Środa, 8 września 2010, data aktualizacji serwisu: 08.09.2010
O IPN
Aktualności
Wydział prasowy
Publikacje
Wnioski
Kontakty
Ogłoszenia
Linki

Aktualności

Program konferencji "Stan wojenny - spojrzenie po dwudziestu latach" wraz z tekstami referatów


Łukasz Kamiński
Oddziałowe Biuro Edukacji
Publicznej IPN we Wrocławiu


OPOZYCJA W POSZUKIWANIU METOD WALKI
W STANIE WOJENNYM




Rocznice ważnych wydarzeń historycznych zwykle stają się okazją do uczczenia bohaterów, okolicznościowych akademii i składania wiązanek kwiatów. W miarę oddalania się od 13 XII 1981 r. przypadłość ta zaczyna dotykać również rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Na szczęście istnieje również tendencja odwrotna - wykorzystywania okazyjnego zainteresowania szerszych gremiów społeczeństwa danym tematem do popularyzowania wiedzy historycznej oraz przeprowadzenia pogłębionych studiów źródłowych. Dobrym przykładem takich działań jest zrealizowany w 2001 r. program badawczo-edukacyjny Biura Edukacji Publicznej IPN "Stan wojenny - spojrzenie po 20. latach", którego zwieńczeniem jest m.in. dzisiejsza sesja.
Przedstawione poniżej uwagi i rozważania w żadnej nie mają na celu postponowania ogromnego wysiłku i poświęcenia tysięcy osób, współtworzących struktury opozycyjne w okresie stanu wojennego. Są jedynie próbą dokonania chłodnej analizy postępowania kół kierowniczych ówczesnego podziemia, ukazania wad i zalet proponowanych metod walki i działania. Jako że autor skupia się na krytyce poczynań podziemnych struktur opozycji, może również powstać błędnie wrażenie, iż tym samym usprawiedliwiane są pewne posunięcia ówczesnej władzy. Oczywiście piszący niniejsze słowa nie miał takich intencji.
Rozważania nad poszukiwaniami strategii walki przez opozycję w okresie stanu wojennego należy niewątpliwie prowadzić na dwu płaszczyznach - sporów ideowych, toczonych zarówno jawnie (polemiki na łamach prasy podziemnej), jak i tajnie (korespondencja między czołowymi przywódcami) oraz na podstawie realnych działań, proklamowanych akcji protestacyjnych itp. Najtrudniejsza do analizy, ze względu na braki w podstawie źródłowej jest niewątpliwie kwestia zakulisowych analiz sytuacji i koncepcji działania, które krążyły pomiędzy liderami podziemia. W dużym stopniu prezentowane w ten sposób opinie, acz nie wszystkie, zostały jednak później upublicznione w formie rozmaitych tekstów programowych, artykułów publicystycznych i uchwał.
Nie sposób nie zauważyć, iż "Solidarność" nie była przygotowana na wprowadzenie stanu wojennego. Brakowało nie tylko przygotowań organizacyjnych, lecz także koncepcyjnych - nie było ogólnopolskiego programu działania na wypadek tak poważnego kryzysu. Osoby nawołujące do przygotowania się na wypadek zagrożenia istnienia związku (ukrycie sprzętu poligraficznego, organizowanie tajnych Komisji Zakładowych) traktowano w najlepszym wypadku z przymrużeniem oka, zaś przeważnie uważano je za groźnych prowokatorów lub agentów SB. Tylko na Dolnym Śląsku i Białostoczczyźnie w początkach grudnia zdecydowano się podjąć z kont i ukryć większe sumy pieniędzy (było to odpowiednio 80 i 2 mln. złotych). W regionie gdańskim ukryte materiały drukarskie zostały zwrócone do siedziby związku tuż przed 13 grudnia46. Można chyba zaryzykować tezę, iż związek był znacznie lepiej przygotowany do konfrontacji w okresie kryzysu bydgoskiego, niż w Grudniu. Jedynie Regiony Dolny Śląsk i Mazowsze przygotowały instrukcje działania na wypadek wprowadzenia stanu wyjątkowego. Jednakże nawet znacznie lepiej opracowany dokument dolnośląski był de facto instrukcją przeprowadzenia strajku powszechnego w przypadku ograniczonego uderzenia na związek. Nie przewidywano możliwości zorganizowania przez władze tak szeroko zakrojonej i przede wszystkim długotrwałej operacji militarno-policyjnej, jak stan wojenny. W efekcie opór we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku tuż po 13 grudnia należał do najsilniejszych w kraju, sprawnie organizowano strajki, sieć łączności między zakładami, tymczasowe siedziby RKS w największych fabrykach itd. Jednakże po spacyfikowaniu wszystkich protestów przywódcy związku zostali całkowicie pozbawieni zaplecza, doszło do wręcz groteskowej sytuacji, kiedy W. Frasyniuk i B. Labuda w Wigilię przez kilka godzin błąkali się po Wrocławiu, nie wiedząc gdzie się udać. Wreszcie wbrew wszelkim zasadom konspiracji spędzili święta u znajomych Labudy47.
Kierownictwo "Solidarności" zlekceważyło także liczne sygnały świadczące o przygotowaniach władz do generalnej rozprawy ze związkiem, a było ich wiele. Wspomnieć można chociażby o utworzeniu w październiku wojskowych Terenowych Grup Operacyjnych, których struktura i zakres działania musiały nasuwać myśl o przygotowaniach wojska do przejęcia kontroli nad państwem. Ważnym sygnałem (dostrzeżonym głównie w publicystyce) było także przedłużenie służby wojskowej rocznikom "przedsierpniowym". Nie wydaje się, iż możliwe było niezauważenie przygotowań podjętych przez aparat partyjny pod koniec listopada, takich jak zabezpieczanie miejsc ewakuacji dla rodzin funkcjonariuszy PZPR oraz tworzenie oddziałów samoobrony (także w największych zakładach pracy), liczących 5 XII 1981 r. ponad 30 tysięcy osób, uzbrojonych w broń krótką, pistolety maszynowe i miotacze gazu48. W końcu, tuż przed 13 grudnia, miały miejsce ostrzeżenia od współpracujących z opozycją funkcjonariuszy SB, w tym bezpośrednia informacja kpt. Hodysza o rozpoczęciu operacji wprowadzania stanu wojennego, przekazana obradującym w Gdańsku członkom Komisji Krajowej. Najwyraźniej związkowi zabrakło centralnego ośrodka analitycznego, zbierającego spływające z całego kraju informacje, budującego scenariusze spodziewanego starcia.
Można dziś spekulować czy i na ile wspomniane powyżej zaniedbania przywódców "Solidarności" były efektem działalności agentury SB ulokowanej na różnych szczeblach struktury związku. Jeśli nawet tak, to wykorzystano dość powszechną w kierowniczych kręgach NSZZ "Solidarność" tendencję do unikania eskalacji konfliktu i prowokowania władz do ostrzejszych działań. Jak się okazało, druga strona wykorzystała te objawy dobrej woli do łatwiejszego zniszczenia przeciwnika.
Pierwszym doświadczeniem i zarazem pierwszą próbą znalezienia skutecznej metody walki stały się strajki grudniowe 1981 r. Dla większości członków związku jedyną wskazówką postępowania stały się postanowienia statutu "Solidarności", które były jednakże nieadekwatne do zaistniałej sytuacji. W tych przedsiębiorstwach, które zdecydowały się na podjęcie strajku, przyjęto dwie formy prowadzenia protestu - obrona czynna zakładu pracy oraz biernego oporu (utrudniania) w przypadku pacyfikacji. Ta druga została we Wrocławiu rozwinięta przez W. Frasyniuka, który opowiadał się za koncepcją strajku "permanentnego", polegającego na powrocie do zakładu po jego opuszczeniu przez siły pacyfikacyjne i ponownym podjęciu akcji49. Metoda ta okazała się nieskuteczna, nie uwzględniała chociażby psychologicznego wpływu jaki wywierała na strajkujących sama akcja "odblokowywania" zakładu, nawet jeśli przebiegała ona bezkrwawo, a także swoistego wyczerpywania się potencjału oporu. Po pacyfikacji kopalni "Wujek", kiedy jasnym było, że władze nie cofną się nawet w obliczu ofiar śmiertelnych, również pierwsza koncepcja, mimo iż skuteczniejsza, okazała się nierealna. Ostatecznie najbardziej udaną formą oporu był "strajk polski" (pod ziemią) podjęty przez załogi kilku śląskich kopalń po masakrze w "Wujku". Protest tego typu, w przypadku zdeterminowania strajkujących, był praktycznie niemożliwy do spacyfikowania. Miał także ogromny wydźwięk propagandowy, niekorzystny dla władz, co mogło skłaniać je do podjęcia negocjacji. Wadą tej metody walki był jednak prozaiczny fakt, iż był ona możliwa do zastosowania tylko w kopalniach, a i to nie wszystkich.
Pierwsze po grudniowym szoku rozważania nad obraniem właściwej metody postępowania zaczęto snuć już w początkach 1982 r. Związane to było z podjętą przez grupę działaczy "Solidarności", z Eugeniuszem Szumiejką na czele, próbą budowy scentralizowanej struktury podziemnej - Ogólnopolskiego Komitetu Oporu ("OKO")50. Wiązało się to także z nawiązaniem łączności, zarówno "pionowej" (OKO - regiony), jak i "poziomej" (np. Wrocław - Warszawa). Już w styczniu doszło do pierwszego sporu między najlepiej zorganizowanym ośrodkiem wrocławskim a nastawioną głównie na przetrwanie grupą związkowców z Mazowsza. Pierwszym dokumentem, obrazującym początek sporu programowego w łonie podziemnych struktur "Solidarności" jest list Zbigniewa Bujaka i Wiktora Kulerskiego z 24 I 1982 r., skierowany do Władysława Frasyniuka i jego współpracowników. Był on najprawdopodobniej odpowiedzią na pismo wrocławian, zawierające propozycję akcji protestacyjnej skierowanej przeciwko podwyżce cen. Mazowieccy związkowcy zdecydowanie wystąpili przeciwko projektowi, uznając, iż "Ostre starcie w chwili obecnej, w razie zachwiania się władzy będzie prowadzić nie do ustępstw, ale do otwartej wojny domowej, nie bez działań z zewnątrz". Bujak i Kulerski sądzili również, że społeczeństwo nie jest obecnie przygotowane na konfrontację z władzą. Jednocześnie zarysowali swoją koncepcję walki, która przyjmie później nazwę "długiego marszu" - "należy przebudować organizację związkową w strukturę zdecentralizowaną i niesformalizowaną, opartą na grupach związkowców, których łączą więzy koleżeńskie, sąsiedzkie, przyjacielskie. Przebudowy tej należy dokonywać w trakcie działań skupionych przede wszystkim na niesieniu pomocy prześladowanym i rodzinom; odrodzeniu niezależnej prasy i sieci jej kolportażu; stworzeniu nowej sieci łączności; wznowieniu ruchu wydawniczego; wypracowaniu systemu zbierania i przekazywania informacji; doprowadzeniu do wytworzenia się skutecznie działającej opinii publicznej, z którą będą musieli liczyć się służalcy; stopniowym organizowaniu biernego oporu i walki cywilnej". W innym miejscu stanowczo wystąpili przeciwko budowie scentralizowanego ciała kierowniczego, mając zapewne na myśli OKO. Była to koncepcja odmienna od wrocławskiej, zakładającej budowę silnych struktur podziemnych (w tym zakładowych). W kolejnym liście Bujak ponownie sprzeciwiał się organizowaniu akcji protestacyjnych przez "Solidarność" jako nieskutecznych (nie wykluczając spontanicznych działań społeczeństwa), zwracając się do wrocławskich kolegów słowami "Jeśli zdołacie osiągnąć jakikolwiek zysk, np. zniesienie patroli, bicia ludzi, przyjęcie zwolnionych do pracy czy coś podobnego - Wasza wygrana, jeśli nie, to tylko będzie świadectwo, że zabawa ta nie ma sensu"51. Wrocławski RKS (przynajmniej w swojej umiarkowanej części) dostrzegał również, iż w chwili obecnej strajk generalny nie ma sensu, wychodzono jednak z odmiennych przesłanek. W opracowanych w styczniu 1982 r. "Tezach o aktualnej sytuacji" stwierdzono, iż w chwili obecnej "strajk raczej nie wypali", ze względu na słabość wszystkich regionów poza Wrocławiem. Uważano, iż ze względu na naturę systemu konflikt władzy ze społeczeństwem będzie narastał, chociażby po planowanych podwyżkach cen. Uważano, iż "Tylko strajk powszechny z udziałem Śląska da efekt". W dokumencie pada również znamienne zdanie: "Trzeba się przyzwyczaić do myśli o jakimś samoograniczeniu". Rozumiano je jednak inaczej, niż na Mazowszu: "Z żądaniem wolnych wyborów trzeba zaczekać na rozpad imperium. Dziś stawimy na działalność statutową, żelazną organizację [podkr. Ł.K.], dostęp do decyzji (Izba Samorządowa), wszechnicę, prasę, wybory do rad (prawo veta)"52.
Rodząca się niejako w "kuluarach" dyskusja pomiędzy zwolennikami "długiego marszu" (budowy zdecentralizowanego społeczeństwa podziemnego) oraz "krótkiego skoku" (przygotowania i przeprowadzenia strajku generalnego, w wyniku którego skłoni się władze do ustępstw) przeniosła się pod koniec marca 1982 r. na forum publiczne z chwilą publikacji w "Tygodniku Mazowsze" znanego artykułu Jacka Kuronia "Tezy o wyjściu z sytuacji bez wyjścia" oraz polemizujących z nim tekstów Bujaka ("Walka pozycyjna") i Kulerskiego ("Trzecia możliwość"). Kuroń zdecydowanie opowiedział się za budową silnego, scentralizowanego ruchu oporu, zdolnego przygotować społeczeństwo do "zlikwidowania okupacji w zbiorowym, zorganizowanym wystąpieniu". Jednocześnie proponował opracowanie i przedstawienie władzy propozycji nawet daleko idącego kompromisu, celem uniknięcia wybuchu. W odpowiedzi Bujak i Kulerski przedstawili koncepcję stworzenia Społeczeństwa Podziemnego, zdecentralizowanego, niesformalizowanego, trudnego do rozbicia i infiltracji. Jego podstawą miały by stać się parafialne Komitety Pomocy Społecznej, rady: edukacji, kultury, nauki, odtworzone TUR, luźne grupy związkowe. Celem działalności miałby być "powolny rozkład systemu i stopniowe zmiany prowadzące do odzyskiwania przez społeczeństwo wpływu na swój los"53.
Nieco wcześniej pojawiła się również nawiązująca do wzorców z okresu okupacji koncepcja tworzenia Kół Oporu Społecznego (KOS), najszerzej rozpropagowana w regionie Mazowsze. Koła, oparte o system piątkowy, miały zajmować się zbieraniem informacji, kolportażem "bibuły", samokształceniem itd. Z czasem ich działalność doprowadzić miała do zbudowania "państwa podziemnego"54.
W cieniu prowadzonych polemik programowych toczyła się rozgrywka o kształt organizacyjny solidarnościowego podziemia. Zdecydowaną kontrakcję przeciwko OKO podjął Z. Bujak. Ostatecznie sytuacja ustabilizowała się w drugiej połowie kwietnia, po rozbiciu przez SB kierownictwa OKO i powstaniu Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ "Solidarność"55. Tak więc, mimo iż twórcy OKO formalnie ponieśli klęskę, to jednak pośrednio udało im się doprowadzić do powstania centralnego organu podziemia, chociaż w innym kształcie, niż to sobie wyobrażali.
Jak zauważył Antoni Dudek, w czteroosobowym składzie TKK znalazł się zwolennik koncepcji strajku generalnego (Frasyniuk), jej przeciwnik (Bujak), zaś pozostali członkowie (Lis, Hardek) zajmowali niejednoznaczne stanowisko56. Skupieni w TKK liderzy "Solidarności", aczkolwiek różnili się co do strategii związku, byli zgodni co do jednego - unikania demonstracji ulicznych, jako akcji nieskutecznych i przynoszących zbędne ofiary. Podobnie traktowano strajki, stające się źródłem represji, w tym zwalniania z pracy najaktywniejszych robotników. Stąd też paradoksalna reakcja na stosunkowo udane demonstracje majowe i czerwcowe oraz zakończony dość dużym sukcesem strajk 13 V - apel o powstrzymanie się od protestów do 22 lipca. Miało to być wyrazem "gotowości do porozumienia". Aczkolwiek grożono jednocześnie "sięgnięciem po różnorodne środki nacisku ze strajkiem generalnym włącznie", to dokument ten, a także inne ogłaszane w tym okresie wydają się świadczyć o usilnym dążeniu TKK do nawiązania dialogu z władzą57. Było to zapewne echo postawy z jesieni 1981 r., naiwnego oczekiwania na dobrą wolę drugiej strony. Uwzględnić należy też ewentualnie docierające do liderów podziemia pogłoski o możliwej zmianie polityki władz58, a także naciski Kościoła (problem wizyty Jana Pawła II). Na tle sporu o metody walki bieżącej nasilił się trwający od wczesnej wiosny konflikt we wrocławskim RKS, który doprowadził w początkach czerwca 1982 r. do secesji grupy Kornela Morawieckiego i utworzenia "Solidarności Walczącej", która z czasem wypracuje własny, radykalny program walki z komunizmem.
Rozczarowanie brakiem zmiany polityki władz, wiązanego z mityczną datą 22 lipca, skłoniło członków TKK do zmiany polityki i wystosowania 26 VII 1982 r. wezwania do masowych demonstracji w drugą rocznicę podpisania porozumień sierpniowych. Miały być one przeprowadzone "pod hasłami przywrócenia działalności NSZZ "Solidarność", uwolnienia internowanych, aresztowanych i skazanych, zawarcia porozumienia narodowego"59. Jednocześnie jednak nie opracowano żadnej koncepcji działania w przypadku powodzenia manifestacji - np. ich kontynuacji w kolejnych dniach, przejścia do strajku generalnego. Demonstracje miały zapewne pozostać jedynie manifestacją siły podziemnej "Solidarności" i skłonić władze do podjęcia negocjacji. Jak się okazało było to oczekiwanie naiwne. 31 VIII 1982 r. okazał się w dużej mierze sukcesem - demonstrowano w ponad 60 miastach, w wielu z nich doszło do walk ulicznych z trudem wygranych przez służby porządkowe, w niektórych mniejszych miejscowościach, ogołoconych z MO manifestanci bez przeszkód przez kilka godzin krążyli po ulicach. Jednakże nawet taki zasięg manifestacji nie skłonił władz do podjęcia rozmów. Zaś bezowocne w rezultacie (jeśli nie liczyć aspektu propagandowego) demonstracje okupiono śmiercią 8 osób. Dopiero pod wpływem rozwoju wydarzeń na forum TKK (5-7 IX 1982 r.) pojawiła się idea ogłoszenia strajku generalnego, było na to jednak za późno60. Jak się wkrótce okazało 31 VIII był co prawda kulminacją oporu, przyniósł jednak również jego wyczerpanie.
Co najmniej od połowy września liderzy podziemia zdawali sobie sprawę, iż delegalizacja "Solidarności" jest nieuchronna. Jak wskazuje zachowana korespondencja między przywódcami regionów, dość precyzyjnie określano także datę podjęcia decyzji przez Sejm (8-9 X, rzadziej pojawiał się 19 X)61. Tymczasem nie przygotowano żadnej koncepcji działania w tej sytuacji! 9 X 1982 r., dzień po uchwaleniu przez Sejm delegalizacji związku, TKK wydała oświadczenie wzywające do przeprowadzenia czterogodzinnego strajku protestacyjnego w dniu... 10 XI62. Decyzja ta stała się przyczyną największej klęski podziemia w okresie stanu wojennego. Nie wykorzystano fali spontanicznych protestów, zapoczątkowanych strajkiem 11 X 1982 r. w Stoczni Gdańskiej. Zbigniew Bujak, który w tym okresie praktycznie jednoosobowo podejmował decyzje za TKK, uznał, iż "jeśli strajk [w Gdańsku] się utrzyma, będziemy go rozwijać w całym kraju"63. Wobec pacyfikacji Stoczni 12 X nie podjęto scentralizowanej akcji protestów, a tymczasem 13 X przypadła kulminacja spontanicznych strajków i demonstracji. 20 X 1982 r. TKK przedłużyła czas strajku 10 XI do 8 godzin i zapowiedziała strajk generalny na wiosnę 1983 r. Było to jakby przyznanie się do niewiary w powodzenie akcji 10 XI. W połączeniu z rozładowaniem spontanicznego oporu w drugiej dekadzie października oraz ogromną kontrakcją władz (działania SB, kampania propagandowa w prasie, radio i telewizji, spotkania "uświadamiające" we wszystkich zakładach pracy) działania TKK przyczyniły się do fiaska protestu 10 XI. W tej sytuacji do lamusa odłożono ideę strajku generalnego, a na długie lata główną metodą walki stała się koncepcja budowy "społeczeństwa podziemnego", z natury rzeczy będąca ofertą dla stosunkowo wąskiego grona zwolenników opozycji.
W dotychczasowych rozważaniach skupiłem się przede wszystkim na tych formach walki, które w założeniu miały doprowadzić do zmiany istniejącej sytuacji. Wspomnieć należy jednak także o innych, częstokroć drobnych przejawach oporu, inspirowanych przez opozycję lub powstających samorzutnie i następnie rozpropagowanych przez podziemie. Były to chociażby oporniki wpinane w klapy, świeczki palone w oknach każdego 13. dnia miesiąca, słynne spacery w porze emisji DTV, zapoczątkowane przez mieszkańców Świdnika, izolacja "kolaborantów". Ich znaczenia z punktu widzenia psycho-społecznego nie sposób przecenić. Nie zmienia to jednak faktu, iż działania kierowniczych kół podziemia, brak konsekwentnie realizowanej linii działania, spory wokół strategii i taktyki, doprowadziły w rezultacie do wyczerpania potencjału oporu (na skalę masową), narastającej apatii i zniechęcenia. Brakowało nie tylko jasnej i konsekwentnie realizowanej metody walki, lecz także wizji, do czego ta walka miałaby prowadzić. Ograniczano się jedynie do postulatów restytucji stanu sprzed 13 XII 1981 r., co w miarę upływu czasu stawało się coraz mniej atrakcyjnym programem. 
Przedstawione powyżej tezy z pewnością mają charakter dyskusyjny. Takie też było zamierzenie autora. Pozostaje mieć nadzieję, że wywołają one polemiki badaczy dziejów podziemnej "Solidarności", a także być może skłonią niektórych uczestników opisywanych wydarzeń do zabrania głosu i przedstawienia własnej wersji opisywanych wydarzeń. 

46 A. Znamierowski, Zaciskanie pięści. Rzecz o Solidarności Walczącej, Paris 1988, s. 70-71.
47 W. Sawicki, Regionalny Komitet Strajkowy NSZZ "Solidarność" Dolny Śląsk XII 1981 - VI 1982, Wrocław 1996,Wrocław 1996, msps, s. 7-55.
48 AAN, KC PZPR, sygn. XIC/21, k. 144-147, Informacja specjalna (2), 6 XII 1981.
49 W. Sawicki, op. cit., s. 31-32.
50 W. Sawicki, OKO - walka o władzę w podziemnej "Solidarności" 1982, "Arcana" 1998, nr 19, s. 121-141.
51 Cyt. za: W. Sawicki, OKO..., s. 123-126.
52 ASO Wrocław, akta sprawy W. Frasyniuka, sygn. III K 186/82, t. II, k. 183-184, Tezy o aktualnej sytuacji, styczeń 1982; 
53 "Tygodnik Mazowsze" nr 8, 31 III 1982, dodatek publicystyczny. Zob. też: K. Łabędź, Spory wokół zagadnień programowych w publikacjach opozycji politycznej w Polsce w latach 1981-1989, Kraków 1997, 91-93.
54 Ibidem, s. 94-95.
55 W. Sawicki, OKO..., s. 129-137.
56 A. Dudek, "Solidarność" w poszukiwaniu metody walki w stanie wojennym, [w:] "Solidarność" a wychodzenie Polski z komunizmu. Studia i artykuły z okazji XV rocznicy powstania NSZZ "Solidarność", Gdańsk 1995, s. 80-81.
57 "Tygodnik Mazowsze" nr 21 z 14 VII 1982 r., s. 1.
58 A. Dudek, op. cit., s. 82.
59 Apel w rocznicę Sierpnia '80, [w:] Od trzynastego do trzynastego. Analizy, dokumenty, relacje, opr. P. Spiski, Londyn 1983, s. 193.
60 H. Głębocki, Konspira, [w:] "Solidarność". XX lat historii, Warszawa 2000, s. 162.
61 ASO Wrocław, akta sprawy W. Rzeszowskiego, sygn. III K 187/82, t. I, k. 24, List "Karola" (J. Buzek) do "Szymona" (W. Frasyniuk) i "Jurka" (?), wrzesień 1982; ibidem, k. 35, List "Lutka" (NN) do "Szymona" (W. Frasyniuk) i "Jurka" (?), 28 IX 1982; 
62 "Tygodnik Mazowsze" nr 29 z 13 X 1982, s. 1.
63 ASO Wrocław, akta sprawy P. Bednarza, sygn. III K 196/82, t. I, k. 212, List Zbigniewa Bujaka do "Dala" (Piotr Bednarz), 12 X 1982.
Powrót
Strona 1|2|3|4
Drukuj
Generuj plik PDF
Poleć stronę znajomemu
Adres do korespondencji
Instytut Pamięci Narodowej, ul. Towarowa 28, 00-839 Warszawa
©2000-2010 Instytut Pamięci Narodowej. Wszelkie prawa zastrzeżone.