6.06.2008 r. 
  • Śledztwo dotyczące mordu na polskich mieszkańcach kresowego miasteczka Naliboki zakończy się w tym roku - poinformowała nas naczelnik pionu śledczego łódzkiego oddziału IPN Anna Gałkiewicz. W śledztwie przesłuchano m.in. około 70 świadków, ale żadnego z Kanady czy Izraela. Dlaczego? Jak tłumaczy IPN, nie ustalono ich danych. Prowadząca śledztwo m.in. w sprawie zbrodni w Nalibokach prokurator IPN Anna Gałkiewicz poinformowała nas, że w tej chwili analizowany jest materiał dowodowy, czy zachodzi jeszcze konieczność przeprowadzenia jakichś czynności śledczych. - Większość czynności dowodowych została zakończona, ale ponieważ jest to kompleksowe śledztwo i dotyczy nie tylko Naliboków, więc trzeba przed zakończeniem dokładnie przeanalizować cały materiał - zaznaczyła prokurator. Gałkiewicz uchyla się od odpowiedzi, jak zakończy się to śledztwo - czy umorzeniem, czy też postawieniem komuś zarzutów. - Nie zwykłam mówić, czego się można spodziewać, póki nie usiądę i nie podejmę jakiejś decyzji - tłumaczy naczelnik. Nasz Dziennik 6.06.2008 r. 
  • Wiceprezydent Olsztyna Tomasz Głażewski (PO) złożył do olsztyńskiego sądu wniosek o autolustrację. Głażewski zaprzecza, by kiedykolwiek współpracował z SB i podpisał zobowiązanie do takiej współpracy. Wiceprezydent wraz z dziennikarzami wysłuchał w czwartek audycji w Polskim Radiu Olsztyn pod tytułem "Z archiwum IPN" autorstwa historyka IPN Pawła Warota i publicysty Łukasza Adamskiego. Warot na podstawie dokumentów stwierdził w niej, że Głażewski w 1981 roku podpisał, używając pseudonimu "Jeż", zobowiązanie do nawiązania kontaktu z SB. - Złożyłem wniosek o autolustrację, bo uważam, że moje oświadczenie lustracyjne, w którym napisałem, że nigdy nie współpracowałem z SB, jest prawdziwe - powiedział podczas późniejszej konferencji prasowej Głażewski. W audycji radiowej Warot stwierdził, że pierwsze zetknięcie Tomasza Głażewskiego (był wówczas studentem) z agentem bezpieki miało miejsce w grudniu 1981 r.; Głażewski miał być rozpracowywany do 1985 roku przez wydział 3. Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Olsztynie. Zdaniem autorów audycji celem pozyskania Głażewskiego przez SB było rozpracowanie środowiska naukowego wydziału rolniczego Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie, w szczególności grupy jego rówieśników. PAP 5.06.2008 r. 
  • Naczelnik olsztyńskiej delegatury Instytutu Pamięci Narodowej wydał zakaz publicznych wypowiedzi swoim pracownikom. - Niedobrze, jeśli to, co mówią, wyprzedza naukowe publikacje - komentuje rzecznik centrali Instytutu. Początkowo Norbert Kasparek, naczelnik olsztyńskiej delegatury IPN, wydał pracownikom IPN zupełny zakaz udzielania wypowiedzi i komentarzy. Tłumaczył, że był to nakaz "z Warszawy". Dotychczas historycy IPN swoje badania prezentowali w audycji Radia Olsztyn i w miesięczniku "Debata". Wypowiadali się też w innych mediach w artykułach na temat lustracji i agentury w czasach PRL-u. Zakaz obowiązywał od wtorku. - W żadnym wypadku nie chodzi o całkowity zakaz wypowiedzi - wyjaśnił jednak w czwartek Andrzej Arseniuk, rzecznik prasowy IPN. - Historyk powinien robić, co do niego należy. Gorzej, jeśli jego chaotyczne wypowiedzi wyprzedzają publikacje naukowe - mówi. Chodzi o to, że historycy IPN realizują projekty badawcze dotyczące współpracy różnych olsztyńskich środowisk, np. naukowców czy dziennikarzy z SB. Tymczasem w lokalnych mediach często pojawiają się fragmenty tych badań, a w nich padają nazwiska osób rzekomo współpracujących z komunistycznymi służbami. Gazeta Wyborcza Olsztyn 6.06.2008 r. 
  • Zło czynione przez ludzi współpracujących z władzą komunistyczną powinno być ujawniane i oceniane, ale istnieją również wymogi narodowego interesu, które nakazują szczególną ostrożność w traktowaniu materiałów ubeckich – pisze w „Gazecie Wyborczej” Andrzej Wielowieyski. Sprawa jezuity, ojca Władysława Wołoszyna z Torunia, jednego z najbardziej zasłużonych duszpasterzy akademickich, jest charakterystycznym przykładem manowców lustracji uprawianej przez IPN. Zgodnie z zapowiedzią prezesa IPN Janusza Kurtyki 12 maja ukazał się w „Rzeczpospolitej” artykuł trzech autorów z IPN „Prawda o teczce T.W. »Myśliciel «” K. Maniewskiej, M. Szymaniaka i S. Cenckiewicza. Artykuł spotkał się ze zdecydowaną odprawą ze strony prof. Wojciecha Polaka, historyka z Torunia, w "Tygodniku Powszechnym" (25 maja, "Teczka i Fakty"). Rzetelna analiza prof. Polaka, który punkt po punkcie zbija pochopne i bezpodstawne insynuacje IPN o współpracy jezuity z UB, jest jaskrawym dowodem błędnej i bardzo szkodliwej działalności Instytutu. Nie chodzi jednak tylko o pokrętne komentarze historyków IPN do ubeckich raportów. Sprawa dotyczy bowiem w istotny sposób naszej narodowej pamięci. Młode pokolenie ma na ogół bardzo blade pojęcie o tym, jak żyliśmy w komunizmie. Także u wielu ludzi średniego pokolenia zaciera się pamięć o tamtych doświadczeniach. Gazeta Wyborcza 5.06.2008 r. 
  • Już tyle razy wracała dyskusja, czy Pomnik Wdzięczności powinien zniknąć z krajobrazu Olsztyna. Tymczasem pomnik nie tylko nie zniknie, ale nawet będzie remontowany. Stojący między Alfą a urzędem marszałkowskim monumentalny pomnik Wyzwolenia Ziemi Warmińsko-Mazurskiej, zwany też przez olsztynian szubienicami, zaprojektował znany rzeźbiarz Xsawery Dunikowski. Został odsłonięty w 1954 roku i w koncepcji komunistycznych władz miał być wyrazem wdzięczności mieszkańców Olsztyna dla Armii Czerwonej za uratowanie miasta przed niemieckim okupantem. Historycy oburzali się, że armia radziecka splądrowała i spaliła Olsztyn, a nie go wyzwoliła. Renata Gieszczyńska z olsztyńskiego oddziału IPN nazwała pomnik według projektu Dunikowskiego "reliktem PRL-u i objawem swoistej schizofrenii". Jerzy Szmit z PiS-u popierał pomysł, żeby "szubienice" przerobić na pomnik ofiar totalitaryzmu. Zaś europoseł Bogusław Rogalski proponował, żeby wywieźć pomnik do Muzeum Komunizmu w Kozłówce. Gazeta Wyborcza Olsztyn 6.06.2008 r. 
  • Szwedzki zespół Sabaton komponuje utwory o bohaterstwie polskich żołnierzy w czasie II wojny światowej. Utwory metalowego zespołu, którego członkowie nie mają polskich korzeni, opowiadają o bitwie pod Wizną i o Monte Cassino. Tysiące polskich fanów oglądają w Internecie teledysk Sabatonu „1:40” poświęcony tej pierwszej, zwanej polskimi Termopilami. Pojawiają się pod nim polskie napisy wyjaśniające, że od 6 do 10 września 1939 r. 720 żołnierzy polskich pod dowództwem kapitana Władysława Raginisa odpierało pod Wizną atak ponad 42 tysięcy Niemców. 1:40 oznacza, że na jednego polskiego żołnierza przypadało 40 zabitych Niemców. Utwór to hołd dla polskich żołnierzy o „duchu Spartan”, którzy walczyli do końca. – To polscy fani pomogli nam przetłumaczyć słowa utworu na wasz język – mówi „Rz” menedżer zespołu Hans Friberg. Autorem tekstu jest zainteresowany historią wokalista Joakim Brodén. Rzeczpospolita 6.06.2008 r.

Powrót
Drukuj
Generuj plik PDF
Poleć stronę znajomemu
Adres do korespondencji
Instytut Pamięci Narodowej, ul. Towarowa 28, 00-839 Warszawa
©2000-2009 Instytut Pamięci Narodowej. Wszelkie prawa zastrzeżone.