Nawigacja

Media o IPN

PRZEGLĄD MEDIÓW – 9 maja 2017

  • W Kielcach uhonorowano działaczy opozycji antykomunistycznej – 13 działaczy opozycji antykomunistycznej otrzymało w poniedziałek w Kielcach Krzyże Wolności i Solidarności. Odznaczenia wręczał działaczom opozycji antykomunistycznej wiceprezes IPN Mateusz Szpytma. W imieniu dwojga zmarłych opozycjonistów odznaczenia odebrali członkowie ich rodzin. Odznaczenie otrzymała m.in. Stanisława Gawlik, która w marcu 1968 roku uczestniczyła w proteście studentów Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Po wprowadzeniu stanu wojennego kontynuowała działalność w ramach zawieszonego związku „Solidarność”. Za działalność związkową została zawieszona w obowiązkach służbowych pracownika naukowo-dydaktycznego na Politechnice Świętokrzyskiej.  – Nie uważam, abym robiła coś wielkiego. Nas po prostu wtedy bolało to, co działo się w Polsce. Bolało tak bardzo, że musieliśmy coś zrobić – powiedziała Gawlik, która we wrześniu 1985 roku została internowana i osadzona w Ośrodku Odosobnienia w Kielcach. – Otrzymanie tego odznaczenia to na pewno ogromny zaszczyt. Ale na ten Krzyż zasługuje o wiele więcej osób. Takich ludzi, jak ja, młodych i, mówiąc żartem »bez instynktu samozachowawczego«, było znacznie więcej – dodała odznaczona opozycjonistka. Odznaczony został także ksiądz Marek Łabuda w grudniu 1984 roku stanął na czele protestu młodzieży z Zespołu Szkół Zawodowych we Włoszczowie. Uczniowie rozpoczęli wtedy strajk okupacyjny, protestując przeciwko zdjęciu krzyży z lekcyjnych sal. – To odznaczenie, dedykuję tamtej młodzieży i ich rodzicom – podkreślił kapłan. – Gdyby nie oni, nie byłoby mnie tutaj. Ci młodzi ludzie mieli wtedy po 15-16 lat. Mówili mi, że za krzyż gotowi są oddać nawet życie. Gdy to słyszałem, rosła we mnie ogromna siła. Bo nie byłem na początku taki odważny jak oni – wspominał ks. Łabuda. – Po latach oddajemy tym ludziom sprawiedliwość – powiedział podczas uroczystości Mateusz Szpytma. – Większość z nich była represjonowana, wieziona i internowana. Mamy wobec nich olbrzymi dług. To dzięki nim możemy dzisiaj żyć w wolnym, demokratycznym kraju” – dodał wiceprezes IPN. PAP, dorzeczy.pl, m.radio.kielce.pl,  radiomaryja.pl, 8 maja 2017.
  • Polska prosi USA o pomoc w osądzeniu ukraińskiego nacjonalisty Polska zwróciła się do amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości o pomoc prawną przy ekstradycji mieszkającego w USA ukraińskiego nacjonalisty, oskarżonego o zbrodnie przeciwko narodowi polskiemu. Chodzi o 98-letniego Michaela Karkocia, który od 1949 roku mieszka w Stanach Zjednoczonych. Starania o jego ekstradycję do Polski poparło Centrum Szymona Wiesenthala.
    – W ten sposób pokazujemy, że jeśli ktoś popełnia okropne zbrodnie, to będzie poszukiwany niezależnie od tego, jak wiele lat upłynie i jak daleko ucieknie. Dlatego musimy ścigać nazistowskich zbrodniarzy wojennych – powiedział Aaron Breitbart, który reprezentuje główny oddział Centrum Szymona Wiesenthala w Los Angeles. Dodał, że jeśli władze dysponują dowodami na zbrodnie popełnione przez jakąś osobę, to ich obowiązkiem jest postawienie jej w stan oskarżenia. Główna Komisja Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu zarzuca Michaelowi Karkociowi, że jako dowódca kompanii Ukraińskiego Legionu Samoobrony w lipcu 1944 roku przeprowadził pacyfikację wsi Chłaniów na Lubelszczyźnie. Zginęły tam 44 osoby, w tym kobiety i dzieci. Później jednostka Michaela Karkocia wraz z Niemcami brała udział w tłumieniu Powstania Warszawskiego. Michael Karkoć od ponad 60 lat mieszka w Minneapolis, gdzie był działaczem lokalnej społeczności ukraińskiej. Jego syn zaprzecza zarzutom wobec ojca, twierdząc, że zostały sfabrykowane. W wydanych w 1995 roku pamiętnikach w języku ukraińskim, Michael Karkoć przyznał jednak, że zwrócił się do Niemców o utworzenie Ukraińskiego Legionu Samoobrony, który później został wcielony do kolaboranckiej dywizji Waffen-SS „Galizien”. interia.pl, 9 maja 2017.
  • IPN zakończył kolejny etap badań na terenie dawnej siedziby UB w Bielsku Podlaskim – szczątki co najmniej pięciu osób oraz kompletny szkielet młodego mężczyzny odnaleziono podczas prac archeologicznych na dziedzińcu budynku dawnego Urzędu Bezpieczeństwa w Bielsku Podlaskim - poinformował IPN. Poszukiwania są częścią śledztwa prowadzonego przez Instytut. Pion śledczy białostockiego oddziału IPN prowadzi od kilku lat śledztwo dotyczące zbrodni funkcjonariuszy powiatowego UB w Bielsku Podlaskim. Chodzi o dokonane tam, w latach 1944-56, zabójstwa działaczy i członków organizacji niepodległościowych, którzy umierali wskutek pobić i tortur. Wątki tego postępowania dotyczą też psychicznego i fizycznego znęcania się nad członkami organizacji niepodległościowych, którzy zostali pozbawieni wolności. IPN chce ustalić zarówno sprawców zbrodni, jak i personalia wszystkich ofiar. Wśród dowodów są m.in. akta b. Wojskowego Sądu Rejonowego w Białymstoku, dotyczące czynności procesowych wobec zatrzymywanych osób. Siedziba bielskiego UB, gdzie na dziedzińcu prowadzono przez blisko trzy tygodnie sondaże archeologiczne, mieściła się w budynku po byłym klasztorze karmelitów. Po zajęciu miasta przez Armię Czerwoną prawdopodobnie siedzibę miało tam NKWD. Pierwsze sondaże archeologiczne przeprowadzono we wrześniu 2016 r.; odnaleziono wówczas szkielet i szczątki co najmniej pięciu osób. Teraz zakończony został kolejny etap poszukiwań. Jak poinformował w poniedziałkowym komunikacie szef pionu śledczego IPN w Białymstoku prok. Janusz Romańczuk, w trakcie prac na tzw. małym dziedzińcu odkryto ludzkie szczątki kostne: żuchwy, zęby, kręg lędźwiowy, kości stopy, czaszki oraz inne kości - zdaniem specjalistów - należące do co najmniej pięciu osób. Na tym samym terenie znaleziono również kompletny szkielet młodego mężczyzny. – Wszystkie odnalezione szczątki zostaną poddane badaniom, celem stwierdzenia, czy są to ofiary zbrodni komunistycznych, popełnionych przez funkcjonariuszy UB – dodał prok. Romańczuk. PAP, dzieje.pl, 8 maja 2017; „Gazeta Współczesna”, onet.pl, pch24.pl, podlasie24.pl, 9 maja 2017.
  • IPN wraca na Opolszczyznę. Saperzy będą szukać szczątków żołnierzy „Bartka” – Jeszcze w maju wrócimy na Opolszczyznę – zapowiada prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej odpowiedzialny za poszukiwania miejsc, gdzie po wojnie UB ukryło szczątki zamordowanych członków antykomunistycznego podziemia. – Będziemy kontynuować poszukiwania miejsca likwidacji pierwszej grupy żołnierzy NSZ z oddziału Henryka Flame – „Bartka”, oraz miejsca ukrycia ich ciał. Dokładnej lokalizacji prof. Szwagrzyk nie zdradza, ale chodzi o rejon Starego Grodkowa. Wytypowaną okolicę będą sprawdzać saperzy wojskowi. Ekipa prof. Szwagrzyka będzie obserwować ich akcję i czekać na efekty. W zależności od wyników podjęte zostaną już konkretne wykopaliska terenowe. W kwietniu ubiegłego roku na terenie starego poniemieckiego lotniska wojskowego w Starym Grodkowie ekipa poszukiwawcza IPN odnalazła doły ze szczątkami ok. 30 osób z drugiego w kolejności oddziału Bartka, jaki trafił na Opolszczyznę. – Efekty prac identyfikacyjnych tych szczątków są bardzo interesujące. Przedstawimy je niebawem – deklaruje prof. Szwagrzyk. We wrześniu 1946 roku w wyniku prowokacji przygotowanej przez UB część oddziału Narodowych Sił Zbrojnych z Podbeskidzia zdecydowała się wyjechać ciężarówkami na Zachód, żeby kontynuować walkę z nową komunistyczną władzą. Przewieziono ich na Opolszczyznę w specjalnie przygotowane miejsca - pułapki, gdzie w czasie snu zostali skrytobójczo wymordowani. Jeden z oddziałów zginął w Barucie koło Jemielnicy, o czym świadczą liczne relacje mieszkańców. Jednak do tej pory znaleziono tam jedynie pojedyncze ludzkie szczątki. Stary Grodków został wytypowany na podstawie szczegółowej analizy zeznań byłego funkcjonariusza UB, który złamał zmowę milczenia. „Nowa Trybuna Opolska”, nto.pl, 9 maja 2017.


 

do góry