|
|
PRZEGLĄD MEDIÓW - 27 lutego 2008 r.
KRÓTKO:
- „Prezes IPN Janusz Kurtyka odwołuje się do sądu od prokuratorskiej odmowy wszczęcia śledztwa w sprawie »propagowania totalitarnego systemu komunistycznego« przez nadanie ulicy w Rzeszowie imienia komunistycznego działacza Władysława Kruczka. W styczniu rada miasta przyjęła taką uchwałę - na wniosek radnych popierających związanego z SLD prezydenta miasta - przeciw czemu byli m.in. radni PiS i PO. Według zwolenników uchwały, Kruczek - b. I sekretarz KW PZPR w Rzeszowie - »był dobrym gospodarzem województwa i dbał o rozwój miasta«. Spotkało się to z licznymi protestami. Do prokuratury wpłynęły, m.in. od IPN i działaczy opozycji z PRL, zawiadomienia o publicznym propagowaniu w ten sposób systemu komunistycznego - co jest przestępstwem zagrożonym karą do 2 lat więzienia. (…) Według Kurtyki, decyzja o odmowie zapadła przedwcześnie, bo bez przesłuchania wnioskodawców uchwały. Tymczasem prokuratura jedynie przeanalizowała protokoły sesji rady miasta, po czym uznała, że z wypowiedzi zwolenników nadana ulicy imienia Kruczka nie wynikało, by ich celem było pochwalanie komunizmu, a jedynie »uczczenie pamięci człowieka, który ich zdaniem przyczynił się do rozwoju miasta«. Kurtyka pisze w zażaleniu, że nie jest możliwe formułowanie wniosków co do zamiarów inicjatorów uchwały tylko na podstawie zapisów protokołu sesji, bez przesłuchania tych osób. Zdaniem prezesa IPN, prokuratura, w ślad za jednym ze zwolenników uchwały, dokonała rozróżnienia na "Władysława Kruczka - dobrego" i »Władysława Kruczka – złego«. »Trudno oprzeć się refleksji, iż w takim razie nazwa ulicy winna zatem zawierać stosowne odesłanie i brzmieć być może: +ulica dobrego wcielenia Władysława Kruczka« - napisał Kurtyka, argumentując, że inaczej przeciętny odbiorca nie mógłby dociec, »o co chodziło ojcom miasta«. Według Kurtyki, taka metoda rozumowania prokuratury »otwiera rozmaite pola absurdu«. »Można sobie wyobrazić ulice imienia Adolfa Hitlera - budowniczego autostrad i likwidatora bezrobocia« lub ulicę imienia »gubernatora Hansa Franka - twórcy i założyciela Filharmonii Krakowskiej«; wystarczy tylko odwołać się do dobrych wcieleń tych +postaci historycznych+" – dodał”. PAP, gazeta.pl - Rzeszów, 26.02.2008 r.
- To, co nastąpiło w pierwszych miesiącach rządu Mazowieckiego, to niepowetowana strata dla historii i kultury – powiedział Wojciech Sawicki, wicedyrektor pionu archiwalnego IPN o niszczeniu akt. - Trudno dziś pisać historię pozytywną, bo zniszczono wiele świadectw bohaterstwa. Opozycjoniści przychodzą do IPN zajrzeć do swych akt i okazuje się, że mamy dla nich zaledwie 2 kartki. Nie mogę pojąć, jak można było dopuścić, by nasza historia poszła z dymem. Archiwa IPN zawierają obecnie tylko „brudy”. Archiwa „czyszczono” na masową skalę na ustne polecenia szefów MSW i MON od wczesnej jesieni 1989 r. Na początku wprawdzie akta Departamentu IV MSW, który zajmował się inwigilacją Kościoła, ale od września do grudnia także akta wywiadu PRL. W pierwszej kolejności tej części, która specjalizowała się w zwalczaniu „Solidarności”. Chciano ukryć, że taka struktura w wywiadzie PRL istniała. Później, gdy funkcjonariusze PRL odkryli, że są praktycznie bezkarni, materiały niszczono dosłownie półkami. W grudniu 1989 i styczniu 1990 doszło do nieodwracalnych strat. Usunięto też niezwykle cenne karty ewidencyjne z kartoteki operacyjnej, by następcy w MSW nigdy nie odnaleźli śladów po ważnych agentach. Część kart udało się jednak w UOP ocalić, choć były już w workach przygotowane do spalenia. Pond pół miliona takich kart dotyczących spraw i osób składa się na kartotekę odtworzeniową, kiedyś przechowywaną w UOP, obecnie w IPN. W roku 1990 nastąpiło apogeum. Wojskowe akta palono w Mińsku Mazowieckim, gdzie była tajna składnica dokumentów Wojskowej Służby Wewnętrznej czyli wojskowej bezpieki, istniejącej od 1957 r. Tam zniszczono też bezcenne dla historii i nauki polskiej archiwalia Informacji Wojskowej, poprzedniczki WSW. Nikt tego nie blokował. Zaczęto się temu przyglądać, gdy już było za późno. Zniszczonych zostało ok. 77% całego zasobu archiwalnego kontrwywiadu wojskowego. Każdy historyk, chcący rzetelnie opisać dany okres, środowisko czy wydarzenie, powinien z nich korzystać w imię prawdy. Ktoś, kto celowo rezygnuje z pewnych źródeł archiwalnych, gdyż są one dlań niewygodne, nie jest wiarygodny, nie ma prawa określać się historykiem. Co najwyżej jest kronikarzem lub propagandzistą. Dziennik Polski, 27.02.2008 r.
- W Gazecie Polskiej artykuł pt. ”Zagadka TW »Leopold«” autorstwa Piotr Gontarczyka z warszawskiego IPN i Radosława Patermana z łódzkiego IPN. „(…) Na skutek odwołania 4 czerwca 1992 r. rządu Jana Olszewskiego i zablokowania archiwów komunistycznej policji lista sporządzona za czasów Antoniego Macierewicza, jak i wykonana na polecenie min. Milczanowskiego były kolportowane nieoficjalnie. Lista Milczanowskiego została opublikowana 2 czerwca 1994 r. w »Gazecie Polskiej« nr 22 (44). Wśród znajdujących się na niej osób był również ówczesny poseł Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego Stefan Myszkiewicz-Niesiołowski. Podano o nim następujące informacje: »Niesiołowski Konstanty Stefan ur. 4.02.1944 r., poseł ZCHN, okręg nr 4 – Łódź. Pozyskany przez Wydz. III KWMO Łódź w roku 1971 jako TW pseudonim »Leopold«. Dnia 26 maja 1979 r. materiały TW przekazano do Dep. I MSW za pismem nr AB-00166/79. materiały zniszczono, daty i protokołu brak. (…) Podstawowa kwerenda nie przyniosła żadnej informacji wiążącej TW ps. »Leopold«. Podejrzenie , że mogło tu dojść do jakiejś pomyłki, na skutek której o współpracę z SB posądzono niewinną osobę, było czynnikiem mobilizującym do dalszych poszukiwań. (…) Nie ma wątpliwości, że przypisanie Stefanowi Myszkiewicz-Niesiołowskiemu rejestracji dotyczącej TW »Leopold« było błędem pracowników Urzędu Ochrony Państwa, dokonujących sprawdzeń w 1991 r. (…) Niesiołowski był rozpracowywany w ramach sprawy o kryp. »Omega«, ale nie on był pozyskanym w tym środowisku TW ps. »Leopold«”. Gazeta Polska, nr 9/08, 27.02.2008 r.
- Maciej Korkuć, historyk krakowskiego IPN na łamach Tygodnika Powszechnego: „Zabójstwo kilkunastu Żydów dokonane przez partyzantów »Ognia« Jan Tomasz Gross uczynił jedną z ilustracji stosunku podziemia niepodległościowego do Żydów. Mógł sięgnąć do źródeł, ale posłużył się literaturą propagandową z czasów stalinizmu” – czytamy we wstępie do artykułu. „Późną wiosną 1946 r. pięciu podkomendnych Józefa Kurasia »Ognia« zeszło z gór do Krościenka, gdzie dołączyło do nich kolejnych dwóch ludzi. 2 maja przebywali w zabudowaniach należących do jednego z członków konspiracji, a późnym wieczorem rozdzielili się, by spenetrować miejscowość. Jeden z nich wyjechał poza Krościenko na rowerze i przypadkiem zobaczył zaparkowaną ciężarówkę. Nie miał pojęcia, co zawiera i dlaczego się zatrzymała. Zameldował o tym pozostałym. Podjęto decyzję o sprawdzeniu auta, co w tamtym czasie było rutynową czynnością na obszarach kontrolowanych przez partyzantkę. Dzisiaj wiemy, że w ciężarówce było 26 osób narodowości żydowskiej, które miały być potajemnie przerzucone przez zieloną granicę. Specjalnie w tym celu wynajęto i opłacono kierowców oraz dobrze znającego przygraniczne tereny Jana Wąchałę »Łazika«, który współorganizował przerzut. To on kazał zatrzymać auto, ściągnął przewożony w nim motocykl i wyjechał w stronę miasteczka. Kiedy podkomendni »Ognia« zorientowali się, że na »pace« są ludzie, część z nich wyprowadzili na drogę, legitymując i sprawdzając, czy nie mają broni. Uspokajali ich, że nie mają powodów do obaw. Nagle, z nieznanych powodów, co najmniej dwóch partyzantów otworzyło ogień. Co było bezpośrednim powodem – nie wiemy. Faktem jest, że jedenaście osób zginęło na miejscu, siedem zostało rannych, reszta zdołała uciec. Faktem jest, że byli to nieuzbrojeni, Bogu ducha winni ludzie, którzy chcieli po prostu wyjechać z kraju. Faktem jest, że siedząc spokojnie w ciężarówce, niczym tych wydarzeń nie sprowokowali. Innymi słowy: faktem jest, że jako bezbronni cywile stali się ofiarami niemożliwej do usprawiedliwienia zbrodni. Jest także faktem, że nie była to zaplanowana zasadzka ani realizacja rozkazów dowódcy zgrupowania, który o sprawie przerzutu nic nie wiedział. Doszło do bezładnej strzelaniny w ciemności: nie było tortur ani wymyślnego znęcania się nad ofiarami, co usilnie próbowała rozgłosić komunistyczna propaganda. Chociaż – powtórzmy – była to przerażająca masakra”. Tygodnik Powszechny, nr 9/08, 27.02.2008 r.
- „IPN nie będzie szukał winnych akcji »Hiacynt«. Instytut odmówił wszczęcia śledztwa w sprawie działań władz PRL wobec osób o orientacji homoseksualnej, bo jego zdaniem akcja miała tylko charakter prewencyjny, a MO działało zgodnie z prawem. (…) Jak tłumaczy rzecznik IPN Andrzej Arseniuk, śledztwa odmówiono w wątku »zbrodni komunistycznej polegającej na gromadzeniu przez funkcjonariuszy MO, w celu późniejszego wykorzystania do szantażu, danych dotyczących osób homoseksualnych«. IPN uzasadnił to »brakiem ustawowych znamion czynu zabronionego w zakresie zbrodni komunistycznej«. Decyzja jest nieprawomocna. (…) IPN uznał, że zarzuty autorów zawiadomienia »nie znajdują potwierdzenia w dostępnym materiale postępowania sprawdzającego, a w związku z tym nie uzasadniają podejrzenia popełnienia zbrodni komunistycznej. Niezasadne jest bowiem twierdzenie zawiadamiających o bezprawności działań podjętych w latach 1985-1987, w ramach operacji Hiacynt, przez ówczesne kierownictwo KG MO«. Zdaniem IPN, »czynności przeprowadzone w ramach tej operacji związane były z ustawowymi zadaniami ówczesnej MO, określonymi w ustawie o powołaniu tej służby, do obowiązków której należała m.in. ochrona porządku i bezpieczeństwa, wykrywanie przestępstw, ściganie sprawców i przeciwdziałanie przestępczości«. IPN podkreśla, że akcja miała charakter prewencyjny, a jej celem było »rozpoznanie zagrożeń kryminalnych w hermetycznych środowiskach osób homoseksualnych i w konsekwencji zapobieganie i zwalczanie przestępczości. Z powyższego powodu działaniom przedsięwziętym przez funkcjonariuszy MO nie sposób przypisać cech bezprawności«. Tvn24.pl 25.02.2008 r., Polityka, nr 9/08, 27.02.2008 r.
- Daniel Passent, felietonista Polityki: „(…) Wystarczy zobaczyć, jaki jest stosunek polskojęzycznych mediów do naszych intelektualistów. Do prof. Andrzeja Zybertowicza, Zdzisława Krasnodębskiego, do socjologa Migalskiego, do wybitnych historyków Korkucia, Gontarczyka, Chodkiewicza czy Żaryna. Nie są nigdzie zapraszani. Są przedmiotem drwin postkomunistycznych. Prawie nigdzie nie mogą publikować. Są pozbawieni możliwości badawczych i środków do życia (…). IV RP broni się na rubieży Toruń-Częstochowa. W Warszawie trwa bitwa o każdy dom. Budynek giełdy dostał się w ręce sił rządowych, ale IV RP broni się w wieżowcu IPN i w siedzibie Episkopatu”. Polityka, nr 9/08, 27.02.2008 r.
- „List w obronie prezydenta Olsztyna Jerzego Czesława Małkowskiego, oskarżanego przez media o molestowanie urzędniczek i gwałt na jednej z nich - ciężarnej, opublikowali we wtorek olsztyńscy naukowcy i artyści. Sygnatariusze listu protestują przeciw osądzaniu przez media prezydenta, a do prokuratury apelują o szybsze prowadzenie postępowania. Artyści i naukowcy napisali w liście, że od kilku tygodni pojawiają się różne programy telewizyjne i artykuły prasowe obwiniające prezydenta Olsztyna o najgorsze obyczajowe przestępstwa. »Zanim prokuratura przystąpiła do swoich czynności, nie mówiąc o wyroku sądowym, wydźwięk publikacji, audycji radiowych i obrazów telewizyjnych nie pozostawia złudzeń, że prezydent jest winien« - napisali sygnatariusze. (…) List podpisali m.in. historyk prof. Janusz Jasiński, szef olsztyńskiej delegatury IPN w Olsztynie dr hab. Norbert Kasparek, dyrektor Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków w Olsztynie Iwona Liżewska, artysta związany z olsztyńskim uniwersytetem prof. dr Piotr Obarek, artyści malarze Stefan Połom i Edward Ratuszyński oraz historyk dr Jerzy Sikorski”. PAP, 26.02.2008 r.
- „Przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu zakończył się we wtorek proces lustracyjny Ignacego Bochenka, byłego wiceministra skarbu i wicewojewody dolnośląskiego w latach 2001- 2003. Wyrok zostanie ogłoszony prawdopodobnie w marcu. Prokurator IPN Elżbieta Kozłowska-Włodarek powiedziała we wtorek w mowie końcowej, że materiał dowodowy - w tym teczka personalna i teczka pracy Bochenka, zarejestrowanego jako TW »Alek« - świadczy o tym, że był on tajnym i świadomym współpracownikiem byłych służb bezpieczeństwa. »Nie ma znaczenia, czy przekazywane informacje były tajne i z jakiego źródła pochodziły. Istotny jest sam fakt współpracy, a nie forma. Zachowano elementy tajności, istnieje też własnoręcznie podpisane zobowiązanie do współpracy. Nie można mieć wątpliwości, że wyczerpane zostały elementy definicji współpracy i Ignacy Bochenek złożył niezgodnie z prawdą oświadczenie lustracyjne« - mówiła prokurator”. PAP, gazeta.pl – Wrocław, Polskie Radio - Wrocław, Radio RAM, 26.02.2008 r., Gazeta Wyborcza - Wrocław, Polska – Gazeta Wrocławska, 27.02.2008
- „Relacja z prac Komisji Wspólnej Przedstawicieli Rządu i Konferencji Episkopatu Polski oraz sytuacja duszpasterstwa polonijnego - to główne tematy obrad 343. zebrania plenarnego KEP, która zbierze się 5-6 marca w Warszawie. Jak poinformował we wtorek PAP rzecznik Episkopatu ks. Józef Kloch, podczas dwudniowych obrad biskupi podsumują pracę zespołów powołanych do zbadania i oceny etyczno-prawnej materiałów dotyczących duchownych, które znajdują się w IPN”. PAP, KAI, 26.02.2008 r.
- „To, czy Jarosław Romański uczestniczył w spacyfikowanej przez ZOMO demonstracji 31 sierpnia 1982 r., jest kluczowe w toczącym się od września procesie trzech funkcjonariuszy SB. W stanie wojennym esbecy zeznali, że Romański uczestniczył w nielegalnej demonstracji pod gorzowską katedrą. Został aresztowany i trafił do więzienia na trzy i pół roku. Romański twierdzi, że w czasie demonstracji znajdował się w mieszkaniu znanej opozycjonistki Teresy Klimek i robił z jej balkonu zdjęcia. 26 lat temu sąd nie wziął tego pod uwagę. Teraz, na wniosek IPN, sąd ponownie bada wszystkie okoliczności tej sprawy. Jedną z linii obrony oskarżonych esbeków była opinia, że w 1982 r. z balkonu pani Klimek niemożliwe było wykonywanie zdjęć przez Jarosława Romańskiego. Ich zdaniem leżącemu mężczyźnie nie pozwalała na to konstrukcja balkonu”. Gazeta.pl – Gorzów Wielkopolski, 26.02.2008 r.
- „Zielone światło w sprawie Tadeusza Ptaszyckiego, głównego projektanta Nowej Huty, dał IPN. Opinii na jego temat, czy był tajnym współpracownikiem SB, domagali się radni dzielnicy XVIII. Uzależniali od tego decyzję o ufundowaniu tablicy poświęconej Ptaszyckiemu Ale radni ciągle stoją na żółtym świetle. Mimo że IPN wyraził się dość jasno: »Uprzejmie informuję, że Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie nie prowadził badań, w kontekście których występowałby Tadeusz Ptaszycki (...). Nadmieniam, że w zasobie tutejszego Oddziału IPN znajdują się akta rozpracowania Tadeusza Ptaszyckiego o sygnaturze IPN Kr 010/2328« (odpowiedź na zapytanie radnych, a właściwie zarządu »osiemnastki« przygotował Marek Lasota, p.o. dyrektor krakowskiego IPN-u). Przypomnijmy: parę tygodni temu jeden z radnych »osiemnastki« Tomasz Urynowicz złożył wniosek o upamiętnienie Ptaszyckiego tablicą, która zostałaby ufundowana przez dzielnicę z okazji setnej rocznicy urodzin projektanta (minęła 1 lutego). Nad wnioskiem pochylił się zarząd dzielnicy i uznał, że najpierw trzeba sprawdzić, czy »istnieją jakiekolwiek wątpliwości co do tej osoby«. Chodziło o sprawdzenie, czy Ptaszycki współpracował z peerelowskimi służbami. Po co? Zarząd uznał, że niestosowne byłoby uczczenie tablicą człowieka, który miałby taką przeszłość. Gdyby Ptaszycki okazał się agentem, a tablica już zostałaby odsłonięta - »pozostałby niesmak«. Trzeba więc było sprawdzić”. Gazeta.pl – Kraków, 26.02.2008 r.
- W Radiu Lublin wywiad z dr Dorotą Gałaszewską-Chilczuk, historykiem lubelskiego oddziału IPN na temat stanu badań dotyczących działań aparatu bezpieczeństwa wobec kadry naukowej Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. W Telewizji Lublin relacja z wykładu dr Doroty Gałaszewskiej-Chilczuk, który odbył się 26.02. w Lublinie pt. „Kadra naukowa UMCS pod lupą aparatu bezpieczeństwa”. Radio Lublin, Telewizja Lublin, 27.02.2008 r.
- Śmierć 86-letniej Erny Wallisch zamyka prowadzone przeciw niej śledztwo. Erna Wallisch w czasie II wojny światowej – od października 1942 r. do stycznia 1944 r. – była strażniczką w obozie koncentracyjnym na Majdanku. Wallisch była prawdopodobnie ostatnią żyjącą strażniczką z obozu koncentracyjnego na Majdanku. Gazeta Wyborcza Lublin, Radio Lublin 22.02.2008 r.
- Postawę Katarzyny i Sebastiana Kazaków jako przykład bohaterstwa w czasie wojny przedstawia w artykule Michał Kalisz (IPN O/Rzeszów). Postaw takich na Rzeszowszczyźnie było wiele. Obecnie dobiega końca proces uhonorowania rodziny Kazaków medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata, który zostanie przekazany na ręce Józefy Siuzdak. Ponadto w numerze można przeczytać również o prezentacji V tomu periodyku wydawanego w Rzeszowie pt. „Aparat Represji w Polsce Ludowej 1944-1989”, która odbyła się w Rzeszowie – w Klubie Dziennikarza 7 lutego 2008 r. Podkarpacki Przegląd Samorządowy, styczeń-luty, 2008.
- Senator PiS Stanisław Kogut chce, by w Nowym Sączu powstała filia krakowskiego Oddziału IPN. Szanse są niewielkie, w ciągu kilku ostatni lat udało się stworzyć jedynie delegaturę w Opolu. Mimo wieloletnich starań nie powstały placówki w Częstochowie, Tarnowie, Oświęcimiu. „Bogata historia ruchu oporu i powojennego ruchu antykomunistycznego na Sądecczyźnie zasługuje na dogłębne zbadanie- uważa senator Kogut. Według niego placówka nowosądecka miałaby się zajmować przede wszystkim śladami wydarzeń z okresu II wojny światowej oraz okresu powojennego. „To mogłoby zmienić wizerunek IPN jako instytucji zajmującej się wyłącznie teczkami komunistycznej bezpieki. Przed wyborami objechałem szkoły średnie od Zakopanego po Nowy Sącz i wszędzie, na pytanie, czym zajmuje się Instytut, młodzi ludzie odpowiadali, że tylko teczkami”. Zdaniem senatora Koguta historia okupacji w południowej Małopolsce zasługuje na taką samą troskę jak historia represji komunistycznego aparatu władzy. „Niewątpliwie Sądecczyzna ma wszelkie dane ku temu, by ją uznać za teren szczególnej działalności podziemia w okresie II wojny światowej a także dużej aktywności podziemia antykomunistycznego po wojnie” – zgadza się Marek Lasota, dyrektor krakowskiego Oddziału IPN. „Pozostaje jednak kwestia formy, jaką miałaby przyjąć komórka i sam proces organizacji. To dość skomplikowane”. Utworzenie delegatury faktycznie nie jest łatwe. Konieczne byłoby wydzielenie części budżetu z krakowskiej centrali. Trzeba by też znaleźć przygotowanych historyków, znaleźć dla nich siedzibę i zadbać, by w budynku zachowane były wszelkie rygory związane z ochroną danych osobowych. „Wystarczy trzech, najwyżej czterech historyków. Trzeba im tylko znaleźć miejsce do pracy. Właśnie go szukamy” – mówi senator PiS. Polska Gazeta Krakowska, 27.02.2008 r.
- Prokuratorzy z Instytutu Pamięci Narodowej oskarżają kolejnych byłych esbeków, milicjantów i prokuratorów PRL o katowanie opozycjonistów albo nieudzielanie im pomocy. Kpt. K. i sierż. M. są oskarżeni o popełnienie zbrodni komunistycznej. IPN zarzuca im znęcanie się nad działaczami „Solidarności”. Mogą posiedzieć nawet 10 lat. Porucznika S. prokurator oskarżył o nieudzielenie pomocy pobitemu Januszowi Ruszkowskiemu. Grożą mu 3 lata wiezienia. Nie przyznaje się do winy. Proces miał się rozpocząć w miniony czwartek. Termin jednak przełożono na 31 marca z powodu zmiany sędziego. Kazimierz F., były esbek z Legnicy, zdaniem IPN ma na sumieniu katowanie działacza „S”. Zaczęło się 13 grudnia 1981 r., zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego. Milicja zatrzymała wówczas Franciszka M. Podczas przesłuchania był bity, wyzywany. Grożono mu, ze ktoś zrobi krzywdę jego rodzinie. W ten sposób chcieli go zmusić do wydania kolegów i współpracy z SB. Trwało to do lutego1983 r. Kilka miesięcy później esbek wywiózł Franciszka M. do lasu. Kilkakrotnie z pistoletu strzelił koło nogi ofiary. Groził, ze go zabije. Esbek nie przyznaje się do winy. Grozi mu do 5 lat wiezienia. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do Sadu Rejonowego w Lubinie. Edward R. były zastępca Prokuratura Rejonowego w Legnicy nie wszczął postępowania wobec funkcjonariuszy SB, którzy katowali opozycjonistę Jana Sugalskiego. IPN byłemu prokuratorowi postawił zarzut, ze od 9 maja do 23 sierpnia 1985 r. mimo otrzymania pięciu pisemnych zawiadomień o przestępstwie, złożonych przez tymczasowo aresztowanego Jana Sugalskiego, nie przeprowadził postępowania karnego, mimo że miał taki obowiązek. Panorama Legnicka, 26.02.2008 r.
|