|
|
PRZEGLĄD MEDIÓW - 19 marca 2008 r.
KRÓTKO:
- Śledztwo IPN: kto zabił Pyjasa – czytamy w środowym wydaniu Rzeczpospolitej. „Czy w końcu uda się ustalić, kto i z czyjej inspiracji zabił w 1977 roku studenta w Krakowie? – Jeszcze w tym tygodniu wydam postanowienie o podjęciu na nowo umorzonego śledztwa. Poprowadzi je pion śledczy IPN, któremu przekażę wszystkie materiały i moje ustalenia – ujawnił »Rz« Krzysztof Urbaniak z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Od lat z uporem prowadził tę sprawę. Prokurator wyjaśnia, że zbrodniami komunistycznymi może się obecnie zajmować tylko IPN, a nie prokuratura. Dyrektor krakowskiego oddziału Instytutu Marek Lasota deklaruje, że dołoży starań, by dochodzenie przebiegało sprawnie i szybko. Zwłoki związanego z opozycją studenta UJ Stanisława Pyjasa znaleziono 7 maja 1977 roku w bramie kamienicy przy ulicy Szewskiej 7 w Krakowie. Prokuratura umorzyła wówczas sprawę, twierdząc, że Pyjas »spadł ze schodów«. Wznowione w 1991 roku śledztwo trzykrotnie (ostatnio w 1999 r.) było umarzane z powodu braku dostępu do materiałów SB i niewykrycia sprawców. (…) Okazuje się, że w archiwach IPN odnalazły się m.in. teczki personalne i teczki pracy trzech tajnych współpracowników SB, których wykorzystywano do inwigilacji Pyjasa i grupy opozycjonistów z nim związanych. IPN odtajnił nazwiska tych TW, a prokuratura ustaliła ich miejsca zamieszkania”. Rzeczpospolita, gazeta.pl, rmffm.pl, 19.03.2008 r.
- „Były prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego ds. Collegium Medicum profesor Marek Zembala współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa - wynika z materiałów, jakie znajdują się w archiwum krakowskiego IPN pisze Dziennik Polski. Naukowiec zaprzecza, by donosił SB. Znany lekarz, odmówił rozmowy o tej współpracy, a w przysłanym e-mailu stwierdził, iż »nigdy nie był świadomym TW SB«. Tymczasem z zachowanej teczki pracy TW »Marka« wynika, iż był nim właśnie Marek Zembala, który tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa został w październiku 1976 r. Już przed owym werbunkiem pisał informacje, które zachowały się w archiwum po SB. »Byłem nachodzony w pracy, przepytywany, a następnie podpisywałem rodzaj protokołu z przesłuchania. Dla mnie nie jest to współpraca, a odpowiedź na zadawane pytania« - twierdzi prof. Zembala. 6 października 1976 r. podporucznik Tadeusz Wojtas, inspektor sekcji II Wydziału II WUSW w Krakowie (czyli kontrwywiadu cywilnego), tak pisał o rozmowie z kandydatem na TW, która »miała charakter pozyskaniowy«: »Oświadczył, że udzieli nam pomocy w ramach jego możliwości, przy czym fakt ten zachowa w ścisłej tajemnicy. Wszelkie informacje podpisywał będzie pseudonimem ťMarekŤ. Pobrałem od kandydata oświadczenie w formie pisemnej. Uzgodniłem także sposób kontaktowania się w wypadku nagłej potrzeby« (tu następuje wymiana telefonów obu stron do pracy i domu). »Wyjaśniłem także kandydatowi ogólne zasady konspiracji« - pisze oficer. Uzgodniono, że spotkania odbywać się będą przynajmniej raz na miesiąc. Teczkę TW »Marka« esbecy przekazali do swego archiwum dopiero w 1988 r. - można przeczytać w aktach przejętych po latach przez IPN”. Dziennik Polski, 19.03.2008 r.
- Na łamach Dziennika Polskiego rozmowa z Markiem Lasotą, dyrektorem krakowskiego oddziału IPN: „Dziennik Polski: Czy to, iż ktoś miał pseudonim tajnego współpracownika, teczkę pracy i pisał informacje dla SB oznacza, że z nią współpracował? Marek Lasota: - Oczywiście. Wskazuje na to zwłaszcza sporządzanie odręcznych informacji czy raportów. To w zasadzie czynnik przesądzający. Można się spierać, czy ktoś był TW, jeśli mamy teczkę pracy, kwestionariusz, a nie ma żadnych rezultatów owej współpracy. Istnienie własnoręcznych notatek, informacji itp. nie pozostawia wątpliwości. Jakie znaczenie dla SB mogła mieć niewinna informacja, że żona przyjeżdżającego do Polski z Zachodu naukowca to Czeszka z pochodzenia? Dz.P: Po co SB interesowała się nawet tym, czy ktoś pali, pije, jaki ma stosunek do pracy, jaki tryb życia prowadzi? Marek Lasota: (…) choćby po to, by inną osobę przekonać o swej wszechwiedzy, podając przykłady znajomości ludzi z danego środowiska. Czasem informacje o ewentualnych nałogach wykorzystywano nawet do szantażu. Informacje o konkretnej osobie były też drogą dotarcia do niej samej. Często SB chciała, by współpracownik pisał odręczne donosy?”. Dziennik Polski, 19.03.2008 r.
- Rozmowa z prof. Piotrem Franaszkiem, dyrektorem Instytutu Historii UJ: „Dz.P: Po co SB zbierała pozornie nieistotne informacje? - SB chciała dokładnie kontrolować dane środowisko, znać panujące w nim nastroje i poglądy. Stąd interesowała się wszystkim i na podstawie różnych danych decydowała m.in., czy dać komuś paszport. Chodziło też o tzw. naprowadzenie, czyli wskazanie osób, które potencjalnie mogłyby się znaleźć w obszarze zainteresowania SB. Choćby jako ludzie zajmujący się dyscypliną, która mogła być dla niej istotna. Ale - co ważniejsze - także jako ci, których być może dałoby się pozyskać jako agentów. To dotyczyło także obcokrajowców. W sprawozdaniach funkcjonariuszy SB pojawia się nierzadko informacja, ile »naprowadzeń« udało się uzyskać dzięki osobom wyjeżdżającym zagranicę”. Dziennik Polski, 19.03.2008 r.
- W Gazecie Polskiej wywiad z prof. Jerzym Eislerem o wydarzeniach marcowych 1968 roku. „Wiec 8 marca był zwołany w obronie Adama Michnika i Henryka Szlajfera – sztandarowych wręcz postaci grupy »komandosów«. Rezolucje odczytali Irena Lasota, Mirosław Sawicki i Wiktor Górecki. Były to osoby z najściślejszego kręgu »komandosów«. Potem zdecydowana większość z nich oglądała wydarzenia marcowe z więzienia; do 11 marca prawie cała czołówka została wyaresztowana. Więc jest prawdą, że potem w ruchu marcowym pojawiły się inne środowiska. Natomiast w genezie tych wydarzeń decydująca rolę odegrali »komandosi«. Nie jest to legenda, tylko takie są fakty. To oni wspólnie ze studentami PWST organizowali demonstrację po ostatnim przedstawieniu »Dziadów« 30 stycznia 1968 r. To oni zbierali podpisy pod petycją protestująca, a Irena Lasota złożyła ją w Sejmie”. Gazeta Polska, nr 12/08, 19.03.2008 r.
- „Rozmowa z dr. Marcinem Stefaniakiem, dyrektorem szczecińskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. - Zamierza pan kontynuować kierunek działań zapoczątkowany przez poprzedniego dyrektora, Kazimierza Wóycickiego, czy też ma pan swoją wizję rozwoju szczecińskiego IPN? - Odpowiem na to pytanie parafrazując słowa Marka Lasoty, dyrektora krakowskiego oddziału IPN, uważanego za najlepszy spośród oddziałów, który powiedział: »Chcemy być nadal najlepsi«. Ja powiem zaś: My chcemy być najlepsi. Na pewno rewolucji, w stosunku do tego co robił dyrektor Wóycicki, nie będzie. Chcemy kontynuować przywracanie pamięci o początkach tworzenia się państwa polskiego na tych ziemiach po drugiej wojnie światowej, a także tego, jak znaczącą rolę odegrała opozycja w Szczecinie, czy też jak działało państwo totalitarne w stosunku do obywatela. Szczecin jest bowiem miejscem szczególnym. - Jednak niewiele osób o jego szczególności wie. Czy jako były naczelnik Biura Edukacji Publicznej IPN będzie stawiał pan przede wszystkim na edukację? - Z wiedzą młodzieży, zwłaszcza na temat najnowszej historii Polski, rzeczywiście nie jest najlepiej. Głównie dlatego, że jest to okres dopiero teraz wnikliwie badany, nie ma dobrych podręczników, a wiedza nauczycieli także pozostawia często dużo do życzenia. W Szczecinie często powtarzane jest hasło, że u nas nie wytworzyły się elity. Uważam, że to nie jest prawdą. One są, ale trzeba po nie sięgnąć. Podam przykład Mirosława Witkowskiego, który przez całe swoje dorosłe życie walczył o wolną Polskę, narażał swoje życie, a teraz siedzi w jakiejś małej instytucji i sprzedaje książki. Te autorytety trzeba pokazać ludziom, przywrócić pamięć o nich, podobnie jak o tym, że w Szczecinie rodziła się opozycja, która także później odegrała bardzo ważną rolę. - W jaki sposób zamierza pan tego dokonać? »Solidarność« jest przecież dzisiaj niemal wyłącznie utożsamiana z Gdańskiem. - Trzeba prowadzić badania, publikować, jeździć z odczytami po Polsce, brać udział w dyskusjach. Niedawno rozpoczął się projekt badawczy poświęcony »Solidarności«, który zakończy się w 2010 roku, na trzydziestolecie związku. Mamy co prawda duże zaległości, ale chciałbym w 2010 r. móc powiedzieć, że rola Szczecina w budowaniu opozycji została zauważona i doceniona. Mamy zespół młodych, ambitnych historyków, dlatego jestem dobrej myśli”. Głos Szczeciński, 19.03.2008 r.
- „Rząd Niemiec zajmie się w środę koncepcją »Widocznego znaku« oraz wstępną kalkulacją kosztów powstania i funkcjonowania wystawy. Do tych dokumentów, przygotowanych przez Bernda Neumanna, pełnomocnika rządu ds. kultury i mediów, dotarła »Rzeczpospolita«. Wystawa powstanie w tzw. Domu Niemieckim w samym centrum Berlina, nieopodal wystawy »Topografia terroru«, która dokumentuje zbrodnie nazistowskie. »Widoczny znak« ma być projektem przede wszystkim niemieckim. Według założeń w radzie fundacji zasiądą przedstawiciele związków wypędzonych, m.in. organizacji Eriki Steinbach. Dla obcokrajowców przewidziano jedynie udział w gremiach doradczych. Multimedialna ekspozycja będzie się odwoływać przede wszystkim do emocji. Wystawa poświęcona wypędzeniom zajmie około 2000 mkw. - Lektura koncepcji »Widocznego znaku« dobitnie pokazuje, że trzymanie się rządu polskiego jak najdalej od tego projektu było jak najbardziej uzasadnione. W tak zarysowanym projekcie widzę niebezpieczeństwo rozmycia się odpowiedzialności Niemiec za wypędzenia - komentuje dla »Rz« były minister kultury Kazimierz Michał Ujazdowski”. PAP, Rzeczpospolita, wp.pl, 19.03.2008 r.
- „Literaturoznawca prof. Janusz Kryszak z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika (UMK) w Toruniu przeprosił we wtorek na łamach uczelnianego pisma za współpracę z SB. Agenturalne związki naukowca znane są od połowy 2006 r. »Przez te dwa lata wiele myślałem o bólu i zawodzie, jaki sprawiłem memu otoczeniu, ludziom bliskim, wszystkim, którzy do niedawna mi ufali i obdarzali szacunkiem. Za to chciałbym z całą pokorą przeprosić« - napisał profesor w liście opublikowanym w »Głosu Uczelni«. Prof. Kryszak wyjaśnił, że przeprasza dopiero teraz, gdyż potrzebował czasu »by zdusić w sobie wszystkie złe emocje, by wyzbyć się hardości i zbyt łatwych usprawiedliwień«. (…) Prof. Kryszak jest znawcą polskiej literatury dwudziestolecia międzywojennego, emigracyjnej, a także poetą. Agenturalną przeszłość działalność naukowca w połowie 2006 r. ujawnił dawny działacz toruńskiej »Solidarności« Stanisław Śmigiel, opierając się na dokumentach otrzymanych z IPN. Kryszak pod pseudonimem »Krzysztof« był tajnym współpracownikiem SB przez 22 lata. Zwerbowano go w 1967 r., gdy był 22-letnim studentem filologii polskiej UMK. Współpracował z SB nieprzerwanie aż do 1990 r., za co otrzymywał wysokie wynagrodzenie i prezenty, w tym wydawnictwa emigracyjne. Naukowiec donosił m.in. na wybitnego polonistę prof. Artura Hutnikiewicza, którego był ulubionym uczniem, a po jego śmierci stał się jego spadkobiercą. Prof. Kryszak po ujawnieniu dokumentów z IPN przyznał się do współpracy, zrezygnował z funkcji dyrektora Instytutu Literatury Polskiej UMK, a jesienią 2007 r. przeszedł na emeryturę”. PAP, 18.03.2008 r., Nasz Dziennik, Dziennik, 19.03.2008 r.
- „W środę Sąd Okręgowy w Olsztynie podejmie decyzję, czy Cyprian Rogowski, dziekan wydziału teologii olsztyńskiego uniwersytetu, zostanie zlustrowany. We wtorek na niejawnym posiedzeniu pełnomocnik profesora prosił o wszczęcie postępowania, które ma udowodnić, że Rogowski nie był agentem i że złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne. Prokurator z wydziału lustracyjnego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku nie oponował. Jeśli sędzia przychyli się do wniosku Rogowskiego - a wszystko na to wskazuje - śledczy z białostockiego IPN-u zajmą się gromadzeniem dowodów i przesłuchiwaniem świadków. Za kilka miesięcy sprawa wróci do olsztyńskiego sądu, przed którym będzie się toczyć postępowanie lustracyjne. Artykuł o kontaktach ks. prof. Cypriana Rogowskiego z olsztyńską Służbą Bezpieczeństwa ukazał się w miesięczniku »Debata«. Paweł Warot, historyk z olsztyńskiego oddziału IPN, napisał, że SB pozyskała do współpracy obecnego dziekana teologii w czerwcu 1982 roku. Przez osiem lat »służby« pod pseudonimem »Kamil« miał dostarczyć policji politycznej PRL-u licznych informacji dotyczących kościoła na Warmii, spraw olsztyńskiej kurii i duchownych tej diecezji, a także Polonii z Włoch i Niemiec. Cyprian Rogowski zaprzecza informacjom zawartym w artykule Warota”. Gazeta.pl – Olsztyn, 18.03.2008 r.
- „Okręgowa rada Adwokacka w Krakowie postawiła Arkadiuszowi Mularczykowi, sądeckiemu parlamentarzyście i adwokatowi, zarzut wprowadzenia w błąd Trybunału Konstytucyjnego. Do zdarzenia doszło w maju ub. R. podczas rozprawy dotyczącej ustawy lustracyjnej”. Polska, 19.03.2008 r.
- „Wystawę »Małopolanie w katyńskich dokumentach dr Jana Robla« otwarto we wtorek w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Krakowie. Wystawę przygotował krakowski oddział IPN. Zaprezentowano na niej dokumenty i zdjęcia 66 oficerów z Małopolski zamordowanych w Katyniu. Krakowski naukowiec dr Jan Zygmunt Robel w latach okupacji niemieckiej badał dowody rzeczowe sowieckiej zbrodni katyńskiej, przywiezione do Krakowa przez Niemców. Na ekspozycji pokazano kopie protokołów sporządzonych przez zespół dr Robla. Każdy z nich zawiera dokładny spis przedmiotów i dokumentów znalezionych przy zwłokach polskich oficerów zamordowanych przez Sowietów w 1940 r. w Katyniu. Do każdego z protokołu dołączono fotografię oficera. Dokumenty dotyczą oficerów urodzonych w Małopolsce lub związanych z tym regionem. Na wystawie zobaczyć można również zdjęcia pracowników zespołu dr Robla. Wystawa będzie czynna do 18 kwietnia. Jan Zygmunt Robel urodził się w Krakowie w 1889 r. W 1912 r. obronił doktorat w Zakładzie Chemii Lekarskiej UJ. W 1939 roku w ramach niemieckiej akcji Sonderaktion Krakau został aresztowany wraz z profesorami UJ. Więziono go w obozie Oranienburg-Sachsenhausen do lutego 1940 r. Po powrocie do Krakowa na polecenie władz tajnego Uniwersytetu objął funkcję kierownika Oddziału Chemicznego Instytutu Medycyny Sądowej i Kryminalistyki”. PAP, 18.03.2008 r.
- W tygodniku Niedziela relacja z wystawy „Wygnańcy”. „W budynku Parlamentu Europejskiego w Brukseli 3 marca br. odbyło się otwarcie wystawy »Wygnańcy«, przygotowanej przez Instytut Pamięci Narodowej, przy współpracy Ambasady RP w Królestwie Belgii. Autorem koncepcji przedsięwzięcia był Kazimierz Wóycicki, dyrektor Instytutu Polskiego w Lipsku i członek polsko-niemieckiej grupy Kopernika. Prezentacja wystawy w holu Parlamentu możliwa była dzięki staraniom posłów Parlamentu Europejskiego – Wojciecha Roszkowskiego i Bogusława Sonika”. Niedziela, nr 12/08, 19.03.2008 r.
- „Dziś o godz. 18 rozpocznie się kolejne spotkanie z serii »Z badań IPN«, tym razem zatytułowane »Strajk sierpniowy z 1988 r. w Szczecinie«. Wykład wygłosi Artur Kubaj z BEP IPN w Szczecinie. Wstęp wolny”. Kurier Szczeciński, Gazeta Wyborcza, sedina.pl, radio.szczecin.pl, 19.03.2008 r.
- W najbliższą środę 26 marca w studiu S-1 Polskiego Radia Szczecin odbędzie się promocja 'Atlasu polskiego podziemia niepodległościowego 1944-1956' wydanego przez IPN. Wyjątkowe wydawnictwo w niezwykle szczegółowy sposób dokumentuje historię 'żołnierzy wyklętych' po zakończeniu II wojny światowej. Podczas spotkania w studiu S-1 o 'Atlasie...' i opisanych w nim faktach z dziejów najnowszych Polski opowie m.in. Rafał Wnuk, który koordynował pracami zespołu autorów tworzących publikację. Wyświetlimy również prezentacje multimedialne wykonane ze zdjęć, obrazów i grafik zawartych w książce. Gościem specjalnym spotkania będzie Janina 'Jachna' Smoleńska, partyzant w latach 1943-44 m.in. w V Wileńskiej Brygadzie AK dowodzonej przez majora Zygmunta Szendzielarza 'Łupaszkę'. Recenzujący 'Atlas...' profesor Bogdan Chrzanowski z Instytutu Politologii Uniwersytetu Gdańskiego napisał: 'Odtworzenie tak ogromnej liczby nazwisk i faktów, przedstawionych w sposób uporządkowany, uchroniło od zapomnienia istotny fragment historii Polski, związany z walką niepodległościową. Publikacja adresowana jest głównie do młodej generacji, nieznającej dramatu lat wojny i okupacji oraz okresu powojennego'. Zaproszenia na promocję 'Atlasu...' można dostać słuchając audycji Radia Szczecin”. www.radio.szczecin.pl, 19.03.2008 r.
|