|
|
PRZEGLĄD MEDIÓW - 27 marca 2008 r.
KRÓTKO:
- „Przed warszawskim sądem odbyło się dziś specjalne posiedzenie w sprawie procesu o stan wojenny. Po raz pierwszy po 1989 roku sąd zajął się tą sprawą. W posiedzeniu, które nie oznacza jeszcze rozpoczęcia właściwego procesu, wzięło udział trzech z ośmiu oskarżonych o bezprawne wprowadzenie w 1981 roku stanu wojennego. Byli to generał Wojciech Jaruzelski - ówczesny premier, szef MON-u; Stanisław Kania - Pierwszy sekretarz KC PZPR oraz Tadeusz Skóra - w 81 roku wiceminister sprawiedliwości. Posiedzenie sądu dotyczyło rozpatrzenia wniosków adwokatów oskarżonych, którzy już na tym etapie chcą, by sprawa i akt oskarżenia zostały zwrócone do Instytutu Pamięci Narodowej w celu uzupełnienia - ich zdaniem - braków w materiale dowodowym. Jest to związane z tym, że generał Wojciech Jaruzelski i Stanisław Kania domagają się na przykład, by IPN jako autor stawianych zarzutów przesłuchał w śledztwie światowych przywódców z lat 80-tych, na przykład Michaiła Gorbaczowa, Margaret Thatcher, doradcę prezydenta USA Jimmiego Cartera - Zbigniewa Brzezińskiego, czy Anatolija Gripkowa - szefa sztabu sił zbrojnych Układu Warszawskiego. O konieczności ich przesłuchania jako świadków przekonywał sąd między innymi były sekretarz KC PZPR Stanisław Kania. (…) Innego zdania niż Jaruzelski był prokurator Piotr Piątek z pionu śledczego IPN. Oskarżyciel chce, by sąd oddalił wnioski adwokatów o zwrot aktu oskarżenia do śledztwa. Bo zdaniem prokuratora Piątka - stan wojenny był w szczegółach zaplanowany i konsultowany z ZSRR, a nie wprowadzony z konieczności. "Termin rzekomego zagrożenia został ukuty po zmianach w 1989 roku jako właśnie taka linia obrony oskarżonych. Jedynym świadomym powodem wprowadzenia stanu wojennego była natomiast chęć zachowania wówczas władzy przez oskarżonych" - stwierdził prokurator Piątek”. IAR, dziennik.pl, PAP, rmffm.pl, 26.03.2008 r. Gazeta Wyborcza, Trybuna, Rzeczpospolita, Fakt, Nasz Dziennik, 27.03.2008 r.
- „Wrocławski sąd okręgowy uznał w środę, że oświadczenie lustracyjne Ignacego Bochenka, byłego wiceministra skarbu i wicewojewody dolnośląskiego, nie jest zgodne z prawdą. Wyrok nie jest prawomocny. Uzasadniając wyrok sędzia Magdalena Jurkowicz powiedziała, że nie można dać wiary wyjaśnieniom lustrowanego, który mówiąc o podpisaniu zobowiązania do współpracy twierdził, że nie wiedział co podpisuje. »Znał treść podpisanego oświadczenia. Ponadto zeznania świadków świadczą, że opowiadał o tym np. swoim przyjaciołom czy żonie. Mówił, że zaproponowano mu współpracę, miał wątpliwości i dzielił się nimi« - powiedziała Jurkowicz. Sędzia mówiła też, że nie potwierdziły się informacje o szantażu, jakiemu poddany miał być Bochenek, zatrudniony wówczas w legnickiej fabryce Milana. »Jego ówczesny dyrektor, zeznając jako świadek stwierdził, że nigdy nie groził mu i nie uzależniał zwolnienia od rozmowy z funkcjonariuszem SB. Ponadto lustrowany znał prawo pracownicze i musiał wiedzieć, że pracownika nie można zwolnić bez podania powodu« - dodała sędzia”. PAP, 26.03.2008 r.
- „Powstająca w delegaturze IPN biblioteka wzbogaciła się właśnie o niecodzienny zbiór. Przez lata zbierane swoje książki i publikacje historyczne o regionie przekazał radomski historyk Władysław Macierzyński. Władysław Macherzyński to emerytowany nauczyciel historii, autor wielu publikacji o tematyce regionalnej. Pracował przez wiele lat jako nauczyciel historii w radomskich szkołach. Uczył w Technikum Przemysłu Skórzanego, Technikum Budowlanym oraz w VI Liceum Ogólnokształcącym im. Jana Kochanowskiego. Był też metodykiem historii w Wojewódzkim Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli. Z racji i zawodu, i życiowej pasji gromadził publikacje dotyczące dziejów Polski, ale przede wszystkim historii miasta. Po latach uzbierał pokaźny zbiór i właśnie zdecydował, aby je przekazać do biblioteki w radomskiej delegaturze Instytutu Pamięci Narodowej. Dar to w sumie kilkaset pozycji. - Jest tam sporo interesujących rzeczy, które badaczom najnowszych dziejów Polski z pewnością się przydadzą. Cenne są zwłaszcza wycinki prasowe, które pan Macherzyński gromadził przy okazji różnego rodzaju wydarzeń: relacje dziennikarskie sprzed lat, głosy polemiczne - mówi Bogusław Bek z biura edukacji publicznej radomskiej delegatury IPN. Zapewnia on, że gdy książki zostaną oczyszczone i opisane, będą mogli z nich korzystać nie tylko pracownicy delegatury, ale także historycy prowadzący prace badawcze czy nauczyciele historii z radomskich szkół. (…) Powstająca w delegaturze IPN biblioteka obecnie liczy około 500 pozycji”. Gazeta.pl – Radom, 26.03.2008 r.
- „Ignacy B., były wicewojewoda dolnośląski z czasów koalicji SLD-UP i wiceminister skarbu w rządzie Marka Belki, jest kłamcą lustracyjnym - orzekł w środę wrocławski Sąd Okręgowy. W 2003 roku Rzecznik Interesu Publicznego zakwestionował oświadczenie lustracyjne byłego wiceministra, w którym stwierdził, że nie był tajnym współpracownikiem SB. Tymczasem w IPN leży podpisane przez niego w 1986 roku zobowiązanie do współpracy oraz teczka TW »Alka«, którym, zdaniem Rzecznika, był Ignacy B., wówczas główny energetyk w Zakładach Włókiennych »Milana« w Legnicy. Zawiera ona kilka meldunków ze spotkań »Alka« z oficerem SB Janem Cz., a w nich m.in. informacje na temat nastrojów w »Milanie«. Ignacy B. broni się, że podpisał podstawiony mu przez Jana Cz. dokument, ale nie wiedział, że jest to zobowiązanie do współpracy. Mówi, że zmusił go do tego dyrektor zakładu, grożąc utratą pracy”. Gazeta.pl – radom, 26.03.2008 r.
- Rozmowa z Jackiem Mierzwą, synem skazanego w procesie krakowskim. W sierpniu 47 r. zaczął się w Krakowie jeden z największych procesów pokazowych przeciwko szefom opozycji antykomunistycznej. Spośród 17 oskarżonych o zdradę i szpiegostwo (m.in. zastępca sekretarza generalnego PSL Stanisław Mierzwa) ośmiu usłyszało wyrok śmierci. Dziś w Muzeum Archeologicznym, gdzie proces miał miejsce, zostanie wmurowana tablica poświęcona skazanym. G.K: Jak zatrzymano Pana ojca? - To było porwanie. Ojciec wracał z Rzeszowa, była noc. Matka usłyszała pod oknem jak gwiżdże - to był znak żeby rzucić mu klucze. Gdy zbiegła na dół już go zabrali. G.K: Kto?- Trzech uzbrojonych esbeków zawlokło go do UB na placu Inwalidów. Zmusili ojca, żeby się wypisał z listy PSL do Sejmu, bo w razie wyborów zostałby posłem i komuniści mieliby kłopot. G.K: Co mu zarzucili? - Komuniści chcieli skompromitować PSL, ostatnią opozycyjną partię. Ojciec dostał 10 lat więzienia, bo nie doniósł na kolegę, który przyniósł mu podziemną gazetkę. Wtedy sądy pociągały to pod sprzyjanie imperialistom i zdradę. G.K: Udało się wtedy rozbić PSL z milionem zwolenników? - Tak. Wyroki były miażdżące-wykonano 3 egzekucje. Nawet w słynnym procesie moskiewskim nie było tak źle. Niedługo potem szef PSL Stanisław Mikołajczyk uciekł z Polski i opozycja demokratyczna w PRL praktycznie przestała istnieć. W prasie czytałem o ojcu straszne rzeczy. Ludzie jednak nie dali się nabrać- nie czułem piętna syna „ wroga ludu”. G.K: Opowiadał o więzieniu w UB? - Nigdy, nie chciał do tego wracać. Po wyjściu z więzienia on, przyjaciel Witosa, ucieka od polityki. Zmarł w 1985r., a w 1989r został zrehabilitowany. Nie dożył tego - mam nadzieję że wmurowana dziś tablica będzie dla niego i jego kolegów pośmiertnym hołdem. Gazeta Krakowska, 27.03.2008 r.
- Zbigniew Sanocki donosił na mnie Służbie Bezpieczeństwa – twierdzi Wiesław Myśliwiec, działacz podziemnej Solidarności. Sanocki, obecnie burmistrz Jedlicza kategorycznie zaprzecza. Myśliwiec przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie domaga się unieważnienia wyroku sadów PRL, które w 1985 roku skazały go na półtora roku wiezienia za drukowanie ulotek Solidarności Walczącej. Nazwisko Sanockiego znalazło się na opublikowanej przed trzema laty przez rzeszowską grupę „Ujawnić Prawdę” liście tajnych współpracowników SB. Nowiny, 27.03.2008 r.
|